Jeśli wydaje ci się, że znasz swoje miasto, zamień fotel samochodowy na SIODEŁKO roweru. Dopiero wtedy zobaczysz bogactwo detali, które na co dzień mijasz w ślepym pędzie. Jeśli wydaje ci się, że znasz region, bo spływałeś kajakiem po Krutyni, zwiedziłeś ŚWIĘTĄ Lipkę, a w Giżycku śpiewałeś szanty – wybierz jedną z kilkudziesięciu tras rowerowych Warmii i MAZUR, I przekonaj się, że cudze łatwo chwalić, nie znając własnego.

Niewielu wie, kto skonstruował pierwszy rower. A przecież to najbardziej zmysłowy środek lokomocji, dzięki któremu wdychasz zapachy, chwytasz dźwięki, sycisz wzrok i łapiesz wiatr we włosy. I nie jest to metafora. Wszyscy cyklomaniacy są tego samego zdania: rower to pojazd wszech czasów. 

Łańcuch rozmaitości

– Rowerem dostanę się tam, gdzie nie wjadę samochodem i gdzie ciężko mi będzie dojść pieszo – uzasadnia swoją pasję Michał Jurkowski, który poza rowerowymi wyprawami krajoznawczymi uwielbia jazdę bardziej hardcorową, techniczną.

– Kiedy Michał gapi się na korzenie, ja z roweru tropię zwierzęta – śmieje się Gosia Wiśniewska.

Dla tych, którzy tak jak Michał i Gosia lubią spędzać czas na rowerach, nasz region jest niekończącą się opowieścią – łańcuchy szlaków plączą się i krzyżują, tworząc przyrodniczo-kulturowy labirynt. 

Dzięki temu na Warmii i Mazurach znajdą frajdę ludzie o różnych zamiłowaniach. Przyroda – wiadomo. Mamy piękne lasy, urokliwe jeziora, malownicze trasy wzdłuż rzek, namiastkę gór, dzikiej puszczy, bagna i torfowiska niczym z baśni. Jeśli jest flora, musi być i fauna. Uważni rowerzyści spotkają na swojej drodze zwierzęta z rodziny jeleniowatych, wypatrzą żurawie, bociany czy polujące ptaki drapieżne. Pośród dzieł natury równie pięknie prezentują się wznoszone przez stulecia dzieła człowieka. Poza powszechnie znanymi zabytkami, znajdziemy również te mniej skomercjalizowane: świątynie z różnych okresów, ziemiańskie dworki, kameralne muzea czy fortyfikacje z czasów II wojny światowej. I wreszcie kąsek dla hedonistów – jeśli do waszego serca najłatwiej trafić przez żołądek, warto wybrać trasę, która wiedzie przez miejsca należące do sieci „Dziedzictwo Kulinarne Warmia Mazury Powiśle”.

Nie dość że każdy przystanek może być wtedy pretekstem do ucztowania, to jeszcze wrócimy z plecakiem pełnym domowych przetworów, wędzonych ryb i wędlin, podpuszczkowych serów i piwa z regionalnego browaru. Na taki wypad już chyba nikogo namawiać nie trzeba.

Green Velo i więcej

Namówieni? Jeśli tak, to polecamy przewodnik „Warmia i Mazury rowerem” (dostępny do pobrania na stronie www.mazury.travel), aby wybrać trasę dostosowaną do zainteresowań, możliwości czasowych i stopnia zaawansowania. Od samego kartkowania rośnie apetyt, aby przesiąść się na dwa kółka i ruszyć przed siebie. Szczególnie kuszący wydaje się Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo. Obecnie to najdłuższa tego rodzaju trasa w Polsce, bo liczy aż 1885 kilometrów i przebiega przez pięć województw podzielonych na 12 „królestw rowerowych”. Trzy z nich wyznaczono na terenach województwa warmińsko-mazurskiego, a cała trasa ma blisko 400 kilometrów! Poza wytyczeniem szlaków, zadbano również o rowerową infrastrukturę. Na trasie znajdziemy MOR-y, czyli Miejsca Obsługi Rowerzystów, oraz MPR-y – Miejsca Przyjazne Rowerzystom – rekomendacje kulinarne i wypoczynkowe. 

Urlop od pierwszej minuty

– Raz: daje poczucie wolności, dwa: integruje z przyjaciółmi i rodziną, trzy: pozwala na kontakt z naturą, cztery: nie wymaga dużych nakładów finansowych, mam wymieniać dalej? – wylicza zalety jednośladów Piotr Tutka, miłośnik roweru.

Radek Maderski dodaje, że to aktywność, która nie wymaga przygotowania sportowego.

– Na początek można wybrać trasy krótsze, a dalszy wypad podzielić na odcinki przemierzane rowerem i koleją – sugeruje. – Warto też zdecydować się na kilkudniową wycieczkę rowerową, zapakować namiot i pokazać młodszym, jak się kiedyś biwakowało. 

Ostatnio pięknymi trasami dotarł nad morze, omijając korki przed Trójmiastem. O wyższości szlaków rowerowych nad krajową siódemką chyba wspominać nie trzeba, bo tylko na jednośladzie urlop zaczyna się wraz z pierwszym kilometrem. 

Rowerem na nowej drodze

Radek poleca wycieczkę do źródeł Łyny, Michał wypad nad Jezioro Kielarskie, zaś Gosia poszukiwania magicznego jeziorka Karaśnik. Zamykam oczy i celuję palcem w mapę. Żywkowo – bociania wieś. Zabawa polega na tym, że zawsze gdzieś trafię, bo Warmia i Mazury nie mają białych plam dla fanów dwóch kółek. 

We wrześniu Michał i Gosia pojadą rowerami do kościoła garnizonowego. W ten jeden ważny dzień porzucą ukochane „górale” na rzecz stylowych klasyków. Kilka lat temu poznali się na warmińskim szlaku. Nawet nie pytam, czym i gdzie wybiorą się w podróż poślubną. 

Tekst: Aga Kacprzyk, Słowo Daję, obraz: archiwum UMWWM