Parę razy wsiadłem do rajdowców na prawy fotel. Bałem się okrutnie, choć poziom adrenaliny próbował niwelować ten strach. Uznałem nawet, że pilot rajdowy musi pracować ze złączem odpiętym od mózgu. Bo weź tu rozsądnie wytłumacz zajęcie kogoś, kto ma podyktować kierowcy, jak ma przejechać między drzewami 150 na godzinę. Za chwilę przekonacie się jednak, że w tym wszystkim nie ma miejsca na szaleństwo. Pilot rajdowy to najbardziej poukładany mózg na pokładzie pędzącej maszyny. Kierowca jest w nim tylko tym fizycznym, od wykonywania poleceń. Co w tym temacie ma do powiedzenia czwórka naszych umysłowych?
 
Tekst: Rafał Radzymiński
Obrazy: Joanna Barchetto
 
 
styl_zycia
Dzwon na wysokości 3,13 metra
Sebastian Rozwadowski/ licencja pilota od 2000 roku

Na Pierwszą Komunię św. dostał aparat Zenit 12xp. Z zawieszonym dumnie na szyi, pojechał z rodzicami na swój pierwszy oes, który akurat przebiegał niedaleko ich domu w Sząbruku. Na odcinku Dajtki-Gronity zrobił pierwsze rajdowe zdjęcia. Bublewicz jechał wtedy Polonezem. Od tamtej pory Sebastian zaliczał już każdy Rajd Kormoran, a wkrótce jako kibic zjeździł wszystkie imprezy w kraju dopingując swojego idola Krzysztofa Hołowczyca. W 2000 roku, już z licencją pilota, wystartował w pierwszym rajdzie – właśnie Kormoranie – na prawym fotelu Peugeota 106 Rally. – Dla kierowcy był to również pierwszy rajd w życiu. Jako duet żółtodziobów zakończyliśmy imprezę spektakularnym dzwonem na słupie wysokiego napięcia, uderzając w niego na wysokości trzy metry i 13 centymetrów. Wybiło nas w powietrze, rajdówka spadła na dach bez tylnej ćwiartki i zaczęła się palić. Chyba nie dziwne, że ten występ ostudził moje zapędy rajdowe na kolejne półtora roku. Myślałem, czy nie zostać już tym kibicem – Sebastian kreśli początki swojej kariery.
 
Dzisiaj pilotuje najlepszych rajdowców. W tym sezonie Wojciecha Chuchałę. Już prowadzą w klasyfikacji. W poprzednim pilotował trzykrotnego wicemistrza Europy Michała Sołowowa. Przyszłość zaś wiąże z rajdami cross country i Dakarem.
 
Na dobre kariera zaczęła się po wspomnianej przerwie. Doświadczony kierowca Maciej Bocheński zaproponował mu start w Pucharze Seicento. Zdobyli tytuł wicemistrza Polski.
 
Cechy na pilota ma idealne: skrupulatny, perfekcyjny, z dobrym podejściem psychologicznym, no i atrakcyjną dla rajdówki… masą. – To częste pytanie kierowcy do pilota: ile ważysz? Wiadomo, że masa jest wrogiem przyspieszenia, więc trzeba dbać o sylwetkę. Nie po to inżynierowie szukają ultralekkich materiałów do budowy rajdówki, bym potem zniweczył ich wysiłek codzienną golonką – obrazuje.
Perfekcyjny pilot ma perfekcyjnie sporządzone notatki. Sebastian na każdy rajd zużywa trzy specjalne zeszyty. Zrobione są z odpowiednich kartek, dobrze przekładających się i trudnych do wyrwania. Na pokładzie najbardziej ceni atmosferę. – Jeśli decyduję się na współpracę z kierowcą, to musimy pasować do siebie charakterologicznie. No i analizuję kaskaderską przeszłość kierowcy, ile odpisał fur – mówi żargonem.
 
Z żoną Olą umówili się, że po każdym skończonym oesie, pierwszą czynnością Sebastiana jest wysłanie krótkiego sms-a, np. „OS 7 ukończony”. Ten sam sms wędruje obowiązkowo i do rodziców. Jest też i pociecha, niedawno narodzony syn. Niektórzy rajdowcy odpuszczają wówczas nieco niebezpieczną pasję. – A mnie właśnie dodatkowo to mobilizuje. Plany na ten rok są bardzo ambitne, więc fajnie byłoby na koniec sezonu włożyć do łóżeczka synka puchar z tytułem mistrza Polski. Żeby kiedyś wiedział, że ojciec nie był frajerem 🙂
 
 
styl_zycia
Też będę Duhanikową
Magdalena Duhanik / licencja pilota od 2010 roku

Starzy wyjadacze podśmiewali się z niej, czy aby nie przyjechała w piłkę grać, kiedy na swoim pierwszym rajdzie terenowym pojawiła się w butach jak korki na murawę. Ale ubrała je świadomie, bo biegając po górkach i wytyczając szlak rajdówce, miała trakcję jak na dobrych oponach. Biegła najszybciej. Wspólnie z partnerem Marcinem wygrali imprezę. Rywale nie tylko się już nie śmiali, ale i korki w Koszalinie wykupili. Debiutująca Magda stała się prekursorką, bo dzisiaj na rajdach rzadko który pilot nie ma na nogach korków. Następnie dorzuciła ochraniacze na piszczele. Bo kiedy wraca się z posiniaczonymi nogami, to jak tu chodzić potem w sukience?
 
Urodziła się jako trzecia córka, choć rodzice nie kryli, że spodziewali się wreszcie syna.
– I chyba poniekąd byłam chowana jak chłopak. Maluchem ojca jeździłam kiedy tylko nogami sięgałam pedałów – wspomina.
 
Dzisiaj wspólnie z Marcinem stanowią najlepszy damsko-męski zespół w rajdach przeprawowych i maratońskich. A kto wie, czy ten sezon nie pokaże, że są najlepszym duetem w rajdach terenowych typu cross country. Zaczęli od startu w Rajdowych Mistrzostwach Polski Samochodów Terenowych. Na koncie mają już dwa Puchary Polski w rajdach przeprawowych, w których pilot najczęściej siedzi po pas w bagnie, a w najlepszym razie w wodzie. Dlatego Magda cholernie dba o kondycję. Kiedyś biegała maratony. Dzisiaj? – Biega się kilometrami przed terenówką, by wytyczać drogę. Na mecie bardzo trudnego rajdu w Rosji, Ładoga Trophy, gdzie na etap przewidziano 25 godzin, poznałam co to jest kompletna bezsilność – opisuje stan wycieńczenia.
 
Zmagania atrakcyjnej kobiety w zabłoconych ciuchach śledzą na jej fejsbukowym profilu kobiety w eleganckich kieckach. Jedna z nich, kiedy w woderach czyściła swój przydomowy staw, napisała, że przy tej ciężkiej robocie dopingowała sobie pod nosem: „będę Duhanikową”.
 
Magdzie też to pomaga: – Kiedyś na rajdzie, kiedy było już ze mną naprawdę źle, powiedziałam dzielnie Marcinowi przez intercom: „będę Duhanikową”.
 
Wspólnie zaczęli rajdować sześć lat temu. – Wcześniej nie miałam do czynienia z tym sportem. Poznaliśmy się na jednej z imprez. Uznaliśmy, że spróbujemy się z innymi. Motywuje nas wynik i czysto sportowa rywalizacja.
 
Pierwszy rajd – „Ukręcona Półośka” pod Szczecinem – Magda pojechała jako kierowca. Wygrali. Kolejny rajd – wygrali. Z rajdów przeprawowych przesiedli się w Cross Country, czyli maratony będące namiastką Dakaru. To będzie ich pierwszy sezon z pełnymi aspiracjami.
 
Wyjeżdżamy z ich urokliwego siedliska we Florczakach. Magda chwyta za połówkę wjazdowych wrót. – Możecie napisać, że mamy bramę otwieraną pilotem – tak żartuje z siebie najlepsza pilotka od rajdów terenowych w kraju.
 
 
styl_zycia
Lepiej nie patrzeć na drogę
Daniel Siatkowski / licencja pilota od 2004 roku

To dziwne, że facet, który przy 170 na godzinę w lesie, nawet nie chce patrzeć na drogę, nie wyobraża sobie innej pasji niż pilot rajdowy. – Gdy rano przed startem nie możesz zjeść śniadania, bo ściska ci żołądek, to jest to właśnie ta adrenalina na którą czekasz – obrazuje. W tym sezonie musi ściskać wyjątkowo, bo z kierowcą Grzegorzem Grzybem zaczęli od wygranej eliminacji mistrzostw Polski.
 
Daniel zalicza właśnie 10. rok jako pilot rajdowy. Jak większość, karierę planował ulokować w fotelu za kierownicą.
– Dziwiłem się nawet, jak pilot może dyktować trasę, skoro tam tak trzęsie – wraca do czasów nastolatka.
 
W pokoju na ścianie miał wówczas plakat Hołowczyca; jako dziewięciolatek dostał na Rajdzie Kormoran zachowany do dzisiaj autograf od Mariana Bublewicza. – W regionie, w którym zacne nazwiska promowały ten sport, każdy z nas miał marzenia rajdowe.
 
Ale marzenia bardzo szybko zweryfikowała przejażdżka z „Hołkiem” na treningu w lesie. – W zasadzie te marzenia dorżnął, bo to co pokazał za kierownicą, szybko uświadomiło mi, że tak się raczej nauczyć nie da. Uznałem, że muszę oswajać pilotowanie – wspomina.
Zaczął stażować na treningach u Zbyszka Staniszewskiego. Dyktował mu przejazdy, które „Stanik” znał, ale pewniej czuł się jednak z sensownie „gadającym” pasażerem. Prawda była taka, że wszyscy myśleli, iż Daniel już sporo umie w tym pilotowaniu, ale on nie dementował, bo inaczej mógłby stracić szansę. – Dzisiaj podziwiam kierowców, którzy biorą do rajdówki niedoświadczonego chłopaka. A w lesie, przy 130 km/h, pomyłka „prawy pięć”, zamiast „prawy dwa”, może oznaczać koniec kariery dla obojga.
 
Pierwszy rajd pojechał przez przypadek, bo tuż przed startem pilot kierowcy złamał nogę. – Nie wiedział, że to mój debiut. Przecież w życiu by mnie nie zabrał na rajd szutrowy w randze mistrzostw Polski – zaznacza.
 
Ale precyzyjne dyktowanie nawet po wielu latach doświadczenia niesie ryzyko wpadki. Daniel pamięta, że na jednym z oesów były cztery z rzędu prawe zakręty. Każdy inny.
 
– Straciłem w nich orientację, więc o tym, że minęliśmy trzeci, albo czwarty, uświadomił mi dopiero zakręt w… lewo.
Daniel rzadko patrzy na drogę. Przejeżdżane zakręty i cięcia notuje za pomocą błędnika. Największy stres ma jednak nie na oesie, a na dojazdówce. Żeby precyzyjnie wjechać na Punkt Kontroli Czasu. – Wtedy ten czas sprawdzam nieraz po osiem razy, bo każde spóźnienie, to minuta kary. W zasadzie można pakować się do domu.
 
Ale bywało gorzej. Kiedyś zostawił notatki z opisami oesów w restauracji. Wpadł spocony, na szczęście były.
– A gdyby nie było? …Nie siedzielibyśmy teraz i nie gadali, bo kierowca odstrzeliłby mi głowę.
 
 
styl_zycia
Tak, smarowałam się paliwem
Ala Gnatowska / licencja pilota od 2013 roku

21 marca zdałam egzamin na prawko, 21. Adam zadzwonił czy będę go pilotować, 21 marca ty zaproponowałeś to spotkanie – Ala zaczyna mi wyliczać, a ja szybko wtrącam.
– 21 marca mam urodziny.
Otwiera notes i zapisuje. Chyba na przyszłość. Ali notes wszystko gromadzi.
 
Na swoje 18. urodziny czekała najbardziej, bo wtedy mogła już odebrać prawo jazdy, co było przepustką do zdawania na licencję pilota rajdowego. Na „prawko” zdała za trzecim razem. Ale raczej nie dlatego, że sprytu nie miała, bo kiedy jeździła do Gryźlin trenować z dziadkiem manewry placykowe, najczęściej kończyło się na fachowym zawracaniu na ręcznym z piskiem opon.
Rajdowanie Ali zaczęło się jednak jeszcze sześć lat przed 18-tką. Tata zabrał ją na olsztyński stadion OSiR na prolog 10. Rajdu Agapit. Ala: – Pędzące rajdówki, piękna pogoda, przystojni kierowcy, adrenalina… Pokochałam ten sport. Powiedziałam tacie, że chcę być pilotem rajdowym. I poszłam zapisać się do Automobilklubu Warmińskiego.
 
W tajniki sportu wprowadził Alę rajdujący wujek Adam – zabierał na zawody jako maskotkę serwisu. – Tak, smarowałam się paliwem – szybko ripostuje moje sugestie o wchłanianiu garażowego klimatu. – Jasne, że nie kumałam mechaniki, ale dzisiaj umiem zmienić klocki hamulcowe.
 
Pierwszy raz do rajdówki na prawy fotel wsiadła do Krzysztofa Bubika. Była zima, las i lód. – Kiedy ruszyliśmy, ogarnął mnie tak dziwny stan, że byłam już pewna: tak, to jest to co chcę robić.
 
Jest doskonałą organizatorką (notes to podstawa). Od podstawówki była przewodniczącą klasy. Lubi brać na siebie odpowiedzialność i mieć poczucie, że dużo od niej zależy.
 
W wakacje pojechała do pracy w Anglii. Zarobiła na ubranie rajdowe. Czerwone, pod kolor ulubionego zegarka, który dostała od taty. Zawsze ma go na rajdach.
 
Ub. sezon pilotowała Adama Dowgirda. Repliką B-grupowego Poloneza zaliczali rajdy dla klasyków w kraju i za granicą. – Rodzice poznali Adama, zaufali mu i chyba dzięki temu zgodzili się na moje wyjazdy, choć kiedy pakowałam się, mama powtarzała „nigdzie nie jedziesz”.
 
We wrześniu wygrali Rajd 1001 Jezior. Z pucharami, jak straganiara z wypchanymi siatami, przyszła pochwalić się dyrekcji w swoim liceum. Ze względu na maturę, ten sezon częściowo odpuszcza. Częściowo, bo na portalu rajdowym dała ogłoszenie dla kierowców szukających pilota.
 
Na koniec dodaje, że: nie lubi kobiet w rajdach, trochę przez zazdrość; podobają się jej stare „subaraki”, bo nowe w ogóle, no i stare Lancery VI i wszystkie S2000. Jak leci.

W notesie pisze mojego maila. Obiecuje przesłać swój pierwszy artykuł jaki napisała do magazynu rajdowego WRC. Przysłała.