MISTERNE RĘKODZIEŁO, A W NIM SIŁA NATURY, MĄDROŚĆ PRZODKÓW, DUCHOWE POSZUKIWANIA. W BIŻUTERII WAREGENA JEST PODOBNO MOC. BO KTO RAZ JĄ ZAŁOŻY – WRACA PO WIĘCEJ.

 

Idziesz polną drogą i widzisz zwykły kamień. A oni dostrzegają niepowtarzalny kształt, wzór i kolor, energię zgromadzoną w kawałku skały przez tysiąclecia. Kamień w ich pracowni przechodzi metamorfozę, po której nie sposób już nie dostrzec jego piękna. W połączeniu z mosiądzem i patyną przybiera kształty spirali, tajemniczych znaków i symboli. Nazwy kolczyków, wisiorów, kolii, pierścieni i bransolet dodatkowo pobudzają wyobraźnię. A klienci mówią o wewnętrznych przemianach, przypływie energii i inspiracji. Wracają po kolejne ozdoby i przywożą znajomych. Czary? Przypadek? A może serce, które wkładają w dzieła ich twórcy?
– Nasza biżuteria to połączenie wiedzy, talentu, wieloletnich duchowych poszukiwań, inspiracji historią regionu – wylicza Jerzy Stankiewicz, twórca biżuterii Waregena. – My jej nie sprzedajemy, wymieniamy się z klientami, dając to, co mamy najlepsze. Co otrzymujemy? Motywację i wiarę, że to, co robimy, jest ważne. Nierzadko zdobywamy nowych przyjaciół.
Autorska „Art Gallery” Jolanty i Jerzego Stankiewiczów w Kruszewcu pod Kętrzynem to połączenie galerii z salonem dyskusyjnym. Łatwo tu trafić, ale trudno odjechać. Czas podczas rozmowy z właścicielami płynie jakoś inaczej… Niekiedy trafiają tu turyści zmierzający pobliską drogą do Wilczego Szańca w Gierłoży.

– Jedna z klientek zajechała po przedmiot chroniący przed złą energią w hitlerowskich bunkrach – wspomina Jerzy. – Wzięła też biżuterię z myślą o wizycie w krajach arabskich i opiece przed spotkaniem z tamtejszą kulturą. Czasem, zanim opowiemy klientom o naszych inspiracjach, sami przypisują biżuterii moc ochronną.

– To intuicja podpowiada im, po jaki przedmiot sięgnąć – dodaje Jolanta. – Kilkuletni synek znajomych uparł się, że musi mieć jeden z wisiorków. Kiedy powiedzieliśmy, że jego nazwa to „Bezpieczeństwo”, rodzice nieco zdębieli, uzmysłowili sobie parę ważnych spraw…

A zaczęło się 12 lat temu od wystawy w węgorzewskim muzeum. Przybliżała działalność Kurta Obitza – badacza i popularyzatora kultury Mazurów. To wtedy Jerzy, rzeźbiarz i malarz po lubelskim Wydziale Sztuki, poczuł, że chce wiedzieć więcej o przodkach tych ziem, ich kulturze i wierzeniach. Rozpoczął poszukiwania w literaturze, trafił na książkę „Dzieje Prusów” Łucji Okulicz-Kozaryn. A potem odwiedził archiwa Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie i mógł dotknąć ozdób sprzed setek lat, odnalezionych przez archeologów na terenie regionu.
– Poczułem silne wibracje, moc – wspomina. – Miałem wrażenie, że szamani tamtych czasów otworzyli przede mną jakąś furtkę, wybrali do kontynuowania pewnej idei. Przed wiekami biżuteria spełniała nie tylko rolę ozdób, ale była nośnikiem znaczeń, przypisywanych jej przez duchowych guru. Chroniła i wzmacniała.
Wtedy powstał pierwszy kształt wisiora – Waregena – co w języku pruskim oznacza „moc bogini”. Artyści nie tworzyli jednak replik wiekowej biżuterii, ale jej własną interpretację, przefiltrowaną przez swoje wieloletnie poszukiwania i inspiracje.
– Od młodości interesowały mnie religie, wierzenia z różnych zakątków świata – zdradza Jerzy. – Po latach stwierdzam, że w każdej z nich chodzi o to samo, czyli miłość. W mojej wyobraźni pojawiają się gotowe obrazy, kształty. Dopadają mnie nagle – na przykład kiedy siedzę w kinie. Wtedy chwytam za ołówek i robię szkice, dopracowuję je w komputerze, a żona, z którą rozumiemy się bez słów, nadaje im nazwy, pomaga w ostatnim etapie powstawania biżuterii.
W pracowni pełnej mosiądzu, kamieni, bursztynów, korali czy turkusów powstaje nie tylko damska i męska biżuteria o tajemniczych nazwach „Nowa era”, „Cztery żywioły”, „Słoneczny krąg”, „Koło obfitości” czy „Spirala szczęścia”. Można tu obejrzeć również inne prace Jerzego, który tworzy rzeźby i obiekty na indywidualne zamówienia do wnętrz i ogrodów. Jest również autorem statuetek dla firm i instytucji.

– Pewnego dnia usłyszeliśmy pisk opon i cofający się na drodze samochód. Jego właścicielka poczuła wewnętrzny przymus, aby zajechać do galerii. Albo turystka z Niemiec. Z kieszeni wyjęła wytarty pierścień z kolekcji Waregeny sprzed lat. Pracując w szpitalu, nie ma zwyczaju nosić go na palcu, ale jak twierdziła – nie rozstaje się z nim.
Ozdoby z Kruszewca, które można kupić również przez Internet, trafiły m.in. do Australii, USA, Japonii, Emiratów Arabskich, Skandynawii.

– Klienci piszą, że biżuteria jest dla nich impulsem do zmian, wyzwala odwagę do realizacji marzeń, inspiruje do poszukiwań – przyznaje Jola. – Kiedy mam zły nastrój, unikam pracy. Jestem przekonana, że przekazujemy przedmiotom naszą energię. Dlatego wolę dzielić się swoją radością, spełnieniem i pięknem, które dostrzegam w każdej cząstce natury. I mądrością prastarych plemion, które w pewnych kwestiach wyprzedziły swoją wiedzą współczesnych naukowców…

 

MadeIn_Nr018_Poziom_190

MadeIn_Nr018_Poziom_191

MadeIn_Nr018_Poziom_192

MadeIn_Nr018_Poziom_193

Tekst: Beata Waś

Obraz: archiwum Waregeny