Nie ma drogowskazów, które prowadzą do tej Warmii. Nie znajdziesz jej w folderach turystycznych ani ofertach typu city break. Trzeba ją usłyszeć w opowieści, zobaczyć w geście, poczuć w ciszy między słowami. Jaki w tym wszystkim wyłania się portret współczesnego Warmiaka?
Łusiedli do pospołu pogodać ło tam Tadeusz Morysiński* i Łukasz Ruch**.
Mija rok, od kiedy odszedł Edward Cyfus, rodowity Warmiak, pasjonat i promotor tutejszej gwary i kultury. Dzięki niemu wielu z nas zaczęło rozumieć Warmię głębiej. Nie tylko jako miejsce na mapie, ale jako sposób myślenia i życia.
Sam nie raz słuchałem godzinami tych opowieści. Widzę to jak dziś: ławka przed wiekową chałupą, malwy – konieczność w warmińskim ogrodzie, cisza. Ja – z kartką pełną pytań. On – z kawą i papierosem. Kartka zwykle szybko przestawała być potrzebna, bo wystarczyło jedno pytanie, by uruchomić opowieść. I wtedy świat zwalniał.
Edward opowiadał o codzienności Warmiaków – zwyczajach, pracy, historii zapisanej nie w podręcznikach, lecz w gestach i decyzjach. Z tych rozmów o domach, narzędziach, rytmie dnia zaczęło się z czasem wyłaniać coś znacznie więcej – zasady. Proste, nienazwane wprost, nienarzucane. A jednak obecne. Dziś, razem z Łukaszem Ruchem, jego uczniem i naturalnym kontynuatorem dzieła, próbujemy te zasady zebrać i nazwać. Bo te „z przeszłości” są dobrymi radami na dziś.
Można być przedsiębiorcą, lekarzem, freelancerem, prowadzić nowoczesną firmę albo agroturystykę nad jeziorem, podróżować po świecie i śledzić techniczne nowinki. To wszystko nie stoi w sprzeczności z warmińskością. Bo prawdziwa warmińskość nie kryje się w etnograficznym skansenie, ona siedzi głębiej – w tym jak traktujesz pracę, jak odnosisz się do sąsiada, jak patrzysz na las za domem i jak siadasz do niedzielnego obiadu z rodziną.
Małe opowieści o dawnych sprawach
Pracowitość – sumiennie i do końca
Łukasz Ruch: Edward mawiał, że warmińska pracowitość to przede wszystkim sumienne wykonywanie każdego zadania – nieważne czy należy do tych najważniejszych, czy pozornie błahych. „Abo robziwam dobrze, abo nie robziwam cole” – podkreślał.
Tadeusz Morysiński: Pracowitość Warmiaków nie była wyborem ani cechą „na pokaz”. Była koniecznością, warunkiem spokojnego życia. Na tej wymagającej ziemi, wystawionej na kaprysy pogody i historii, praca była gwarancją bezpieczeństwa. Było jej dużo, czasem zbyt dużo. Ale tylko w ten sposób można było żyć, może nie bogato, ale godnie.
Łukasz: I ten warmiński upór. Nawet kiedy przychodziły nieurodzaje, kiedy historia nie sprzyjała, Warmiak się nie poddawał. Dbał o swoje gospodarstwo, naprawiał, zaczynał od nowa. Cicho, bez wielkich słów.
Uczynność – bo razem łatwiej
Tadeusz: Na Warmii praca od zawsze była wspólna. Razem młócono zboże, zbierano siano, budowano domy. Nikt nie pytał o wynagrodzenie, tylko w czym pomóc. To była codzienność – prosta, oparta na wzajemności.
Łukasz: Z tej wspólnoty powstawały wielkie kościoły na warmińskiej wsi. Nie szczędzono wysiłku ani czasu, gdy chodziło o coś ważnego dla wszystkich. Liczyły się nie tylko moje, a nasze sprawy. Starano się pozostawić po sobie coś ponadczasowego, jak na przykład kapliczki. To był inny świat, ale śwat to ludzie, a te dali só te same.
Tadeusz: U Edwarda ta gotowość do pomocy była czymś zupełnie naturalnym. Pomagał, po prostu. Jakby to była oczywistość. Jakby tak właśnie powinno być. Ta życzliwość wiązała się też z konkretnymi rytuałami, jak np. noworoczne winszowanie, czyli odwiedzanie się, składanie życzeń, a czasem przepraszanie za dawne urazy. „Z czystą kartą w nowy rok” – jak powtarzał Edward. Bez zbędnych słów, ale zawsze z szacunkiem.
Tolerancja – bo to świat wielu nacji
Tadeusz: Warmia od zawsze była wielokulturowa. Polacy, Niemcy, Żydzi żyli obok siebie. „Przez płot” – mówił Edward. I choć różnice były widoczne, nie były najważniejsze, bo liczył się człowiek.
Łukasz: Narodowość była na drugim planie. Ważniejsze było, jakim jesteś człowiekiem. Jeden czuł się bardziej Polakiem, drugi Niemcem, ale chodzili do tego samego kościoła i żyli obok siebie. Podczas łosier potrafili śpiewać pieśni raz po polsku, raz po niemiecku. Dopiero później przyszły podziały. Warmiacy mieli w sobie dystans, ale nie chłód. Trzeba człowieka poznać. Ale jak jest dobry, to często wystarczy jedno spojrzenie i wiadomo. To tolerancja zbudowana na doświadczeniu, nie na deklaracjach. I może właśnie dlatego trwała.
Szacunek dla miejsca – bo nie twoje, a pożyczone
Tadeusz: Na Warmii porządek nie wynikał tylko z estetyki. Był wyrazem szacunku do pracy, do tego, co się ma, do samego siebie. Widać to do dziś w układzie wsi, czerwonych dachówkach, zadbanych obejściach.
Łukasz: Co ważne, z lasów i jezior korzystano mądrze. Nie marnowano, nie niszczono. Drewno wycinano rozważnie: najpierw suche i chore. To, co najlepsze, zostawiano na przyszłość. Dziś mówimy o ekologii. Warmiacy po prostu tak żyli.
Oszczędność – z szacunku do pracy
Łukasz: O Warmiakach mówiło się czasem, że są chytrzy. Ale oni byli po prostu łoszczandne ludzie, co puk wydali to pomyśleli, bo ziedzieli, jek ciajżko łóne psianióndzie przyśli. Trzy razy się zastanowili, dziesięć razy obrócili złotówkę, zanim ją wydali. Dzisiaj to dla nas abstrakcja.
Tadeusz: Każda rzecz miała swoją wartość, bo za każdą stał wysiłek. Dlatego niczego nie marnowano. Jedzenie było świętością. To była uważność – rozumienie, skąd coś pochodzi i ile kosztowało pracy. Warmiak nie rozumiałby świata, w którym wyrzuca się pełne talerze albo bawi makaronem podczas zajęć sensorycznych.
Rodzina – fundament
Łukasz: Noważniejszo buła famelijo. Na Warmii wszystko zaczynało się i kończyło w domu wśród bliskich. Najlepiej widać to w świętowaniu. Pierwszy dzień Bożego Narodzenia był dla najbliższych, a dopiero drugi dla dalszych krewnych i sąsiadów. Wielkanoc podobnie: poniedziałek należał do odwiedzin i radości, ale niedziela była czasem dla domowników.
Tadeusz: Niedzielny obiad był rytuałem, momentem zatrzymania, podsumowania tygodnia, bycia razem. W rodzinie bywało różnie, ale kiedy działo się coś ważnego, można było na nią liczyć. Zawsze. Szacunek do rodziców i dziadków nie był opcją – był podstawą. A dzieci uczyły się nie ze słów, lecz z obserwacji.
Wiara i dobroć – rozsądek
Łukasz: Warmia zawsze była katolicka. Wiara wyznaczała rytm roku, porządkowała codzienność, nadawała sens zwykłym gestom. Ale Warmiacy potrafili zachować w tym zdrowy rozsądek, odróżnić to, co dobre, od tego, co budziło wątpliwości.
Tadeusz: Edward często wracał do kapliczek. Powtarzał, że „młodzi powinni się przy nich zatrzymywać. Nieważne, jak bardzo wierzą. Ważne, żeby pamiętali i pielęgnowali tę tradycję”. Kapliczki były znakami wdzięczności. I ta wiara przekładała się na codzienność: podejście do świata i drugiego człowieka.
W świecie, który przyspieszył i każe nam wciąż gonić po więcej, warmińskie zasady mogą wydawać się niemodne. Ale może właśnie dlatego są tak potrzebne. Dla mnie to instrukcja na życie spokojniejsze, uważniejsze, bardziej osadzone.
Łukasz: I może najważniejsze jest to, że te zasady wciąż tu są – w krajobrazie, w ludziach, w pamięci. Trzeba się tylko na chwilę zatrzymać i – jak mówił Edek – lepsi pośypsiać.
Rozmawiali:
Obraz: Arek Stankiewicz
Najczęściej zadawane pytania:
Edward Cyfus to rodowity Warmiak, wybitny pasjonat, pisarz i promotor gwary oraz kultury warmińskiej. Przez dziesięciolecia ratował od zapomnienia lokalne tradycje, opowieści i unikalny system wartości dawnych mieszkańców regionu.
Kultura warmińska opiera się na głębokim szacunku do ziemi, pracy, rodziny i wielokulturowości (koegzystencja różnych nacji). Gwara warmińska, łącząca elementy języka polskiego z dawnymi wpływami kulturowymi, została oficjalnie wpisana na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego.
Kapliczki to unikalne znaki wdzięczności wpisane w krajobraz Warmii, która historycznie zawsze była regionem katolickim. Jak podkreślał Edward Cyfus, stanowią one symbole pamięci i ciągłości tradycji, przy których warto się zatrzymywać, niezależnie od osobistego poziomu wiary, aby uczyć się uważniejszego życia.







