To nie jest przypadek, że zdecydowana większość ważnych prezesów, oficjeli i biznesmenów wybiera na swojego towarzysza w podróży Mercedesa klasy S. 

Zacznijmy od paradoksu – kiedy koncern pokazał najnowszą odsłonę tej ultraluksusowej limuzyny, schodząca generacja nagle zyskała na zainteresowaniu i cennik rynkowy pięknie utrzymanych wersji poszybował w górę. O co chodzi?

Otóż chodzi o klasę, ale i klasykę. Kiedy towar nabiera już tego właściwego smaku, dojrzał w naszych zmysłach, to tylko wzbudza większe pożądanie. Nowość, jak to nowość – trzeba dać jej czasu, by obroniła swoją wartość. Choć akurat Mercedes z klasą S zawsze stylistycznie trafiał w gusta i historia – począwszy od W116 z 1972 roku – kreśli Mercedesowi w tym segmencie zacną kartę. W latach 80. i 90. S-klasa królowała na wszystkich rynkach gdzie czuć było pieniądz: finansjera zamożnego Wschodu, Zachodu czy to za wielką wodą woziła się „eską”.

I coś w tej „esce” jest majestatycznego. Jest z pewnością oazą spokoju i luksusu. Kiedy stać cię życiowo na wiele, to pierwsze o czym myślisz jest komfort życia. A jeśli chodzi o przemieszczanie się to S-klasa jest stworzona do komfortu. I nie chodzi tu o wyciszenie, jakość pracy zawieszenia, które fenomenalnie izoluje od drogi. Komfort pojmowany jest tu w kategoriach świetnie urządzonego apartamentu. Siądźcie w wersji long z tyłu, a wszystko stanie się jasne: półleżanka z wysuwanym podnóżkiem, podgłówek z poduszką jakby miał tu siąść za chwilę najważniejszy dostojnik świata, jakość materiałów i szlachetna stylizacja. Taka, która najpiękniej się starzeje. Owszem, za dwie generacje projektanci wymyślą sporo nowszych zabiegów, ale te pozostaną w kanonie dobrego dizajnu po wieki.

S-klasa, choć w gamie silnikowej od zawsze ma mocarne siłownie, jest tego rodzaju autem, że wcale nie potrzebujesz tej mocy sprawdzać. Nawet kiedy wspomniana pierwsza generacja dostała absurdalnie wielkie V8 o pojemności 6,9 litra, wciąż nikt nie widział sensu ścigania się z Ferrari, choć ten dwutonowy kolos wcale od ówczesnych włoskich rumaków nie odstawał dynamiką. Ale już samo poczucie potęgi nosi w sobie coś z pierwiastka monarchii – jej siły, potęgi, bezpieczeństwa.

Siedzę na wspomnianej tylnej kanapie W222 long. To tak wożą się wodzowie świata – deliberujesz. Krótka przejażdżka autem była jak zwiastun najnowszego Bonda: fragment podsyconych emocji. Wiem z różnych doświadczeń, że Mercedesy docenia się nie po pięciu minutach, ale po latach. Wielu już stwierdzało: najlepsze czym jeździłem w życiu. W pełni rozumiem tych, którzy przesiadają się na kolejne ewolucje. Czasem jest też tak, że jak nie wiesz w czym wypada przyjść na spotkanie, biała koszula zawsze się obroni. I tak jest z wyborem S-klasy. Nikt nie zadaje pytań.

 

Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz

Mazurek Premium Cars

Cyklowi felietonów motoryzacyjnych patronuje salon Mazurek Premium Cars – multidiler samochodów luksusowych nowych lub prawie nowych. W felietonach wykorzystujemy wybrane auto z oferty salonu. Tym razem towarzyszył nam Mercedes S-klasa 350d long W222. Fabrycznie nowy model w prezentowanej specyfikacji kosztował 769 000 zł, zaś egzemplarz ze zdjęć wyprodukowany w marcu 2020 roku i przebiegiem zaledwie 20.800 km – 469 tys. zł. 

Więcej na: mazurek.com.pl

Mazurek Premium Cars

Olsztyn, ul. Lubelska 29

mazurek.com.pl