Uzależniony od gitary jednego zespołu, od zapachu jednego samochodu i od pracy w jednej redakcji. Zwykle oszczędny w słowach, ale tylko po to, by więcej głębi zachować przy ich pisaniu. Po 20 latach zmobilizował się pojechać na uczelnię odebrać dyplom z dziennikarstwa. Kiedy po długich poszukiwaniach odnaleziono go w archiwum w piwnicy, to w międzyczasie uznał, że nie dyplom jest przydatny w zawodzie, ale pasja. Schował go więc we własnej piwnicy.