Prawdziwe historie o prawdziwej miłości do samochodu

Tropem olsztyńskiego kota

Historię tego czarnego Jaguara napisało dwóch mężczyzn, ojciec i syn. W 1966 roku na poznańskich targach stoisko brytyjskiej marki uświetniły modele: E-type, 420 oraz 3,8 S. Wszystkie trzy po wystawie zakupiły Zakłady Przemysłu Gumowego Stomil. Miały służyć m.in. do testowania przy dużych prędkościach opon wytwarzanych w zakładach w Dębicy i Olsztynie. Na Warmię trafił czarny S-type 3,8. Tutejszej fabryce spodobało się, że miał podobny rozmiar opon do tych produkowanych dla Żuków i Warszaw. Ze swoim mocarnym 223-konnym silnikiem i zawrotnymi wówczas osiągami (220 km/h i przyspieszenie do setki w 7,5 s), stał się świetną maszyną do testowania opon. Ale czarna limuzyna służyła też często do wożenia pierwszego dyrektora Olsztyńskiego Zakładu Opon Samochodowych, Władysława Leonharda. Zaś kierowcą dyrektora był jednocześnie człowiek, który testował Jaguarem opony. To Marek Kalitowicz, kiedyś czołowy żeglarz KS Budowlani Olsztyn, ale też i z kunsztem kierowcy rajdowego. W latach 50. startował w wyścigach motocyklowych, później w rajdach samochodowych, w tym w słynnym Rajdzie 1001 Jezior, więc i czarny Jaguar zagościł na warmińskich rajdach, będąc nie lada atrakcją na tle Syren, Warszaw i Polskich Fiatów. – W tym aucie spędziłem sporą część dzieciństwa. Mam w pamięci przejażdżki z tatą po mazurskich drogach, którymi momentami gnał Jaguarem pod 200 na godzinę – wspomina syn Andrzej Kalitowicz.

Po siedmiu latach intensywnego użytkowania, zimowa sól doprowadziła układ hamulcowy Jaguara do takiego zniszczenia, że w 1973 roku, z powodu niedostępności części, został on odstawiony. Po trzech latach OZOS zdecydował wystawić auto na przetarg. Nie było wielu chętnych na trudną naprawę, więc odkupił je… Marek Kalitowicz, licząc, że uda mu się przywrócić sprawność czarnej bestii. Dwa lata później skorzystał jednak z okazji do powrotu do Warszawy, skąd pochodził, i z braku miejsca garażowego zmuszony był sprzedać remontowane auto.

Kupił go mieszkający na Dajtkach pilot inż. Józef Konert, który latając na opryski pól do Afryki, często zaliczał też Londyn. Był przekonany, że łatwo poradzi sobie z brakującymi częściami. Naprawa przeciągnęła się jednak do 20 lat. Auto w tym czasie nie zrobiło ani kilometra, więc sfrustrowany właściciel poddał się i wystawił auto na sprzedaż. W 1998 roku lakoniczne ogłoszenie w gazecie Giełda Samochodowa wypatrzył Andrzej Kalitowicz. Jasne było, że anons „sprzedam Jaguara 3,8 S. Olsztyn” dotyczył dawnego auta ojca. Odkupił je i rozpoczął wieloletni proces odbudowy doprowadzając do stanu salonowego, który dzisiaj przyciąga uwagę na imprezach dla klasyków, urzekając również swoją historią.

Tekst: Rafał Radzymiński
Obraz: arch. prywatne Andrzeja Kalitowicza (na zdjęciu w garniturze Marek Kalitowicz z pilotem Zygfrydem Donarskim)

Bling Factory

Wyjątkowe auta wymagają wyjątkowego traktowania. Sami pasjonujemy się wspaniałymi maszynami i wiemy, jaką przyjemność daje posiadanie samochodu, który codziennie wygląda jak gdyby przed chwilą opuścił salon. Stworzyliśmy profesjonalne studio kosmetyczne z miłości do piękna motoryzacji, zdając sobie sprawę, że niektóre samochody wymagają bezkompromisowych rozwiązań.

Bling Factory

Olsztyn, ul. Lubelska 43i

www.blingfactory.pl