Mówisz „Hołowczyc”, a wyobraźnia w mig podsuwa faceta w pędzącej rajdówce. Ale „Hołek” po mistrzowsku rozgrywa też tematy biznesowe, czasem zaskakujące. Jak bardzo?

MADE IN: Ile „Hołek” wart jest na rynku?

Krzysztof Hołowczyc: Cały czas coraz więcej.

Pytanie pewnie wścibskie, ale co się spotkamy to zaskakujesz mnie jakimś nowym biznesem w który wszedłeś. Może zajrzyjmy w talent do biznesu kogoś, kto powszechnie kojarzy się z szybkim facetem w warczącej rajdówce. Ta biznesowa twarz to pokłosie bycia utytułowanym sportowcem?

Każdy człowiek ze sportu ma zawsze większe szanse w biznesie. To jest moje zdanie wynikające z doświadczenia. Nawet przy systemach zatrudniania ludzi dodatkowe punkty dostaje ten, który miał do czynienia ze sportem. Bo pracodawca wie, że kiedy trzeba docisnąć pedał gazu, sportowiec potrafi to zrobić, a przeciętny człowiek powie: nie mam już siły, więc nie dam rady. Sportowcy umieją ciężko pracować, mają determinację, chęć do rywalizacji, wolę osiągnięcia swojego celu. Oni nie dadzą sobie wmówić, że górka jest za długa i za stroma. Wbiją swoje pazury i wdrapią się.

Więc kiedy ktoś mi mówi: nie da się tego zrobić, to ja mu szybko odpowiadam: no to chodź, zobaczymy. To jest właśnie ten gen sportowca: jedni lecą do przodu, drudzy zostają.

Ale w biznesie trzeba też mieć jeszcze wiele innych cech, by osiągać sukcesy. To również odnajdywanie odpowiednich ludzi i bycie w odpowiednich miejscach. A na końcu jeszcze jest coś, co się potocznie nazywa szczęściem. Czasem bowiem lądujesz w takiej sytuacji, która zwyczajnie jest tym szczęśliwym zbiegiem. A ja mam właśnie szczęście w życiu. 

Czy to biznes do ciebie ciągnie, czy to tobie już łatwo ten biznes wychwycić?

Dla mnie biznes to zbiór sytuacji w których potrafisz się odnaleźć, zorganizować i dopasować się. Potem punkt po punkcie profesjonalnie ułożyć go w logiczną całość. I wreszcie przychodzi najważniejszy element – dobrać odpowiednich ludzi. Jeśli ktoś dzisiaj w biznesie ma takie podejście, że ludzie są do pracy, a ty od zarządzania i nie potrafi zbudować partnerskich relacji, to ma więcej szans na to, że przegra. Skończył się bowiem świat biznesów właścicielskich w których mamy wielkiego pracodawcę i biegnących za nim pracowników. Dzisiaj wartościowy pracownik jest esencją biznesu i trzeba umieć się z nim dzielić. Oczywiście porcja pracodawcy robi się tym samym zdecydowanie mniejsza, ale jeśli potrafisz zbudować skalę, to wszystkim będzie lepiej. Więc nie dziwmy się, że są firmy, w których pracownicy potrafią zarabiać po pół mln zł rocznie. Stare myślenie biznesowe nie dopuszczało takich sytuacji, bo to było tzw. rozpuszczanie ludzi. A ludzie przecież wnoszą do firmy taką wartość, ile swoimi talentami i umiejętnościami są w stanie ją rozwijać. 

Więc tego też się nauczyłem – by dzielić się z ludźmi, którzy dla ciebie pracują. Gdybym w biznesie próbował być „wielkim Hołowczycem, który wam pokaże”, to byłbym tak naprawdę nikim. Dlatego w każdej dziedzinie w której funkcjonuję, staram się otaczać możliwie najlepszymi ludźmi, których oczywiście trzeba dobrze opłacić.

Wszyscy są w stanie zrozumieć biznesy związane z motorsportem i samochodami, jak np. wypożyczalnię Supercar Club czy z sukcesem prowadzony puchar Dacii Duster. Ale jak powiem, że „Hołek” produkuje jajka, to ktoś szybko doda „nie rób sobie jaj”. Więc musisz chyba opowiedzieć o tym sam.

Sam tych jajek nie wymyśliłem. Mój przyjaciel i wspólnik rajdowy z którym budujemy klasyczne samochody Porsche, zajawił mi kiedyś temat produkcji ekologicznych jajek. Kiedy opowiedział całą historię i trendy na rynku w najbliższej przyszłości, to oczy mi się same zaświeciły. Oczywiście w tym biznesie liczy się skala, a nie jeden ładny kurnik, czy dom kury, bo my tak nazywamy kurniki. Uznaliśmy, że jak coś robić, to od razu najlepiej jak to możliwe. Więc jeździliśmy po świecie oglądać najlepsze systemy hodowli ekologicznej, które generują oczywiście najdroższy produkt, ale z założenia chcemy mieć jakość premium. Oczywiście rynek szybko nauczył nas pokory, więc cenne lekcje po drodze też odrobiliśmy, ale dzisiaj jesteśmy praktycznie we wszystkich liczących się sieciach. Markę stale rozwijamy i uważam, że na rynku ekologii przełamaliśmy pewien schemat wizerunkowy, że nie wszystko co eko, musi być zielone, na trawie i takie sielskie. Firma marketingowa zaprojektowała nam krzykliwe czerwono-czarne opakowania, które nijak mają się do ekologii. I do tego jeszcze wizerunek koguta. A nazwę wymyśliła nam po tym, jak im zacząłem z pasją opowiadać o kurach, które znoszą najlepsze jajka. Że nasze kury muszą wskoczyć półtora metra na grzędę, by znieść jajko. Więc to nie byle jakie kury. (śmiech) I wtedy usłyszałem: przecież to musi być „Wysoka grzęda”.

Myśmy w tych jajkach odnaleźli radość, ponieważ odkryliśmy prawdziwy świat ekologii.

Spotykałeś się z dziwnymi reakcjami znajomych, kiedy dowiedzieli się o takim biznesie?

Wiedzą, że jestem zwolennikiem zdrowego życia. Po latach spędzonych w spalinach i na szarganiu zdrowia, zrozumiałem – mając już ładne lata na karku – że warto jednak żyć w wersji uśmiechniętego, szczęśliwego i zdrowego człowieka. Więc i taka forma życia również interesuje mnie od strony biznesowej.

Ale samochodów spalinowych nie porzucisz?

Samochodów nie, bo nawet rozwijamy projekt klasycznych Porsche, ale za to zbudowałem super zdrowy dom, a w nim jest też zdrowe jedzenie. 

Te ekologiczne jajka to nie jest nasz ostatni pomysł. Budujemy markę, która szerzej będzie zajmować się zdrową żywnością. Owszem, dla tych, którzy znają Hołka-rajdowca to jest odjazd, ale podkreślam – dzisiaj jestem człowiekiem, który chce zdrowo żyć. Mam mnóstwo pasji, jestem energetyczny, kocham życie i wszystko to chcę obudować biznesem, ale takim, który dostarcza satysfakcji. Bo jeśli robisz biznes tylko po to, bo musisz zarobić, to jesteś w poważnym kłopocie. 

A z jajkami chcemy być najlepsi na świecie. I to jest nasz plan. 

Ty nie umiesz chodzić bez adrenaliny i rywalizacji.

Kocham życie w którym gaz jest wciśnięty do oporu. Pamiętaj, że dewiza Hołowczyca jest jedna: jak nie wiesz co zrobić, dodaj gazu. Nie wiem ile tego gazu mam jeszcze pod nogą, ale ja ciągle przyspieszam.

Komentowałem dla TVN start Sobiesława Zasady w czerwcowym Rajdzie Safari. Powiedziałem, że w jego przypadku wiek jest tylko cyfrą. Sobiesław Zasada jest dla mnie wzorem, który przetarł szlak, bo z rajdów wszedł w twardy biznes, ale tych rajdów nie odpuszcza. Więc dzięki mojemu mistrzowi zrozumiałem, że mam jeszcze przed sobą dobrych 30 lat kariery i trzeba się brać za robotę, bo też chciałbym w wieku 91 lat pojechać Dakar. 

Kto jest twoim mentorem?

David Richards, szef Prodrive, człowiek, który z marką Subaru zrobił dla motorsportu coś, czego już się nie da powtórzyć. Miałem okazję go poznać, kiedy jeszcze jako młody chłopak przyjechałem do siedziby Prodrive, by właśnie jeździć Subaru. Powiedziałem wtedy sobie: tak właśnie wygląda człowiek sukcesu. Richards to synonim człowieka, który w każdej sytuacji biznesowej potrafi się odnaleźć, patrzy na świat szeroko. Ciągle robi rzeczy wielkie, nie tylko w motorsporcie, ale i w biznesie. 

Dzisiaj sam już wiem, że nie wolno się zakleszczać i skupiać tylko na tym, na czym się znasz. 

Ktoś może powiedzieć: no dobrze, nazwisko Hołowczyc pewnie niejedne drzwi otwiera. 

Owszem, moje wykorzystywanie wizerunku też w tym biznesie odgrywa znaczącą rolę. Czasem, gdy temat gdzieś ugrzązł, sam do siebie mówię: wyślemy tam Hołka i on to załatwi. I faktycznie te drzwi się otwierają. Ale wraz z rozwojem firmy, sam też się szkolę z pewnych obszarów biznesowych, choćby z nowoczesnego marketingu. 

Wspomniałeś o projektach klasycznych Porsche: czy to jeszcze pasja czy już biznes?

Spojrzenie na biznes z mojej perspektywy musi mieć harmonię i jednak chciałbym w tle ten motorsport, bo ja bez adrenaliny nie żyję. Uschnę i będę mało wartościowy. Czasem więc budujemy koncepty, w których jest więcej pasji, niż biznesu. Tym przykładem jest marka HOMA, którą stworzyliśmy ze wspólnikiem – budowanie klasycznych Porsche 911, które technologicznie i stylistycznie są dziełami sztuki. Stworzyliśmy z marzeń coś pięknego, co w przyszłości może się obrócić w biznes. To są te rzeczy, które dają oddech po to, by robić twarde biznesy.

Rozmawiał: Rafał Radzymiński (7 maja o godz. 11.00 na schodach przy ul. Dąbrowszczaków 14 w Olsztynie)
Obraz: Michał Bartoszewicz

Krzysztof Hołowczyc 

Olsztynianin z urodzenia i zamiłowania. Jedna z najważniejszych i najbardziej utytułowanych postaci polskiego motorsportu (wielokrotny mistrz Polski, Europy, zdobywca historycznego podium w Dakarze), również jedna z najcenniejszych twarzy na rynku reklamy; miłośnik adrenaliny i rywalizacji, a od wielu lat również świetnie poruszający się w biznesie.