Pisanie o wyjątkowości przyrody na Warmii i Mazurach jest równie odkrywcze co pochwalenie się w pierwszym zdaniu, że mamy tu jeziora. Ale kilkoma ciekawostkami można zaskoczyć i koneserów natury. 

Nie wilk, ryś, żuraw, bocian czarny czy orzeł bielik, ale tegoroczną nominację do wyeksponowania dostaje od nas zimorodek. Dlaczego? Otóż spotkanie tych najrzadszych gatunków zwierząt i tak musimy zarezerwować wytrawnym obserwatorom przyrody, ale egzotycznie wyglądającego zimorodka (oczywiście objętego ścisłą ochroną) spotkać można bez problemu podczas spływów kajakowych czy spacerów wzdłuż brzegów rzek i jezior. 

Zasiedla wyłącznie najczystsze akweny, albo wolno płynące strumienie i rzeki obfitujące w małe ryby. Jeśli więc go spotkałeś, to masz gwarancję, że jesteś nad wodą doskonałej jakości. A szczęście to podwójne, bo niezwykle ubarwiony zimorodek nazywany jest „latającym klejnotem”. Ale w najbardziej widowiskowy sposób poluje: siada na przybrzeżnych gałęziach drzew lub korzeniach z których obserwuje wodę. I kiedy ujrzy zdobycz, wbija się w powierzchnię niemal tempem strzały wypuszczonej z łuku. Nie dziwmy się więc, że do takich akcji potrzebuje przejrzystej wody.

Warmia i Mazury to jeden z najbogatszych i najbardziej różnorodnych przyrodniczo regionów Europy.

Np. wokół jezior Mamry, Kirsajty czy Łukajno żyje po około 150 gatunków ptaków, zaś fenomenem na skalę kraju jest młody rezerwat rozlewiska Polder Sątopy Samulewo, gdzie potrafi stacjonować ponad 30 tys. ptaków, w tym samego żurawia trzy tys. 

Obok bociana czarnego, bielika, dudka czy wspomnianego zimorodka, skrajnie zagrożona w Europie jest występująca u nas kraska. Swoje południowe pochodzenie zaznacza kolorowym egzotycznym niebieskordzawym ubarwieniem. Ks. Jan Twardowski tak o niej rozprawiał: „Tak wymalować kraskę / dać jej skrzydła niebieskie / ogon prawie czarny / grzbiet jak cynamon brązowy / tylko Bogu samemu przyszło to do głowy”.

Ornitolodzy naliczyli w regionie ledwie kilkadziesiąt par lęgowych kraski.

Dzięki dużym obszarom leśnym mamy również całą grupę rzadkich ssaków jak rysie, wilki czy borsuki. Są żmije zygzakowate, jaszczurki i rezerwat żółwia błotnego przy źródłach Łyny. Jeden z okolicznych pensjonatów przy wewnętrznej drodze dojazdowej postawił nawet znak ograniczający prędkość do 10 km/h i z dopiskiem „uwaga żółwie”. 

Odkrywać dziką przyrodę Warmii i Mazur można też na skróty. Od tego są parki zwierząt: Zagroda Żubrów w Wolisku, Park Dzikich Zwierząt Kadzidłowo, Warmiński Zwierzyniec i położona na porośniętym Puszczą Piską półwyspie Stacja Badawcza w Popielnie, gdzie w formie safari można podziwiać największe w Europie dziko żyjące stado koni. A właściwie koników polskich, potomków wymarłych tarpanów. Dziką i różnorodną florę regionu z bliska ogląda się w Leśnym Arboretum Warmii i Mazur. 

Dla upartych i w godzinę można się poznać z całym tutejszym zwierzyńcem. Muzeum Przyrody Warmii i Mazur eksponuje nawet najrzadsze okazy. Nie uciekają i nie wprawiają w lęki, bo są wypchane. Zgromadzono ponad 250 gatunków zwierząt, od żubra – największego współcześnie żyjącego lądowego ssaka Europy, po ledwie widzialnych rozmiarów owady. Tylko na ekspozycji może zaskoczyć potęga dwumetrowego suma, bądź orła o niemal takiej właśnie rozpiętości skrzydeł. 

Co do wspomnianych lęków, to nie zdziwcie się, że jadąc kameralną leśną drogą, nagle przed szybą przeleci ogromny bielik. A może zdarzyć się, że pierwszeństwo wymusi na was łoś, jeleń czy przechodzących z lasu do lasu kilka saren. Stali użytkownicy takich dróg już wiedzą, że czasem jest tu jak w słynnym serialu Przystanek Alaska. Zwierzęta jakoś nie nauczyły się przepisów, chcąc jakby zakomunikować, że są u siebie. 

Ale nie samą sielankę odsłania nasza natura. W lasach Warmii i Mazur można z bliska obserwować zagrożony wyginięciem relikt pierwotnych puszcz. Mowa o pachnicy dębowej. Ciekawą cechą tego rzadkiego chrząszcza jest to, że w czasie rui wydziela charakterystyczną woń przypominającą dojrzałe owoce moreli z lekką nutą piżma. Na tyle silną, że wyczuwa ją i człowiek. 

Naturalnym środowiskiem pachnicy są dziuple wiekowych drzew. Larwy odżywiają się próchnem i przechodzą rozwój wewnątrz pni. Dorosłe chrząszcze odżywiają się sokiem ze zranionych drzew. W lasach, z uwagi na gospodarkę leśną, próchniejących, kilkusetletnich drzew jest coraz mniej. Dlatego dla przetrwania tych gatunków fundamentalne znaczenie mają siedliska związane z krajobrazem kulturowym regionu – wiekowe drzewa rosnące w starych parkach, folwarkach, zabudowaniach podworskich i przydrożnych alejach. W przypadku tych ostatnich obecność chronionego prawem owada często uniemożliwia inwestycje drogowe, dlatego alternatywą stało się przenoszenie pachnicy dębowej, oczywiście za zgodą służb ochrony przyrody, do sztucznych siedlisk w głębi lasu. Do ich budowy wykorzystuje się pnie wyciętych lip, które łączy się klamrami, wkopuje głęboko w ziemię i nakrywa drewnianymi daszkami, żeby nie traciły potrzebnej owadom wilgoci. Jeden z takich Parków Pachnicowych można znaleźć w Tolkmicku. A każdy z dziewięciu takich „domków” waży ponad pięć ton. To projekt innowacyjny w skali kraju. 

Tonami mierzy się też inną atrakcję. To chronione kamienie. Chronione, choć nie da się ich ukraść, bo to kolosy. Ale mają swoją pozycję skoro dla większych skupisk utworzono rezerwaty przyrody. Największy, Głazowisko Fuledzki Róg (półwysep wcinający się w jezioro Mamry, między jeziorem Dobskim, a jeziorem Kisajno), liczy kilka tys. głazów.

O tym, że natura jest niemal wieczna, świadczy chociażby najbardziej znany i najstarszy pomnik przyrody na Warmii i Mazurach – Dąb Bażyńskiego w Kadynach. Ma 700 lat, jest zatem starszy od legendarnego Bartka o 40 lat. Starszy od dębu w Kadynach jest 800-letni dąb Bolesław rosnący w Lesie Kołobrzeskim, ale jest zdecydowanie szczuplejszy – ma „zaledwie” 691 cm w obwodzie, podczas gdy dąb w Kadynach solidnych 990. 

Jedna z historycznych adnotacji opowiada o widocznej do dziś dziupli przyziemnej zakrytej podwójnymi wierzejami zamontowanymi za sprawą wzbogaconego na wojnach napoleońskich arystokratę Birknera z Elbląga. Podobno we wnętrzu dębu mieściło się jedenastu żołnierzy w pełnym rynsztunku. Gdy w 1898 roku właścicielem Kadyn został ostatni cesarz niemiecki, drzewo nazwano „dębem królewskim”. Na zlecenie cesarza Wilhelma II postawiono przy nim stróżówkę w której umundurowany strażnik stale czuwał nad bezpieczeństwem dębu. W pierwszej połowie XX wieku wypoczywało pod nim towarzystwo z najwyższych sfer – cesarz z królową Augustą Wiktorią, ich wnuk Ferdynand z księżniczką rosyjską Kirą i ich najznamienitsi goście z Europy. 

Jednym z najpopularniejszych, szczególnie wśród narzeczonych, pomników przyrody jest „Zakochana Para”. To dwa drzewa rosnące kilometr na zachód od wsi Krutyń, przy drodze prowadzącej do Plaży Krutyńskiej nad Jeziorem Mokrym. W miłosnym uścisku splótł się 160-letni dąb szypułkowy ze starszą o 90 lat partnerką – 250-letnią sosną zwyczajną. Nic nie wskazuje, by para planowała się rozstać.

Tekst: Michał Bartoszewicz, obraz: © dreamnikon, © Mark Medcalf, © Ysbrand Cosijn, © Cheng-Wei, © Karel Bartik, © aaltair, © Phil Everett Photography / Shutterstock.com