Amerykanie już dawno wypracowali sobie o niej opinię w przeróżnych rankingach: niezawodna i solidna. Wraz z kolejną generacją koncern wreszcie zdecydował się wprowadzić na europejski rynek Toyotę Highlander w hybrydowej odmianie. 

Z opinią Toyoty chyba mało kto dyskutuje. Ona po prostu ją ma, a w Polsce ciągnie się od czasów peweksowskich marzeń o „Toyocie przepięknej…” śpiewanej w hymnie pokolenia „Jolka, Jolka”. Nieznaną w Europie Toyotą Highlander od dwóch dekad fascynują się za to Amerykanie – naród rozkochany w autach użytecznych, solidnych i najlepiej napędzanych na cztery koła. 

Szefostwo Toyoty podjęło słuszną decyzję, że najnowsza generacja wielkiego SUV-a będzie tym razem dostępna i w Europie. W Polsce zamówienia ruszyły od października. Dla kogo zatem RAV4 jest zbyt mały, zaś Land Cruiser wciąż zbyt posągową terenówką, Highlander trafi w punkt.

Jest wielki, bo mierzy pięć metrów, ale linię ma poprowadzoną tak lekko i ma tak dobrze zbalansowane proporcje, że nie ma mowy o przytłaczającym wyglądzie. Dynamiczna sylwetka mocno stoi na 20-calowych kołach – innych zresztą nie przewidziano. 

A w środku po królewsku. Oczywiście trzy rzędy siedzeń, w tym drugi rząd regulowany o 18 cm. I nawet z kompletem siedmiu pasażerów miejsca na bagaż jest więcej niż w nowym Yarisie. 

Jakość wykonania, stylistyka wnętrza oraz wyposażenie (np. trzystrefowy system klimatyzacji wykrywa ilość pasażerów i sam reguluje pracę, by finalnie oszczędzać paliwo) klasyfikują Highlandera do grupy luksusowych SUV-ów. Do wyboru są dwie wersje wyposażenia: bogata i bardzo bogata.

Ciekawostką jest obsługa dużego, 12,3-calowego wyświetlacza na centralnej konsoli. Otóż można podzielić jego ekran na dwie części i obsługiwać niezależenie (np. przez kierowcę i pasażera) różne funkcje na wyświetlaczu.

Dużą wagę przyłożono do wyciszenia kabiny, włącznie z filtrami tłumiącymi pomiędzy warstwami szyb. Użytkownicy nowych Lexusów wiedzą o co chodzi – o tę błogą ciszę na pokładzie. 

Highlander to podróżnik. Już mam w wyobraźni amerykańską rodzinę, która przemierza higway-ami Stany. Kolos potrafi ciągnąć dwutonową przyczepę. Taki zestaw z jachtem motorowym z tyłu musi wyglądać imponująco i w trasie, i na przystani.

Co do napędu to Toyota nikogo nie zaskoczyła i serwuje wyłącznie układ hybrydowy czwartej generacji znany choćby z najnowszego RAV-4 czy Camry. 2,5 litrowy silnik benzynowy pracujący w oszczędnym cyklu Atkinsona (dzięki zmodyfikowanej pracy zaworów silnik w średnim zakresie obrotów ma większą sprawność) wspomagany jest dwoma elektrycznymi silnikami-generatorami napędzającymi przednią oś oraz trzecim napędzającym tył. A więc mamy inteligentny napęd AWD-i z off-roadowym systemem Trail Mode, który blokuje tylne koło bez przyczepności, zwiększając moment obrotowy na drugim kole. 

Cały układ generuje 248 KM i kolosa rozpędza do pierwszej setki w 8,3 s. Nowoczesny napęd ma gwarantować oszczędne obchodzenie się z paliwem – dane fabryczne według nowych i rzeczywistych norm przewidują średnie spalanie nawet na poziomie 6,6 l/100 km, co jest rekordem w tej klasie aut.

Gdzie cennikowo plasuje się Highlander? Rejon Land Cruisera. Jeśli ktoś nie potrzebuje arcywybitnego auta w ciężki teren, a komfortowego i wielkiego podróżnika, wybierze Highlandera. 

Niedawno Toyota zrobiła świetny krok przywracając na rynek europejski najnowszy model Camry, też ceniony w Stanach, bo okazało się, że Polacy ruszyli po nie do salonów. Z modelami RAV-4, Corollą i nowym Yarisem marka podbija rynek. W 2020 roku po wielu latach zdetronizuje Skodę z pozycji lidera w Polsce. Może zatem na koniec przyszłego roku wielki Highlander dorzuci swój mały wkład w utrzymanie Toyoty na zwycięskiej pozycji. 

 

Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Toyota

Toyota Highlander 2,5 Hybrid – cena od 231 900 zł

Toyota Mir-Wit
Olsztyn, al. Obrońców Tobruku 11
www.toyota-olsztyn.pl

fb/ToyotaOlsztyn