W 1977 roku najbardziej prestiżowy tytuł przyznawany samochodom – Car of the Year na kolejny rok – zdobyło egzotyczne Porsche 928. Opisywaną z tej okazji sportową maszynę, Stanisław Wyszyński po raz pierwszy oglądał z kolegą na lekcji języka polskiego w przyniesionym tygodniku „Motor”. Do siedzącego obok w ławce Ryśka Stasiek rzucił z zachwytem: „patrz, jaka fura!”.
To była maturalna klasa.
Będąc już na czwartym roku studiów, Stanisław Wyszyński pojechał w wakacje do pracy w Niemczech. W Mannheim po raz pierwszy zobaczył na żywo zjawiskowe Porsche 928. – Ja dla odmiany za zarobione wówczas pieniądze kupiłem na niemieckiej giełdzie samochodowej VW Garbusa za 1600 marek. To był rok 1981 – wspomina.
Garbus zafascynował go do tego stopnia, że wstąpił do klubu miłośników tego modelu i aktywnie zaczął jeździć po imprezach i zlotach, poznając podobnych pasjonatów.
Temat Porsche 928 wrócił przypadkiem w 2006 roku. Do Staszka – jak zwracają się do niego znajomi – zadzwonił z Kolonii mieszkający tam od dawna szwagier. – Pamiętam, że był to niedzielny poranek. Wiedząc, że interesuję się ciekawymi klasycznymi samochodami, powiedział mi ciekawostkę – zaczyna opowiadać.
Otóż na parkingu podziemnym obok stanowiska szwagra, stało od dłuższego czasu lekko podniszczone Porsche 928, którego właściciel chciał się pozbyć, twierdząc, że nie opłaca mu się go remontować. Żądał za nie 1500 euro. – Porsche było z roku 1982, a więc wyprodukowane rok po tym, jak pierwszy raz pojechałem do Niemiec i przywiozłem Garbusa. Szwagier wytargował ze swoim garażowym sąsiadem cenę do 600 euro. Podjąłem natychmiastową decyzję o kupnie, tłumacząc sobie: a czemu nie spróbować auta z innej bajki? – przytacza Staszek.
Do Citroena C5, którym jeździł na co dzień, podpiął lawetę i z kolegą pojechali do Kolonii. Porsche faktycznie było lekko zniszczone. Miało wybitą przednią, tylną i do kompletu boczną szybę. Do tego pognieciony dach. To był efekt „demolki”, której ofiarą padł „porszak”.
Jako nowy został kupiony w Hiszpanii (kosztował równowartość 67 tys. marek, czyli ponad 40 razy więcej, niż „garbus” Staszka). Któregoś roku 928-ka została oddana na serwis do warsztatu. Ponieważ jego właściciele mieli problemy z finansami, pewnego dnia wpadło do warsztatu kilku typów i zniszczyło w ramach niewypłaconych pieniędzy stojące przed warsztatem auta, w tym i zielone Porsche. Hiszpan nie chciał go już naprawiać i wystawił kartkę z ceną 3000 euro. Odsprzedał je Niemcowi, a ten Staszkowi. – Sprzedawca dorzucił mi kompletną tylną klapę z szybą, którą na czas transportu obwiązaliśmy taśmą klejącą do tej w samochodzie z pobitą szybą – zdradza „patent”.
Pierwszą przejażdżkę w Polsce, jeszcze z pękniętą przednią szybą, Staszek zaliczył do Szczęsnego za Olsztyn. Wrażenia? – Włosy mi dęba stawały! Silnik V8 o pojemności 4,5 litra i 240 koni robiły swoje. Niesamowite, jak on się kleił do tej krętej drogi. W zakrętach w ogóle nie miał tendencji do przechylania. Miałem wrażenie, że jakaś dziwna siła dociska go do jezdni.

Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz

Bling Factory
Wyjątkowe auta wymagają wyjątkowego traktowania. Sami pasjonujemy się wspaniałymi maszynami i wiemy, jaką przyjemność daje posiadanie samochodu, który codziennie wygląda jak gdyby przed chwilą opuścił salon. Stworzyliśmy profesjonalne studio kosmetyczne z miłości do piękna motoryzacji, zdając sobie sprawę, że niektóre samochody wymagają bezkompromisowych rozwiązań.

Bling Factory
Olsztyn, ul. Lubelska 43i
www.blingfactory.pl