Filmowy debiut roku – po Złotych Lwach w Gdyni, 24 listopada „Cicha Noc” weszła do kin. W czym tkwi siła jego przekazu? O swoich impresjach opowiada reżyser filmu Piotr Domalewski.

MADE IN: Na jakie pytanie ostatnio najczęściej odpowiadasz dziennikarzom i publiczności?

Piotr Domalewski: Chyba: na ile „Cicha Noc” jest moją osobistą historią? To fabuła, która dzieje się w realistycznych okolicznościach polskiej prowincji. Fascynują mnie ludzie prości, z którymi się identyfikuję. Tacy, dla których np. złapanie gumy w samochodzie urasta do rangi problemu, który może zadecydować o przyszłości. Pechowiec z wysokiej klasy społecznej zadzwoniłby po taksówkę, zamówił pomoc. Ale 100 zł to dla wielu Polaków pokaźny wydatek, a dla reżysera ich historia jest ciekawsza dramaturgicznie.

Nie kusiło cię żeby bardziej podkręcić tę historię, dołożyć adrenaliny?

Wręcz przeciwnie, starałem się jak najbardziej ją złagodzić. Lubię swoich bohaterów i wierzę w ich dobre intencje. Najczęściej starają się czynić dobrze, tylko im nie wychodzi.

Typu: wyemigrować, by zmienić swoje życie i najbliższych na lepsze?

Sam czuję się emigrantem, wyjechałem z rodzinnych stron na studia i już nie wróciłem. A mój brat pracuje w Edynburgu. Emigracja to w moim filmie metafora dojrzałości. Decydujemy się żyć w obcej kulturze, odcinamy od tradycji. Pytanie, na ile jesteśmy gotowi, aby się z tym zmierzyć, zapłacić koszty. Jest jeszcze aspekt tęsknoty, który staram się zgłębić od wielu lat. Nienazywalne, metafizyczne zjawisko, jakby wspomnienie książki z dzieciństwa.

Tęsknota za tradycją?

Pochodzę z wielodzietnej, katolickiej rodziny. W „Cichej Nocy” odsłoniłem się przed ludźmi, to obserwacja rzeczywistości z perspektywy moich 34 lat życia. Tego, jak polska, delikatna i bezbronna tradycja broni się przed tirem Coca Coli, który pędzi w jej kierunku od 2 listopada. Kiedy byłem mały, na choince wieszało się poćwiartowane owoce, teraz są to postacie z kreskówek. Pomyślałem, że warto zrobić o tym film, zanim kompot z suszu zniknie z naszych stołów na zawsze.

Ta historia mogła wydarzyć się w każdym miejscu w Polsce, dlaczego wybrałeś warmińskie tło?

To osobista historia i starałem się przedstawić ją uczciwie, jak najbliżej realiów prowincji, którą znam. Sceneria jest zbliżona do moich rodzinnych stron w okolicach Łomży. Ekipa odpowiedzialna w filmie za obiekty zdjęciowe szukała Pęglit, w których realizowaliśmy plan, trzy miesiące. Spędziliśmy tam poza cywilizacją prawie półtora miesiąca. Mieliśmy przekonanie, że musimy stworzyć na planie prawdziwą rodzinę i staliśmy się sobie bardzo bliscy. To klucz do naszego filmu i jego sukcesu.

Jakie będą twoje święta?

Tradycyjnie obejrzę film „Kevin sam w domu” i pewnie, po raz chyba sześćdziesiąty, „Potop”. Mój dziadek uwielbia go, bo są tam „momenty”. Jest jedyną postacią w moim filmie, którą pokazałem „jeden do jednego”, cytuję jego powiedzonka. Mam nadzieję, że pojawi się na łomżyńskiej premierze filmu.

Rozmawiała: Beata Waś, obraz: arch. Studio Munka

Akcja „Cichej nocy” rozgrywa się w Wigilię Bożego Narodzenia w wiejskim domu we wschodniej Polsce. Adam, młody emigrant zarobkowy niespodziewanie pojawia się na wigilijnej kolacji. Nikt z jego licznej rodziny nie spodziewa się, jaki jest prawdziwy powód jego nagłego powrotu do Polski. W filmie zagrali m.in. Dawid Ogrodnik, Tomasz Ziętek, Arkadiusz Jakubik, Paweł Nowisz, Agnieszka Suchora, Maria Dębska, Tomasz Schuchardt, Jowita Budnik. Film zrealizowało Studio Munka. Całość otrzymała dofinansowanie z Warmińsko-Mazurskiego Funduszu Filmowego.