POROZMAWIAJMY PRZY WINIE

Kto dzisiaj rządzi na rynku pracy, czy przejście na tryb zdalny służy wszystkim, jak nie stracić pracownika i czy autorytet szefa ma tu coś do powiedzenia – pandemiczny obraz na linii pracodawca-pracownik analizujemy z przedstawicielami dwóch branż: gastronomicznej oraz IT. Gośćmi debaty są Wojciech Kroczek* (Kroczek Lody Naturalne) oraz Wojciech Suchowiecki** (Artneo).

MADE IN: Tradycyjne pytanie otwarcia: białe czy czerwone?

Wojciech Kroczek: W kontekście wina od lat funkcjonuję w trybie on/off, więc białe wino latem, a czerwone zimą.

A jak to wygląda u sportowca, triathlonisty, ironmana?

Wojciech Suchowiecki: W cyklu treningowym i startowym, niestety, w ogóle. Ale kiedy po zawodach, gdzieś w europejskim kraju zostajemy jeszcze urlopowo, to przez tydzień pozwalam sobie na odrobinę każdego wina. Czuję, że zrobiłem zadanie sportowe i to obcowanie z winem jest jakąś formą nagrody.

Wprowadzając w temat główny: czy pandemiczny obraz rynku pracy poszedł w dobrą czy w złą stronę? Bo na pewno się zmienił.

WK: Dla przedsiębiorstw z branży gastronomicznej to „inaczej” znaczy trudniej. Ale nie do końca w tym znaczeniu, że jest źle. Po prostu obecna rzeczywistość wyrywa nas poniekąd ze starych wygodnych butów i trzeba myśleć o swoim zespole w nowy sposób. Moim zdaniem pandemia tylko przyspieszyła procesy, które już wcześniej zachodziły, a 20 lat temu przerabiały je kraje zachodniej Europy. Sam kiedyś pracowałem na słynnym angielskim zmywaku czy jako kelner i widziałem tę przemianę społeczną. Tam moi współpracownicy też byli przyjezdnymi z innych wschodnich czy azjatyckich krajów, bo rdzenni Brytyjczycy nie chcieli się imać takiej pracy. Powoli zaczynamy w tę fazę wchodzić i u nas. Pokolenie młodych ludzi na rynku pracy jest już inną epoką i na te zmiany musimy się przygotować w ekspresowym tempie.

A jak to wygląda w branży IT, której pracownicy chyba dostali wiatr w skrzydła?

WS: W półtora roku, mam wrażenie, wszystko wywróciło się do góry nogami. Kiedyś nawet baliśmy się zaproponować pracę zdalną. Dzisiaj informatycy i programiści dostrzegli nowe możliwości, że rynek ma o wiele więcej im do zaoferowania: w mniejszym zakresie godzinowym, za lepsze pieniądze, zdalnie, dla innego kraju. Choć oczywiście nie wszyscy nadają się do pracy w trybie zdalnym.

Jesteśmy świadkami transformacji na rynku pracy i im szybciej się do niej dostosujemy, tym będzie nam łatwiej. To jest mniej więcej tak, jak z irytacją, kiedy dziecko do nas mówi „ziomal”, a sami już nie pamiętamy, kiedy nasi rodzice denerwowali się, że wprowadzaliśmy do powitań słynne „siema”, które wykreował Jurek Owsiak. Więc trzeba się umieć godzić z nowymi sytuacjami, nowym pokoleniem, nowymi zasadami, a nie boksować z nimi.

Zwłaszcza w branży IT ludzie nagle zrozumieli, że nie zmieniając miejsca zamieszkania, mogą pracować choćby dla Nowego Jorku i to za inne pieniądze.

WS: Tak, odchodzą chyba czasy dżentelmeńskich zasad na linii pracownik-pracodawca, że jak ktoś kogoś wychował, to już go będzie miał na długi czas. Kończy się przywiązywanie do pracodawcy, więc trzeba się liczyć z rotacją, nawet w trybie natychmiastowym. Taka jest nowa rzeczywistość. Ale nigdy nie można zrywać relacji, bo życie pokazuje, że jeszcze wiele razy możemy w przyszłości podjąć współpracę. Albo ktoś wraca mówiąc: jednak formuła pracy u was była lepsza.

Z drugiej strony nie można też kogoś blokować, kiedy chce spróbować zmiany w swoim życiu. Czasem pracodawcy wręcz źle oceniają, kiedy kandydat na stanowisko przepracował zbyt dużo lat w jednej firmie, bo to oznacza, że się – kolokwialnie mówiąc – zasiedział i nie szukał rozwoju.

Kiedy brakowało ludzi do pracy, mówiło się, że mamy rynek pracownika. Kto dzisiaj rządzi na rynku pracy?

WS: Dla programistów jest to na pewno ich czas. Absolutnie. Mogą wybierać bez końca. Jak masz świetnie przygotowany profil na serwisach pracy, to siadasz wygodnie na kanapę i tylko chwilę czekasz na ofertę. Sam dostaję propozycje pracy, choć o nie nie zabiegam.

A kto rządzi w branży gastronomicznej?

WK: Rządzi awersja do ryzyka. Rządzi też chęć znalezienia stabilizacji, i to po obu stronach. Mieć dobrą umowę, gwarancję pracy, zdolność kredytową, nie znaleźć się na lodzie przy kolejnym lockdownie. Dla pracodawcy czasem wygląda to tak: głowę masz w piekarniku, a nogi w zamrażarce, więc średnia jakoś się zgadza. Ale mocno burzy to pewność prowadzenia biznesu, a stabilizacja w podejmowaniu decyzji w biznesie jest rzeczą nieodzowną.

Poza zmianami społecznymi, pandemia wprowadza w firmach niezdrową atmosferę strachu. To podbija poczucie niepewności dla obu stron, bo nie znasz dnia ani godziny, kiedy pracownik przyjdzie do ciebie i zapyta czy szykują się zwolnienia, albo czy sam nie przyniósł wypowiedzenia.

Macie wypracowane własne metody, by powstrzymać pracownika przed odejściem?

WK: W moim odczuciu sprawdza się maksyma, że ludzie przychodzą do firmy, a odchodzą od szefa. Niekoniecznie od szefa-właściciela, ale może kierownika czy dyrektora, który z podległymi pracownikami nie jest w dobrych relacjach. A w gastronomii w dużej mierze pracujemy na emocjach klientów, personelu, jakości obsługi, więc to czy kelner jest miły i uśmiechnięty, stanowi istotny czynnik. Bo można mieć najlepszy wystrój i świetne jedzenie, a i tak położy to fatalna obsługa. I to do cna, bo w recenzjach murowane same jedynki.

Moim sposobem na utrzymanie pracownika jest zbudowanie z nim takich relacji, że jesteśmy wobec siebie uczciwi i szczerzy. Ja wiem co u niego słychać, on wie jakie ja mam w pracy problemy do rozwiązania. Nie da się w dzisiejszych realiach, zwłaszcza w naszej branży, pracować ze sobą anonimowo. Więc jest to istotne, by mieć ze sobą relacje i nie oddzielać się murami.

Jak osobista marka szefa wpływa na postrzeganie firmy? Czy jak mój szef zalicza kolejny raz ironmana, to jest to ważne z punktu widzenia relacji pracowniczych?

WS: Słyszę czasem od swoich pracowników, że zmotywowałem ich np. właśnie do sportu. Pokazuję, że można wiele rzeczy ogarnąć: sporo trenować, być na czas w pracy i z zaangażowaniem ją wykonywać, jeździć na obozy i startować w zawodach. Mam nadzieję, że na zespół działa to motywująco, a nie deprymująco: że szef tyle robi, a mi nie wychodzi.

Dlatego też angażujemy się w szalone pomysły inicjatywy „Nie ma nie mogę”, wspieramy Nidzicki Fundusz Lokalny, co przekłada się na realną pomoc potrzebującym. Bo chyba sam też chciałbym pracować u kogoś, kto jest pozytywnie nakręcony.

Renoma firmy wpływa na to, że ludzie chętniej chcą być w tej, a nie konkurencyjnej firmie?

WK: Pytanie czy pracownicy przychodzą do pracy z powodu Wojtka Kroczka, czy z powodu marki Kroczek. Wiele osób powtarza, że nasza marka kojarzy się z czymś sympatycznym, bo lody to lato, wypoczynek, spacer na starówce. Trudno by taka relacja budziła złe emocje. Czasem sami rodzice zagadują mnie, bym ich nastolatka przyjął do pracy i by nauczył się tu czegoś. W domyśle jakby sugerowali: tego, czego w domu nie da się ich nauczyć. Kiedyś złapanie atrakcyjnej pracy na wakacje było marzeniem dla którego można było sporo poświęcić. Dzisiaj nie ma tego parcia. Odnoszę wrażenie, że młodym ludziom z grubsza niczego nie brakuje i że jak przychodzą do pracy, to raczej by zarobić na własne przyjemności typu nowi iPhone.

Więc czasami ludzie przychodzą do pracy kierując się wizerunkiem firmy, który im przypadł do gustu, ale za chwilę zderzają się z realiami – jeśli trzeba zacząć pracować o godz. 7, to znaczy, że o godz. 7.00 jesteś już gotowy na stanowisku do pracy, a nie, że o godz. 7 właśnie wysiadasz na przystanku i masz już blisko do firmy. To są te drobiazgi, które różnicują czasy obecne i te nawet sprzed 20 lat. Jeśli ktoś mi mówi o rezygnacji z pracy, bo „nie czuje flow z kolegą ze zmiany”, to jest to zaskakujące.

Mamy takie podejście, bo młodzi wiedzą, że na starówce w pół godziny znajdą pracę gdzie indziej?

WK: Tak, świat się otworzył, a mentalność mocno zmieniła. Dzisiaj czasem trudno jest młodych ludzi oderwać w pracy od smartfona, mimo iż w tej pracy potrzebują obydwu rąk.

To zróbmy krok w przyszłość, kiedy wejdzie cyfryzacja i automatyzacja. Wyobrażasz sobie, że robot podaje lody Kroczka?

WK: Z grubsza ku temu świat zmierza, tylko nie możemy stracić z oczu jednej rzeczy: my tak naprawdę nie do końca sprzedajemy tylko lody, kawę i ciasto. To są tylko powody dla których ludzie tu spotykają się, takie umilacze czasu, bonusy. Bo przychodzą przede wszystkim po relacje z innymi, do klimatu lokalu, a tego automaty nie zastąpią. Pytanie zatem, jak ten rynek branży gastronomicznej zmieć, by te bonusy zostały i nie stracić celu głównego – atmosfery spotkania.

WS: My po pierwszym entuzjazmie pracy zdalnej, też już chcieliśmy wracać do biura. Wiem, że dla wielu z nas spotkania z ludźmi w pracy to jak terapia.

Wyznajecie zasady surowego i stanowczego szefa czy kolegi z ciepłymi relacjami?

WS: Trzeba szukać złotego środka, bo w jednym kierunku chyba nie da się pójść. Owszem, możemy razem wyjechać na rower na weekend, ale w poniedziałek są już sprawy, które z dyscypliną musimy realizować.

WK: Mamy do czynienia z pokoleniem, które już nie musiało odbywać służby wojskowej, szkoła dzisiaj nie uczy dyscypliny, ogólnie panuje luźne podejście, więc gdzie mamy się uczyć odpowiedzialności w pracy. Z drugiej strony trzeba ten nadzór nad pracownikiem sprawować umiejętnie, bo młody pracownik potrzebuje wsparcia, ale nie sierżanta z batem, tylko raczej autorytetu, który go czymś zawodowym zauroczy. 

Temat, który dzisiaj podejmujemy, ma wymiar wręcz filozoficzno-polityczny. Jak myśleć o człowieku i jak traktować człowieka? Jeden nurt mówi o tym, że jesteś kowalem swojego losu i jak zapracujesz, tak masz, a drugi nurt, że jesteśmy społeczeństwem, które musi się wspierać, tworzyć socjalną pomoc, transferować środki do tych, którzy są w potrzebie i płacić im za to, że nie pracują. Te wizje nieustannie się ścierają i pewnie nie ma złotego środka. Ale tak naprawdę każdy gatunek potrzebuje bodźców i motywacji, by żyć. Był taki ciekawy eksperyment Calhouna dotyczący stadnego zachowania gatunku myszy. Otóż mysią społeczność – cztery pary – zamknięto z nieograniczoną ilością jedzenia, bez zagrażających im drapieżników, z wszelkim bezpieczeństwem, również opieką medyczną. Populacja rozmnożyła do ponad trzech tys. osobników. Po okresie adaptacji i rozwoju nastąpiła stagnacja, a na koniec zanik naturalnych zachowań, aż po okres całkowitego wymarcia populacji. Eksperyment odpowiedział na pytanie: co stanie się ze społecznością, kiedy zapewnimy jej wszystko. I dowiódł śmierci organizacji społecznej. W tym eksperymencie pojawiła się nawet grupa osobników, którą nazwano „piękni”, bo zajmowała się tylko pielęgnacją futerka i jedzeniem.

Może te analogie są obraźliwe dla gatunku ludzkiego, ale warto zadać sobie pytanie, gdzie jest granica tworzenia idealnego świata. Nawet jeśli rozmawiamy dzisiaj tylko w kontekście relacji: pracodawca-pracownik.

Z jakiego klucza weryfikujecie CV, oczywiście poza aspektami merytorycznymi?

WS: Kiedy trafiło mi się CV pływaka, od razu zwróciłem na nie uwagę, bo wiem, że pływak musi być zorganizowany, zdyscyplinowany i ciężko pracuje. Można nic nie umieć, bo my pracy nauczymy, ale trzeba mieć pewne wartości. Staram się więc patrzeć na osobowość. Nie wszyscy w mojej firmie muszą być ironmanami, bo to też się nie sprawdzi. A sprawdzi się z pewnością szeroki miks osobowości, od sportowej, po artystyczną.

WK: Temat CV to w ogóle ciekawa sprawa w naszej branży. Jeśli kandydat odbierze telefon, to już dobry znak. Pytanie tylko czy przyjdzie na umówione spotkanie, bo tak się zdarza. Dlatego w gastronomii utarło się nawet takie powiedzenie, że dobry pracownik to już taki, który przyszedł do pracy na czas i ma chęć pracować. Tym bardziej, że im cieplejsze dni, tym mniej motywacji, a u nas właśnie jest szczyt pracy. Młodym ciężko pogodzić się, że koledzy wyjechali na biwak, albo poszli na koncert, a ty do późna pracujesz. Dlatego w ludziach szukam odpowiedzialności i elementarnej chęci do pracy. By kogoś zwyczajnie nie zawieść.

Pytacie o CV… W czerwcu na fb otrzymaliśmy pytanie: „Hejka, chciałam zapytać czy przyjmujecie do pracy niepełnoletnich, hahaha. Jakby co to jakieś szczegóły na priv”. Jeden z kandydatów wysłał też w pakiecie z CV zaproszenie do swojego profilu na fb. Kiedy zobaczyłem tam hasło „szlachta nie pracuje”, to zacząłem się zastanawiać czy jestem staroświecki, czy zwyczajnie nie poczułem tego „flow” o którym mówią młodzi.

 

Rozmawiali: Rafał Radzymiński i Michał Bartoszewicz, obraz: Kuba Chmielewski

Wojciech Kroczek

twórca popularnej marki Kroczek Lody Naturalne, która dostępna jest nie tylko w rodzimym Olsztynie, ale w wielu miastach Polski; właściciel jednej z najchętniej odwiedzanej (a za chwilę największej w Olsztynie) kawiarni i ciastkarni House Cafe. Prezes stowarzyszenia Starówka Razem.

Wojciech Suchowiecki 

współtwórca firmy Artneo, interaktywnej agencji i wiodącego w Polsce Software House (strony internetowe, systemy dedykowane, aplikacje mobilne, budowanie wizerunku firm w sieci). Prywatnie aktywny zawodnik triathlonu oraz uczestnik morderczych zawodów ironman.

Provincja 

Provincja na olsztyńskiej starówce jest miejscem do którego zapraszamy ciekawych gości, debatując na tematy składające się na obraz przedsiębiorczości Warmii i Mazur. Otoczenie starannie wyselekcjonowanych i ściągniętych z cenionych winnic trunków od zawsze sprzyjały biznesowej etykiecie, twórczym spotkaniom, barwnym dyskusjom i towarzyskiemu nastrojowi. Tym bardziej, że w piwniczce Provincji czuć klimat pasji, wiedzy i jakości. Provincja to miejsce spotkań przy lampce wina i przekąskach, ale też sklep z kilkuset gatunkami trunku, wieczory degustacyjne i komfortowe apartamenty w zabytkowej kamienicy.

Provincja – Wine Bar & Rooms

Olsztyn, ul. Lelewela 3

provincja.com