Zimowy las sfotografowany z drona – Warmia i Mazury

Zimowa Warmia – odkryj południe regionu w świątecznym nastroju

Zimą południowa Warmia wygląda tak, jakby świat zwolnił tylko dla ciebie. Śnieg miękko opada na świerki Puszczy Napiwodzko-Ramuckiej, jeziora Łańskie i Pluszne parują w ciszy, a w powietrzu czuć ten wyjątkowy spokój, który natychmiast „wyłącza” codzienny hałas.

Zimowy widok na zamarznięte jezioro z łódką i pomostem na Warmii i Mazurach

Jak wygląda zima na południowej Warmii?

Południowa Warmia zimą to kraina ciszy i świątecznego spokoju – z prastarymi lasami Puszczy Napiwodzko-Ramuckiej, historią ośrodka W-1 i warmińskimi tradycjami bożonarodzeniowymi. Odwiedzając wsie takie jak Pluski czy Miodówko, można poczuć autentyczną atmosferę dawnych świąt, bliskość natury i magię lokalnej kultury.

Zimowa magia południowej Warmii

Trudno uwierzyć, że przez stulecia były to tereny zarezerwowane tylko dla wybranych – najpierw ulubiony rewir myśliwski pruskich władców i feldmarszałków, a później jeden z najbardziej strzeżonych obszarów w Polsce: rządowy ośrodek W-1, czyli zamknięta strefa wypoczynku dla partyjnej elity, otoczona 220-kilometrowym płotem i pilnowana jak tajny kompleks państwowy.
Dziś ta kraina wreszcie wróciła do ludzi. I zimą, w okresie świątecznym, odsłania swoje najpiękniejsze oblicze – takie, przy którym odruchowo myślisz: „chcę tu być”.

Zabytkowy kościół w Pluskach zimą, widok z drona

Historia ukryta za drutem – W-1 i dawny świat elit

Kiedy spaceruje się zimową ścieżką nad jeziorem Łańskim, trudno uwierzyć, że przez długie lata był to świat dostępny jedynie dla wybranych. Południowa Warmia od zawsze miała w sobie coś, co przyciągało tych, którzy stali najwyżej w hierarchii. Najpierw monarchów, później polityków – wszystkich, którzy szukali miejsca, w którym można na chwilę zniknąć w potędze przyrody.
Już w czasach pruskich Ramuki uchodziły za teren wyjątkowy. Dzika prastara Puszcza Napiwodzko-Ramucka, jeziora wciśnięte w leśne ostępy i mnogość zwierzyny sprawiły, że pruscy władcy traktowali te okolice jak swój prywatny rewir łowiecki. Książę Fryderyk Wilhelm bywał tu co najmniej dwukrotnie, a jego wizyty były wydarzeniem szeroko komentowanym i celebrowanym w Olsztynie. W lasach tych polowali feldmarszałek i prezydent Rzeszy Paul von Hindenburg czy Herman Göring, dowódca Luftwaffe, a ich ulubionym miejscem odpoczynku była leśniczówka nad Jeziorem Łańskim, później nazwana „Puszcza”. W PRL-u ta elitarność przybrała zupełnie nowy wymiar. Nad łańskim powstał bowiem ośrodek rządowy o symbolu W-1. Była to szczelnie zamknięta strefa wypoczynku dla wierchuszki partyjnej i znamienitych zagranicznych gości. W celu jego powstania wyludniono okoliczne wsie, zmieniono przebieg dróg, a cały obszar otoczono płotem o długości ponad 220 kilometrów, pilnowanym przez armię wojskowych.

Liście pokryte szronem w zimowym krajobrazie Warmii
Za jego bramą toczyło się życie, o którym zwykli mieszkańcy wiedzieli tylko z szeptanych opowieści. Po Jeziorze Łańskim pływał motorówką premier Józef Cyrankiewicz, a w Cyrance i okolicznych leśnych willach odpoczywali Leonid Breżniew, Nikita Chruszczow, Fidel Castro. A spośród władz III RP odwiedzili go chyba wszyscy prezydenci, premierzy i ministrowie (Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, Tadeusz Mazowiecki, Hanna Suchocka, Waldemar Pawlak, Józef Oleksy czy Leszek Miller). Wszystkich przyciągało to samo: dzikość, piękno krajobrazu, cisza i poczucie bycia daleko od świata.

Warmia, która świeci zimą – wsie, rezerwaty i tradycja

I dokładnie ta sama magia dzikiego krajobrazu, która przyciągała władców i polityków, prowadzi dziś każdego, kto skręci z głównej drogi w stronę lasów ramuckich. To oczywiście fragment dawnej Puszczy Napiwodzko-Ramuckiej – ogromnego, naturalnego lasu, który przez stulecia żył własnym rytmem, a ciągnął się od Drwęcy, aż za Niemen. Do dziś widać tu miejsca, gdzie przyroda rozwijała się bez pośpiechu i, co istotne, bez ingerencji człowieka, jak choćby w rezerwacie „Las Warmiński”, gdzie ekosystem zachował swój pierwotny charakter.
Wśród tych drzew, łąk, jezior i pagórków ukryte są malownicze wsie, które zimą jaśnieją ciepłym światłem, niczym rozsypane świąteczne lampki – Pluski, Stara Kaletka, Chaberkowo, Kaborno, Miodówko i wiele innych, a jest ich ponad 300 na południowej Warmii. Drewniane domy otulone lasami, często stoją tak, jak lokowano je tu od wieków: pod strzechami czy charakterystycznymi czerwonymi dachówkami, z kolorowymi okiennicami, wśród ogrodów, sadów i stawów.

Ceglana kapliczka przydrożna wśród zimowego krajobrazu na Warmii
Bo trzeba pamiętać, że odwiedzamy Warmię, a nie Mazury – a precyzyjniej: jej południową część, od zawsze wyjątkową i niepodrabialną. Krainę ze swoją kulturą, tradycją i gwarą opartą na staropolszczyźnie, dziś wpisaną jako jedyną na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Większość tutejszych wiosek ma historię sięgającą średniowiecza, a wieloma z nich zarządzał sam Mikołaj Kopernik – kanonik kapituły warmińskiej, który właśnie na tej ziemi spędził część swojego życia. Warto je także odwiedzić choćby po to, by zatrzymać się przy warmińskich kapliczkach – murowanych, jedynych w swoim rodzaju, stojących na rozstajach dróg i wśród pól, z których każda opowiada inną historię.
Są w tej puszczy miejsca, które przejęła przyroda, ale to właśnie one najciszej przypominają o dawnym życiu. W Orzechowie, wyludnionym w czasach tworzenia ośrodka W-1, oprócz ruin fundamentów kilku domostw i cmentarza, zachował się neogotycki kościół, który do dziś przyciąga swoim niezwykłym klimatem i położeniem pośród lasu i łąk. W położonej niedaleko Sujce można odnaleźć ślady dawnego młyna – miejsca, które kiedyś tętniło pracą. No i nie spotkamy już flisaków spławiających drewno malowniczą Łyną. A spacerując brzegami jeziora Jełguń trudno uwierzyć, że działała tu niegdyś huta szkła i karczma obsługująca robotników i wędrowców.
I właśnie dlatego południowa Warmia potrafi tak wciągnąć zimą – bo za każdym zakrętem kryje kawałek historii, który przetrwał i wciąż czeka, żeby go odnaleźć.

Wigilia i gody – święta po warmińsku

Jeśli zima ma gdzieś swoją własną opowieść, to właśnie tutaj. Na południowej Warmii wigilię nazywano zilijo, a cały świąteczny czas – godami. I do dziś, kiedy człowiek zatrzyma się w jednej z tutejszych wsi, ma wrażenie, że coś z tamtego rytmu wciąż tu pozostało.
W warmińskich domach nie było pośpiechu. Zanim przyszła moda na choinki, w kącie stawiano snop zboża, który miał zapewniać urodzaj w Nowym Roku, a także wieszano gałązki jeglijki. Wieczerza była skromna, bez dwunastu potraw, postna, ale miała swoją magię: kartofle ze „ślepym śledziem”, świeca na stole, wspólna modlitwa, kolędy śpiewane cicho, tak jakby nie chciało się spłoszyć tej chwili. Dzieci nie znały św. Mikołaja, który obdarowywał drogocennymi prezentami, czekały za to na kolorowy talerz wypełniony suszonymi jabłkami, orzechami czy domowymi landrynkami. I to wystarczało.
Pierwszy dzień świąt pachniał rybą z okolicznych jezior i obowiązkowo pieczoną gęsią. Spędzano go wśród najbliższych, w drugi natomiast przyjmowano gości, a śmiech wywołany grą w skata donośnie roznosił się po chacie. Warmiacy nie imprezowali w Sylwestra. Najważniejsza była bliskość – i te wszystkie małe czułości między sąsiadami, które kończyły się pięknym zwyczajem „chodzenia po rogolach”: odwiedzaniem się, przepraszaniem, zaczynaniem roku z czystą kartą wśród sąsiadów, przyjaciół.
Ta warmińska opowieść wigilijna nie jest lukrowana. Jest prosta, spokojna, prawdziwa – dokładnie taka, jak ta kraina zimą.

Tu można zwolnić – dlaczego warto wrócić

Ale jest w tym coś jeszcze – coś, co sprawia, że kiedy dziś przyjeżdża się tu zimą, człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego Warmiacy tak bardzo cenili ten czas. Bo choć świat się zmienił, sedno pozostało to samo: spokój, bliskość, prostota, dobroć, uczynność. Dziś tę atmosferę czuć w domkach ukrytych między drzewami, w ciepłym świetle pensjonatów, w zapachu herbaty przy kominku czy porannej kawie, kiedy za oknem sypie drobny śnieg. Wystarczy wyjść na chwilę na ganek, żeby usłyszeć tę samą ciszę, którą dawniej znali gospodarze.
A kiedy człowiek wyrusza na zimowy spacer ścieżkami Puszczy Napiwodzko-Ramuckiej, na biegówki po malowniczych leśnych drogach, albo po prostu przed siebie w kierunku zamarzniętego jeziora, zaczyna czuć, że współczesne święta mogą wyglądać inaczej. Bez pośpiechu, bez tysiąca obowiązków, bez presji, że trzeba… Tu nie trzeba nic. Tu można.
A jeśli zatęskni się za miastem, ciepłym posiłkiem, kulturą czy gwarem – Olsztyn jest tuż obok. Można wpaść do teatru, na kolację, na starówkę, a potem znowu wrócić do ciszy, która najlepiej smakuje właśnie zimą.
Może właśnie dlatego tyle osób, które spędziły tu święta choć raz, potem wraca. Bo południowa Warmia daje to, czego w dzisiejszym świecie brakuje najbardziej – autentyczności i prawdziwie spokojnego czasu.
A w tym czasie Zinszujewam fejnych zdrowych godów i gwikt szczajścio w nowam roku.

Zimowy widok na jezioro otoczone śnieżnym lasem na Warmii

O „swoim” ukochanym lesie opowiedzieli i pokazali: Agnieszka i Tadeusz Morysińscy, Warmiacy z wyboru

Najczęściej zadawane pytania:

Jakie są najpiękniejsze miejsca południowej Warmii zimą?

Jezioro Łańskie, Puszcza Napiwodzko-Ramucka, wsie takie jak Pluski, Miodówko czy Chaberkowo zachwycają zimą ciszą i klimatem.

Czym był ośrodek W-1 nad Jeziorem Łańskim?

To zamknięta strefa wypoczynku dla elit PRL-u, otoczona płotem o długości 220 km. Dziś obszar ten jest otwarty i dostępny dla turystów.

Jak obchodzono święta na Warmii?

Warmińskie święta, zwane godami, były proste i pełne symboliki – bez pośpiechu, z modlitwą i ciepłem domowego ogniska.

 

Zrealizowano przy współpracy z Samorządem Województwa Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. 

#genWarmiiiMazur