Wszechogarniająca czerń w otoczeniu kotar chroniących przed światłem – w środku tego zagadkowego miejsca olsztyńska para artystów prowadzi Wytwórnię Zdarzeń Sonokinetycznych. Dźwięk, ruch i taniec w niepowtarzalnej i bardzo nieoczywistej formie. Tak trudne do zaszeregowania, że sami twórcy mówią o zjawisku muzyki nowej.

Wytwórnia zdarzeń sonokinetycznych, czyli co?

Nazwa ich pracowni wywołuje skojarzenia z czymś tajemniczym, choć jej założyciel podkreśla, że tu akurat nie ma nic wyjątkowego. – Nasze działania są związane z ruchem, który powoduje dźwięk, stąd nazwa: Wytwórnia Zdarzeń Sonokinetycznych. Zdarzenie sonokinetyczne w etymologicznym znaczeniu to takie, w którym coś brzmi (sono) i coś się rusza (kinetyczne) – wyjaśnia Jarek Kordaczuk, kompozytor, artysta dźwięku i producent muzyczny.

Wspólnie z Izabelą Kościeszą, tancerką, choreografką i animatorką, zrealizowali w ramach założonej Wytwórni dziesiątki projektów, z którymi jeżdżą po całej Polsce. We wspólnej przestrzeni muzycznej konstruują własne instrumenty, posługują się niecodziennymi rekwizytami, a w spektaklach wykorzystują właściwości pól elektromagnetycznych i praw fizyki. Powstają nie dające spokoju, wymykające się szablonom kompozycje. Dziwne i wciągające, nie zawsze oczywiste w odbiorze, czasem posępne i kosmiczne, a czasem radosne i lekkie. Ale w każdej sekundzie bardzo zastanawiające.

Wytwórnia zdarzeń sonokinetycznych

Wytwórnia zdarzeń sonokinetycznych

– Muzyka nowa to dobre określenie – zauważa Izabela.

– Fakt, ten rodzaj muzyki nie idzie z żadnym nurtem popularnym. Nie wpasowujemy się w main stream, ale nigdy nam też na tym nie zależało. Z drugiej strony nie chcemy być hermetyczni. W wytwórni zdarzeń sonokinetycznych staramy się rozbudzić ciekawość naszych dźwięków, pozyskać jak najwięcej oddanych nam dusz. Naszym odbiorcą może być każdy, kto jest otwarty i choćby w minimalnym stopniu zainteresowany dźwiękiem – dodaje Jarek. – To, co robimy, być może nie jest dla wszystkich, ale ci, którzy już są z nami, chcą pozostać. Dlatego unikamy powtarzalności. Zależy nam też na tym, by za pierwotnym momentem zaskoczenia i zaciekawienia stało zawsze wysokiej jakości dzieło artystyczne.

Iza: – Te oczekujące spojrzenia publiczności bardzo nas motywują. Jakby mówiły szeptem: co oni znów wymyślą, co im siedzi w tych głowach?

A inspiracją może być wszystko: szelest kartki papieru, czyjeś kroki, dźwięki surowe albo przetworzone, generatory syntezatorów…

– My po prostu uwielbiamy bawić się dźwiękiem. W naszej pracy ważna jest też improwizacja. Proces inicjujemy my, ale potem często oddajemy go w ręce i uszy uczestników. Pewnych rzeczy nie możemy więc przewidzieć, bo to wszystko często dzieje się „tu i teraz” – dodają zgodnie.

Wrażenia uczestników? Katarzynę Włodarczyk, od lat sympatyzującą z Wytwórnią, spektakle pozostawiają w nastroju dalekim od lekkiej wesołkowatości. – Czasami, po tym co się tu widzi, ciężko się otrząsnąć – nie kryje. – Bywa to trudne do jednoznacznej interpretacji, momentami od natężenia dźwięków i dziwnych scen aż coś w środku ściska, budzi grozę, przywodzi do głowy mroczne myśli. Z drugiej strony ich występy mają coś tak magnetyzującego, że nie chcesz z nich stracić ani sekundy. Widziałam już kilka ich projektów i każdy był inny. Chylę więc czoła przed ich nieszablonową wyobraźnią i nieograniczonymi możliwościami twórczymi.

Pracują tak samo często z profesjonalistami jak z osobami bez przygotowania muzycznego. Koncert z niesłyszącymi, którzy tworząc dźwięki staliby się równoprawną częścią orkiestry? Dlaczego nie!

Za pomocą zbudowanych przez Jarka obiektów drżących, osoby z niedowładem słuchu mogły doświadczyć czegoś, co w codziennym życiu nie byłoby dla nich dostępne – stanąć na scenie i dać najprawdziwszy koncert.

– To docieranie przez dotyk do muzyki było przeżyciem dla wszystkich. Wiele nas ta współpraca nauczyła – zauważa Iza.

Artyści często zapraszają dzieci do swoich działań. Ich festiwal sztuki dźwięku „Sonikalia”, który przyciąga setki młodych, na stałe zagościł w jesiennej ramówce wydarzeń kulturalnych Olsztyna.

Wytwórnia zdarzeń sonokinetycznych

Wytwórnia zdarzeń sonokinetycznych

Coraz większą popularnością cieszą się również przeznaczone dla widza dorosłego grudniowe urodzinowe koncerty Wytwórni. Iza tańczyła już na nich w skonstruowanej przez Jarka aluminiowej grającej „sukience”, a podczas ostatniego jubileuszu publiczność zaskoczył widok wielkich kamiennych masek z rozżarzonymi oczami, przywołującymi skojarzenia z zagubioną na oceanach wyspą z posągami Moai.

W najnowszym z kolei wyzwaniu sześć niezawodowych tancerek w różnym wieku i o różnych profesjach, które od kilkunastu miesięcy przygotowywane są przez Izę, wystąpi w spektaklu „Siostry”, ułożonym do „Etiud sugestywnych” Jarka Kordaczuka i Aureliusza Golińskiego (premiera 12 marca w sali pod Amfiteatrem w Olsztynie).

– Będzie to pełna mroku opowieść o miłości i krzywdzie. O skomplikowanych relacjach kobiecych pełnych napięć, niezrozumieniu, odrzuceniu, ale też wielkiej przyjaźni i wsparciu. Dużo zagadki, trochę nieoczywistości, szczypta metafory i dużo piękna – zachęca Iza.

– Tak, bo w naszej twórczości chodzi o piękno. Często nieoczywiste, ale zawsze piękno – podkreśla Jarek Kordaczuk.

Tekst: Agnieszka Porowska, obraz: Tomasz SudujkoWytwórnia zdarzeń sonokinetycznych