Warmia i Mazury jako naturalne studio filmowe

Warmia i Mazury coraz wyraźniej zaznaczają swoją obecność na filmowej mapie Polski i Europy. Przyciągają nie tylko malowniczym krajobrazem, ale też autentycznością miejsc i wsparciem instytucjonalnym. O nowym katalogu filmowych lokacji i planach Warmińsko-Mazurskiego Funduszu Filmowego opowiada jego szef Bogumił Osiński.

Naturalne studio filmowe

MADE IN: Co dziś najbardziej przyciąga filmowców na Warmię i Mazury: natura, architektura czy wsparcie finansowe?

Bogumił Osiński: Wygrywa natura, przede wszystkim ze względu na ukształtowanie terenu. Film operuje zwykle obrazem dwuwymiarowym, więc potrzebuje głębi. Pagórki, przejścia między jeziorami a wzniesieniami, zmienność pejzażu – to działa na wyobraźnię. Ta różnorodność jest naszym ogromnym atutem, a region bywa nazywany „naturalnym studiem filmowym”. Mamy też unikatową architekturę, są tu miejscowości, które zachowały dawny układ urbanistyczny: Pasym, Orneta, Reszel. Tam wystarczy ustawić kamerę, nie potrzeba scenografii. Twórcy coraz częściej doceniają to, że mamy przestrzenie niezadeptane, autentyczne, które można pokazać w szerokich planach bez ingerencji. Nasze plenery pozwalają twórcom nie tylko „oddychać”, ale również eksperymentować. A my jako Fundusz dajemy im wolność twórczą i możliwość ambitnego kina.

Czy zmienia się sposób, w jaki twórcy „czytają” krajobraz regionu?

Zdecydowanie. Kiedyś szukano głównie „ładnych obrazków”, dziś coraz częściej prawdy i emocji. Widać to na przykładzie dorobku trzech pokoleń operatorów Sobocińskich. Witold Sobociński namówił Kawalerowicza, aby jezioro Kirsajty zagrało Nil w „Faraonie”. Znał te tereny jako pasjonat żeglarstwa. Wiedział, gdzie bytują białe łabędzie, na jakiej wyspie postawić sztuczne palmy. Jego wnuk Piotr Sobociński Jr., operator w filmie „Cicha noc” Piotra Domalewskiego, wykorzystał z kolei surowość, szarość tego regionu. Podobnie w filmie „Tyle co nic” Grzegorza Dębowskiego, gdzie kamera Aleksandra Pozdnyakova ukazuje pejzaż, który nie przypomina tego z pocztówki, ale jest tłem refleksji nad kondycją polskiej wsi. 

Lokacje, które wciąż czekają na odkrycie

Które miejsca wciąż pozostają nieodkryte, a mają duży potencjał filmowy?

Na pewno Mazury Garbate, m.in. okolice Ełku. To teren odległy od dużych ośrodków miejskich, mniej oczywisty, a bardzo fotogeniczny. Tam powstały „Balony” Jakuba Michnikowskiego – oniryczny film, który zaprezentujemy podczas tegorocznego festiwalu WAMA. Takie przestrzenie mogą „zagrać” różne światy. 

Jak Fundusz wspiera twórców przy wyborze lokacji?

Czasem podpowiadamy konkretne miejsca, ale najczęściej to scenografowie i reżyserzy sami objeżdżają region. Bywa, że nasze sugestie okazują się kluczowe w przypadku i doświadczonych reżyserów, i debiutantów. Staramy się ich wspierać na wiele sposobów, także w formie katalogu regionalnych lokacji, którego drugą edycję właśnie wydaliśmy.

Do kogo jest on skierowany?

To coś więcej niż katalog lokacji – to przewodnik po regionie widzianym oczami filmowców, relacje z benefisów. Bo fundusz ma za zadanie wspierać finansowo, ale też integrować, doceniać twórców. Katalog trafi na najważniejsze festiwale i targi filmowe: do Cannes, Wenecji, Berlina, a także do gości festiwalu w Gdyni. Chcemy pokazać, że Warmia i Mazury to przestrzeń do opowiadania różnorodnych historii: od polsko-brazylijskiej komedii o futbolu, po dokumenty o Koperniku.

Jaką rolę odgrywają lokalne społeczności w realizacjach filmowych?

To często pełna symbioza świta filmowego i „lokalsów”. Przy „Tyle co nic” mieszkańcy uczyli aktorów pracy w gospodarstwie, pomagali przy produkcji. Nie trzeba ściągać statystów z dużych miast, oni są na miejscu. Myślę że dla naturszczyków, którzy mogli otrzeć się o Oscara w nominowanym filmie „IO”, to duża nobilitacja. Dbamy o to, by ich wkład był doceniany, zapraszamy ich na premiery, uwzględniamy w podziękowaniach.

Film, który buduje markę regionu

Czy sukces „Cichej nocy” i „IO” był przełomowy dla Funduszu?

„Cicha noc” otworzyła drzwi i pokazała branży, że można tu robić ważne, nagradzane kino. „IO” Jerzego Skolimowskiego tylko to potwierdziło. Od 2017 roku dofinansowaliśmy 54 produkcje, w tym 20 fabularnych, 31 dokumentalnych i 3 animacje z czego 19 to debiuty. Jesteśmy dziś jednym z najlepiej postrzeganych funduszy regionalnych, choć oczywiście chcielibyśmy mieć większy budżet.

Na co, poza dofinansowaniem filmów, chcielibyście go wykorzystać?

Chcemy dalej rozwijać bazę lokacji i myślimy o stworzeniu szlaku filmowego śladami realizowanych tu produkcji. To już działa w innych regionach. Mamy też pomysły bardziej symboliczne, jak poszukiwanie kamery z filmu „Nóż w wodzie”, która według legendy spoczywa na dnie jeziora Kisajno. Filmowa historia tego miejsca wciąż żyje i może być pretekstem do nowej formy promocji regionu.

Gdyby miał pan wskazać jeden kadr, który oddaje „filmową duszę” regionu…

To scena z „IO” – biegające po polu stado koni, obserwowane przez osiołka z odjeżdżającej do Włoch ciężarówki… To symbol tutejszej wolności i przestrzeni, którą dajemy też zgłaszającym się do nas twórcom. Pozwalamy im rozwinąć skrzydła i sprawić, że region pozostaje w ich sercu. Pewnie dlatego część z nich wraca tu realizować kolejne produkcje.

TOP 10 filmów realizowanych na Warmii i Mazurach

„Nóż w wodzie”
reż. Roman Polański
(1961) 
Faraon”
reż. Jerzy Kawalerowicz
(1965)
„Stawka większa niż życie”
reż. Janusz Morgenstern,
Andrzej Konin (1967)
„Karate po polsku”
reż. Wojciech Wójcik
(1982)
„Król Olch”
reż. Volker Schlöndorff
(1996)
„Cztery noce z Anną”
reż. Jerzy Skolimowski
(2008)
„Dom nad rozlewiskiem”
reż. Adek Drabiński
(2009)
„Róża”
reż. Wojciech Smarzowski
(2011)
„Cicha noc”
reż. Piotr Domalewski
(2017)
„IO”
reż. Jerzy Skolimowski
(2022)

 


Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Arek Stankiewicz

Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy

Wspiera twórców realizujących w regionie filmy fabularne i seriale telewizyjne, dokumenty i animacje. 

Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy

Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych

Olsztyn, ul. Parkowa 1

funduszfilmowy.warmia.mazury.pl