Najlepszą decyzją jakiej nie podjąłem, było nie przeniesienie się do innego miasta. Dziś bym tego żałował – przekonuje Rafał Tomasiak, założyciel olsztyńskiej firmy Zortax, producenta drukarek 3D sprzedawanych w niemal 60 krajach całego świata.

MADE IN: W godzinach przedpołudniowych zarządzasz jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich firm z branży nowych technologii. A popołudniu, żyjąc na obrzeżach Olsztyna, uprawiasz ogród, wędzisz złowione przez siebie ryby, komponujesz własne nalewki…

Rafał Tomasiak: Przez kilkanaście lat mieszkałem w dużych miastach i nabawiłem się do nich awersji, bo odbierają ci najcenniejsze co masz – twój czas. Tracisz na dojazd do pracy nawet i dwie godziny w jedną stronę! I ja też tak funkcjonowałem. Żyjąc w naszym regionie mogę dojechać i wrócić z pracy w pół godziny – mieszkając poza miastem, a prowadząc firmę w samym mieście. A w pozostałym czasie mogę wypielić ogród, pójść na grzyby, coś ugotować i jeszcze chwilę poleżeć na tarasie. Ktoś przez te cztery godziny siedzi w samochodzie w korku. Dlatego tak poukładałem swoje życie, aby móc prowadzić firmę działającą w skali globalnej, ale mieszczącą się w niedużym mieście.

Byś miał czas dla swojego ogrodu?

(śmiech) Tak, własny ogród był moim marzeniem. Dbanie o rośliny bardzo mnie relaksuje i dostarcza mnóstwo satysfakcji. Sadzisz nasiono, doglądasz, pielęgnujesz, a finalnie stoisz obok dwumetrowej rośliny, która daje ci swoje owoce. Bardzo namacalny efekt pracy, którego często w branży nowych technologii brakuje. Dlatego uważam, że Warmia i Mazury, a szczególnie Olsztyn, mają ogromny potencjał do przyciągnięcia firm i pracowników z branży IT. Samorządowcy przekonują nas, że powinniśmy być miastem turystycznym. Tyle że turystyka jest nieprzewidywalna, a sezon, ze względu na pogodę, krótki. Oczywiście nie widzę tu też dużych fabryk, ale jesteśmy idealnym miejscem dla programistów i firm z branży IT. Ci ludzie po sześciu godzinach programowania chcą wyjść z biura, coworku, domu, rzucić na trawę koc i odpocząć przy jeziorze czy lesie.

Fakt, niewiele miast daje taki kontakt z naturą.

Przede wszystkim wielkie miasta nie dają odpoczynku od cyfrowego szumu. Dlatego jeśli rozbudowywać infrastrukturę nad jeziorami to tę całoroczną, nastawioną nie tyle na turystów, co na nowych mieszkańców. I tak się w kraju promować – jako oaza dla firm z branży IT. To najlepiej opłacana branża na świecie. Ci ludzie wytwarzają masę pieniędzy, które potem zostawią w regionie. Wiadomo, że pracuje w nich cały przekrój osobowości, dlatego też biorąc przykład choćby z Kalifornii, warto świadomie utworzyć strefy dla różnych potrzeb. Nad jednym jeziorem, oddalonym od zabudowań, mogłaby powstać imprezownia, w której można tańczyć do wschodu słońca, a nad innymi rodzinne przestrzenie, biura z widokiem na wodę, itd. Problem w tym, że lokalne samorządy chcą same tworzyć przestrzenie do rozwoju branży nowych technologii, a urzędnicy nie do końca znają i nie rozumieją potrzeby tych branż. Lepiej współpracować i wspierać ludzi biznesu, którzy rozwijają branżę. Tak jest w Krakowie, który jest polską mekką startupów.

Zatem od czego powinniśmy zacząć?

Od zmiany myślenia o Olsztynie i stworzenia odpowiedniej strategii. Bo zasoby już mamy. Ludzie, którzy przyjeżdżają do nas na spotkania, są w szoku, że w samym mieście mamy kilkanaście jezior. W Warszawie, żeby zobaczyć jakąkolwiek sadzawkę, trzeba jechać ze trzy godziny, w tym dwie stojąc w korku. Poz tym żyjąc w wielkich miastach, ludzie często są samotni, choć mają setki znajomych w portalach społecznościowych. Gdy policzą jak to zawiła i czasochłonna logistyka, by spotkać się w kilka osób z różnych zakątków miasta, entuzjazm siada. W Olsztynie umawiasz się na kawę czy drinka na starówce i po kilkunastu minutach można już siedzieć wspólnie przy barze. (śmiech)

Miasto sprzyjające budowaniu relacji.

Ludzie z branży IT są szczególnie narażeni na samotność. Mam sporo znajomych, którzy po latach pracy w korporacjach wybrali świadomie: wolę zarabiać mniej, ale mieć czas, by żyć. Przykładem jest kolega, który osiedlił się pod Mrągowem. Nie raz powtarza, że od kiedy się tu przeprowadził, czas płynie dla niego jakby do tyłu. Z każdym dniem czuje się lepiej, coraz młodziej, jest silniejszy, szczęśliwszy, bardziej witalny. W Warszawie dzień był dla niego jak rok, starzał się w przyspieszonym tempie.

Oczywiście są ludzie, którzy są zafascynowani wielkomiejskim stylem życia, lubią to tempo i nie widzą siebie na prowincji, ale w mojej ocenie to tylko kwestia czasu, kiedy ich energia się wyczerpie i będą poszukiwać spokoju. Ale jednocześnie będę chcieli nadal pracować i wtedy na horyzoncie może pokazać się Olsztyn i nasz region.

Podpatrując choćby twój przykład: prowadzić globalną firmę, pieląc popołudniami własny ogródek.

Można z tego żartować, ale to szczególnie dla facetów duże spełnienie, gdy siadasz przy stole ze znajomymi i możesz o każdym produkcie coś opowiedzieć, bo sam go zasadziłeś, wyhodowałeś, zebrałeś, złowiłeś. Niedawno nakopałem w ogródku ziemniaków, zebrałem warzyw, usmażyłem okonie, które sam złowiłem, zebrałem trochę grzybów i zrobiłem z tego kolację dla przyjaciół. A do tego postawiłem własną nalewkę. Stajesz się wtedy prawdziwym gospodarzem przy własnym stole. Świetne uczucie. Ludzie coraz częściej poszukują okazji powrotu do korzeni. Nasz region pozwala tak żyć, a jednocześnie być w kilkanaście minut w firmie, która działa na międzynarodowych rynkach.

Brzmi idyllicznie. Ale zanim do tego doszedłeś, sam pewnie myślałeś o przeniesieniu firmy do dużego miasta.

Może ze dwa razy miałem takie myśli, gdy nie mogliśmy znaleźć wykwalifikowanych pracowników i gdy musiałem niemal codziennie dojeżdżać do Warszawy na spotkania. Ale najlepszą decyzją jakiej nie podjąłem, było nie przeniesienie się do innego miasta. Dziś bym tego żałował. Świat pokazał, że spotkania można odbywać online, a gdy Zortrax stał się znany, chętnie przyjeżdżają do nas najlepsi pracownicy z całego kraju. Niecałe 70 proc. załogi to ludzie, którzy przeprowadzili się Olsztyna, by pracować w naszej firmie. I wszyscy są zachwyceni regionem.

A może to przedsiębiorcy z Warmii i Mazur mają jakiś szczególny gen?

Nie wyróżniamy się jakoś specjalnie i to jest komplement. Bo tak naprawdę oznacza to, że nie ustępujemy w żaden sposób ludziom biznesu z Doliny Krzemowej, Azji czy zachodniej Europy. Przejeździłem niemal cały świat i uważam, że ludzie przedsiębiorczy na całym globie charakteryzują się podobnymi cechami. I my je wszystkie posiadamy, może tylko nie mamy takich warunków ułatwiających rozwój biznesu. Ale jak widać, świetnie dajemy sobie radę, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy biznes można prowadzić z każdego miejsca na świecie.

Rozmawiał: Michał Bartoszewicz, Obraz: Rafał Łysiuk/Zortrax

Rafał Tomasiak

współtwórca i CEO marki Zortrax, olsztyńskiej firmy, która jest światowym graczem na rynku drukarek 3D

Zobacz w sobie młodego Kopernika

#GenWarmiiiMazur to akcja promocyjna województwa, która ma przybliżyć nas do postaci nasyconych warmińskim i mazurskim pierwiastkiem. Tych, którzy mają chęć i odwagę działać nie tylko w regionie, ale i w świecie, nie odcinając się od swoich korzeni i wartości, którymi zostali tu naznaczeni. Albo tych, którzy ten gen Warmii i Mazur dopiero tu odkryli po przeprowadzce.

Twarzą kampanii jest postać Mikołaja Kopernika w interpretacji artysty Roberta Listwana. W charakterystycznym kopernikowskim profilu, choć bez twarzy, ale właśnie po to, by doszukać się w tym odbiciu własnej.