Nierozłączni w życiu i na scenie. O zachciankach, zbiorach płyt i łasce pańskiej, która pozwala utrzymać się na muzycznym rynku od 25 lat,
mówią Anna i Marcin Ciurapińscy z olsztyńskiej grupy Big Day.

MADE IN: Co się wydarzyło w dzień gorącego lata 25 lat temu?

Anna Ciurapińska: Dwa olsztyńskie zespoły muzyczne, I want you i Yahoo, połączyły się w jeden. Ot tak, dla zabawy, bez wielkich planów i ciśnienia. Pierwsze próby mieliśmy w osiedlowym domu kultury Akant na Jarotach, dookoła którego były wtedy łąki, pasły się krowy.

Marcin Ciurapiński: Bawiliśmy się dźwiękami inspirowanymi muzyką lat 60.: The Beatles, The Who. Do naszego image dorzuciliśmy kolorowe stroje w klimacie posthipisowskim. Ludzie, widząc nas na ulicy, nie raz pukali się w czoło. Ale rynek muzyczny nas kupił.

Było zapotrzebowanie na optymistyczne dźwięki?

Anna: Ludzie potrzebowali nadziei, oddechu, świeżości. Lata 90. to ciekawy okres, nie tylko w historii polskiej muzyki. Mieliśmy szczęście, że się w niego wpisaliśmy. Sprzyjała nam radiowa Trójka, TVP. Obecnie jest trend na powrót do tamtej estetyki i zjawisk, znowu szukamy energii, która wyciągnie nas z marazmu i niepokojów, które funduje świat.

Stąd decyzja o wydaniu zremasterowanych pierwszych krążków?

Marcin: Tak, a ludzie sięgają do nich albo z sentymentu, albo z ciekawości. To nasi rówieśnicy, którym kojarzymy się z beztroskimi latami, albo młodsi słuchacze, którzy analizują ówczesne trendy. Pierwsi znają na pamięć nasze single, jak „W świetle i we mgle”, „Przestrzeń”, „Inni”, które wtedy nadawała Trójka. Komercyjne stacje do dzisiaj grają „W dzień gorącego lata”, więc zna go młodsze pokolenie, nawet jeśli nie zgłębia specjalnie naszej twórczości. No i śpiewają je z nami podczas koncertów.

Jak wygląda codzienność pary związanej z branżą muzyczną? Włączacie muzykę już do śniadania?

Anna: Od rana muzyka, książki i filmy, kochamy sztukę w każdym wydaniu. Są wykonawcy do których co jakiś czas wracamy, ostatnio mamy fazę na Davida Bowiego. Śledzimy nowe zjawiska muzyczne, ale utwierdzają nas tylko w przekonaniu, że wszystko już było. 90 proc. gitarzystów korzysta z dokonań Rolling Stonesów, Hendrixa czy Led Zeppelin. Dlatego wciąż wracamy do źródeł, klasyki, nieśmiertelnego rocka sprzed 40, 50 lat, który przewrócił nam w głowach.

Marcin: Czasem jeździmy na koncerty, np. niedawno byliśmy w Berlinie na Noelu Gallagherze z grupy Oasis, ale wszystko czego nam trzeba, mamy w domowych zbiorach. Przez Big Day przewinęło się kilku młodych gitarzystów, ale mieli problem z odczytaniem naszych intencji muzycznych. Dlatego wróciliśmy częściowo do składu, z którym lata temu dzieliliśmy nasze doświadczenia i inspiracje. No i jest porozumienie bez słów.

Teksty powstają w waszym podolsztyńskim domu?

Marcin: Warmińska prowincja sprzyja twórczości, a teksty powstają nawet podczas snu. Śnią mi się całe wersy. Budzę się wtedy, chwytam za telefon i zapisuję.

Od ostatniej płyty „Nasza fala” minęło pięć lat. Jubileuszowy rok zamkniecie nowym krążkiem? Jaki będzie?

Anna: Zagęszczamy ruchy, nagrania trwają, więc powinno się udać. Ciężko nam mówić o własnej twórczości, jesteśmy w takim wieku, że spełniamy swoje zachcianki, nie oglądając się na trendy. Skoro radio nas nadaje, to ich badania wskazują, że ludzie chcą nas słuchać. Utrzymanie się na rynku, to zasługa łaski pańskiej i masy szczęścia.

Marcin: Z wiekiem spokornieliśmy i coraz bardziej doceniamy, że dane nam jest robić to, co kochamy. Podobnie myślą inne grupy, które grają od dekad, rozmawiamy o tym za kulisami. Pewnie będzie taka okazja 12 sierpnia, podczas Top Festiwal Mrągowo, gdzie zagramy z Czerwonymi Gitarami, Wandą i Bandą, Różami Europy, Golden Life i Pudelsami. A 22 sierpnia zapraszamy na nasze 25-lecie do olsztyńskiego amfiteatru im. Niemena.

Rozmawiała: Beata Waś, obraz: archiwum zespołu