Swój talent odkryła będąc nastolatką, dzisiaj jest jedną z najbardziej zjawiskowych kobiet na polskiej scenie muzycznej. O swojej drodze na scenę i nowej płycie opowiada Bela Komoszyńska, pochodząca z Działdowa wokalistka grupy Sorry Boys.

MADE IN: Kilka miesięcy temu wasza dotychczasowa dyskografia ukazała się na kasetach magnetofonowych. To ukłon w stronę pokolenia, które dorastało w latach 80. i 90.?

Bela Komoszyńska: Od paru lat trwa renesans płyt winylowych, a niedawno niektóre wytwórnie, jak nasza, odkryły na nowo kasety. Dla naszego pokolenia to sentymentalny powrót do korzeni, ważnego nośnika tamtej epoki. Dla młodszych, którzy nie załapali się na kasety, to rodzaj gadżetu, retro-ciekawostka. Jeśli ktoś ma jeszcze dobry odtwarzacz, dzisiejsze kasety brzmią fantastycznie. Może nie audiofilsko, ale dają nowe wrażenia, brzmienie jest miękkie, ciepłe. 

Masz kasety ze swojej młodości?

Mam swój zbiór na strychu w rodzinnym domu w Działdowie. A wśród nich moją pierwszą kasetę Sinéad O’Connor „I Do Not Want What I Haven’t Got”. Stałam się jej posiadaczką jako sześciolatka i słuchałam przez wiele kolejnych lat.

To szybko zaczęłaś odkrywać muzykę.

(śmiech) Nigdy nie lubiłam piosenek dla dzieci, irytowały mnie. Moi rodzice mieli płyty Queen, Ewy Demarczyk, Maanamu, Kaczmarskiego, Obywatela GC. Nasiąkałam tą muzyką, nie wydawała mi się zbyt dojrzała.

Jesteś muzycznym samoukiem. Kto pierwszy poznał się na twoim talencie?

W mojej bliskiej rodzinie nie ma osób związanych z muzyką, jedynie wuj gra na puzonie. Osobą, która dała mi impuls i wiarę, że mogę z nią związać swoje życie, był nauczyciel muzyki z podstawówki Stanisław Czeczot – ówczesny basista zespołu Harlem. Miałam 14 lat, przygotowywaliśmy koncert kolęd na jazzowo i na próbie miałam moment zawahania. Staszek wziął mnie na korytarz i powiedział, że z moim głosem mogę coś w życiu osiągnąć. Był dla nas autorytetem, idolem, te słowa były dla mnie silną motywacją. W pierwszej klasie liceum w Działdowie założyłam z kolegą swój pierwszy zespół i nagrałam płytę. Potem przeniosłam się do Warszawy i tu zaczął się kolejny muzyczny etap. Ale rodzinny region we mnie pozostał. Zawsze miałam ścisły związek z przyrodą, która ukształtowała moją wrażliwość. Jako dziecko chciałam zostać ornitologiem, ostatecznie studiowałam etnologię. Kiedy wracamy w moje rodzinne strony, robimy sobie z moim partnerem Tomkiem wycieczki (Dąbrowskim, gitarzystą zespołu – red.). Pokazuję mu piękne miejsca, jeziora, które znam z dzieciństwa.

Niedawno zostałaś mamą. Czwarta płyta Sorry Boys, którą zapowiadacie, inspirowana będzie macierzyństwem?

To płyta o różnych odcieniach miłości, a macierzyństwo to jeden z nich. O tym nowym rozdziale naszego życia będzie sporo, bo płyta powstała kiedy byłam w ciąży, kończyliśmy ją po narodzinach naszej córki Bianki. Czas i myśli przesiąknięte były jej obecnością. Ale teksty mojego autorstwa i kompozycje krążą też wokół innych uczuć. Płyta „Miłość” ukaże się wiosną, a pierwszym singlem będzie utwór „Jesteś Pragnieniem”.

Test: Beata Waś, obraz: Zosia Promińska

Sorry Boys – zespół zadebiutował w 2010 roku i ma na koncie trzy albumy. Ostatni z nich „Roma” został nominowany do Fryderyka w kategorii „Album roku alternatywa”.