Fortunato z włoskiego znaczy szczęściarz. Tak nazwała pierwszego konia uratowanego przed rzeźnią. Przez 20 lat jej działalności takich historii były setki. Eulalia Wojnicz stworzyła miejsce, gdzie zwierzęta, a czasem ludzie, zaczynają życie na nowo.

Nawet bez szyldu wiadomo, że to właściwy adres. Ze stajni na pagórku dobiega rżenie koni, a na spotkanie wybiega stado przyjacielsko nastawionych psów. Na widok przybyszy przeciągają się leniwie koty na ganku, a znad stawu zerka bocian Wojtek. Kontuzjowany pięć lat temu, tak upodobał sobie tutejsze towarzystwo, że mimo już końskiego zdrowia, nie odlatuje do ciepłych krajów. Każdej zimy zjada za to 100 kg drobiowego mięsa. Na garnuszku Eulalii żyją też kury, owce, kozy, osioł, gęsi, muł i jej ulubieniec – węgierska świnia Mangalica o imieniu Sylwester. Kiedy był prosiakiem, po upieczeniu miał trafić na stół jako noworoczna, kulinarna atrakcja. W porę ktoś odkupił go od biesiadników i dostarczył do fundacji. Sylwek jest łasy na pieszczoty i lubi „rozmawiać”. Ale chyba tylko Eulalia rozumie co ma do powiedzenia.

– U zwierząt, tak jak u ludzi, można rozpoznać całą gamę emocji – przyznaje Eulalia Wojnicz, założycielka Fundacji Zwierzęta Eulalii. – Traumy i dramaty, głęboko, na całe życie zostawiają rany w ich psychice. Choćby koń Fortunato, który będąc młodym źrebakiem, długo walczył podczas obławy na pastwisku, kiedy zabierano go od matki. Do dzisiaj źle reaguje na nagłe ruchy ludzi, choć minęło już prawie 20 lat.

Zwierząt i ptaków w malowniczym 20-hektarowym gospodarstwie z Zyzdrowej Woli w powiecie mrągowskim jest ponad setka, a Eulalia pamięta każde imię i historię. Odebrane z interwencji, uratowane przed śmiercią czy dramatycznymi warunkami, dożywają w siedzibie fundacji końca swoich dni. I mają tu tak dobrze, że często przekraczają wiek typowy dla ich gatunku. – Wietnamska świnka Bobi dożyła u nas 18 lat, co jest rekordem w przypadku tych zwierząt – przyznaje Eulalia. – Ich życie w fundacji to sielanka, czują się tu kochane. Po wielu latach cierpliwej pracy potrafią na nowo zaufać człowiekowi. Często tłumaczę swoim gościom, że zwierzęta, tak jak ludzie, chcą się czuć potrzebne również na starość. I potrafią się odwdzięczyć. Nasze konie, z których część jest niewidoma i mieszka w naszym „domu spokojnej starości”, swoją łagodnością potrafią sprawić, że dorośli i dzieci przełamują swoje lęki. Motywują do rozwoju, są formą terapii np. dla osób z porażeniem mózgowym.

Eulalia już w liceum pracowała przy koniach w olsztyńskiej stadninie. Kiedy skończyła szkołę, wyjechała do Mrągowa i otworzyła przytułek dla zwierząt. Lokalna społeczność szybko zorientowała się, że można na nią liczyć o każdej porze dnia i nocy. – Kiedy zaczynałam działalność, nie miałam nawet telefonu – wspomina. – Ludzie podrzucali mi zwierzaki, albo przyjeżdżali z informacją, kiedy np. ktoś w okolicy likwidował hodowlę i skazywał zwierzęta na śmierć głodową. Musiałam ogarnąć całą logistykę: od zebrania środków finansowych, transport, po opiekę medyczną. Nauczyłam się sama pobierać krew czy trików pozwalających opanować stres zwierząt.

Dzierżawiony przez nią teren przy ówczesnym Hotelu Mrongovia przyciągał też ludzi, często celebrytów, którzy ofiarowywali pomoc. Eulalia pojawiała się w mediach, inspirowała i otwierała ludziom oczy na warunki w jakich żyją i umierają zwierzęta. I jak wiele w kwestii ich godności jest do zrobienia. W 1989 roku Violetta i Andrzej Przybyła, zaprzyjaźnione małżeństwo z Warszawy, założyli fundację Zwierzęta Eulalii. A kiedy przytułek znalazł się w tarapatach i groziła mu likwidacja, inni darczyńcy pomogli zdobyć nową siedzibę – gospodarstwo otoczone lasami, w pobliżu rzeki Krutyni. Eulalia i jej najbliżsi stworzyli tu nie tylko komfortowy azyl dla zwierząt, ale też wyjątkowe miejsce wypoczynku dla ludzi. Przedwojenna obora zamieniła się w dom z pokojami gościnnymi, obok stanął klimatyczny budynek z salą biesiadną i apartamentami dla przyjezdnych. W otoczeniu stawu, z którego dobiegają żabie koncerty, pastwisk, wybiegów i woliery dla ptaków, można wypocząć o każdej porze roku. Eulalia uczy jazdy konnej, powozi bryczkami, saniami, organizuje imprezy okolicznościowe. Dzieci szaleją w mini-parku linowym i na tyrolce. Ale najchętniej przebywają wśród zwierząt. Pobyt w gospodarstwie to potężny zastrzyk energii i nauka empatii dla wszystkich pokoleń.

– Poznałam przez te lata wielu ludzi, którzy czując dobrą aurę, przełamali dystans i otworzyli swoje serca – przyznaje Eulalia. – Wspierają nas w różnych formach, np. wirtualnie adoptują zwierzęta, co pozwala nam na zakup żywności czy leków. Jedni z gości, po pobycie tutaj, zaoferowali zasponsorowanie konstrukcji stajni dla koni-emerytów. Mimo że nie mamy wsparcia od gminy, nauczyliśmy się radzić sobie z pomocą darczyńców. I niemal codziennie jesteśmy świadkami małych cudów. Zwykła ciekawość gości po kilku dniach zamienia się w pasję i oddanie. Nikt nie pozostaje obojętny na energię i miłość zwierząt, które dostały drugie życie.

Tekst: Beata Waś, obraz: Michał Klusek 

KOBIETY Z DOBRĄ AURĄ

Mecenasem cyklu „Kobiety z dobrą aurą” jest Aura Centrum Olsztyna. Dzięki tej współpracy w kolejnych wydaniach magazynu poznacie panie o wyjątkowej charyzmie, inspirujące swoje otoczenie do zmian, rozwoju i działania. To kobiety, które swoimi barwnymi osobowościami wzbogacają damski wymiar Warmii i Mazur. Tak jak i Aura Centrum Olsztyna – ponad 100 punktów handlowych i gastronomicznych oraz nowoczesne Kino Helios.