Chyba żaden inny kraj nie prezentuje tak dżentelmeńskiego podejścia
w projektowaniu samochodów jak Anglicy. Jeśli marka Range Rover jest ikoną stylu,
to model Velar w tej powściągliwej elegancji jest krzykiem mody.

Mogą przychodzić i odchodzić różne mody i upodobania, a on jakby nie wzruszał się przemijaniem czasu. Range Rover pielęgnuje szlachectwo marki w iście dżentelmeńskim stylu. Jeśli powszechnie można powiedzieć o samochodach, że się zmieniają, to brytyjski Range raczej dojrzewa. Jego urok i niepodważalna pozycja w rankingach ponadczasowego dizajnu tkwi właśnie w tym, że podąża utorowaną przez siebie drogą. 

W całej tej tradycji model Velar zadał szyku, bo zachowując styl marki, wprowadził jednocześnie na nowo zdefiniowaną elegancję. Jest najnowocześniejszym i zarazem najseksowniejszym spośród wszystkich Range Roverów wyprodukowanych kiedykolwiek. Ma zachowaną tę charakterystyczną proporcję linii, która nie obnosi się zbędnymi ornamentami. W czystości powierzchni tkwi właśnie siła stylistyki, zaś potężny przód nasuwa skojarzenia z dostojeństwem brytyjskiego dworu i jej nieprzemijalności wyrażonej fasadą Pałacu Buckingham.

W hierarchii Range Rovera, Velar wkomponował się pomiędzy przebojowego Evoqua, który zakradł serca klienteli kompaktowych SUV-ów, a model Sport, który jest tylko krok za flagowym Rangem. 

Jednak nazwa Velar, co z hiszpańskiego oznacza dochowanie tajemnicy, zaistniała już w historii marki Rang Rover, i to już na samym początku. A dokładnie na rok przed pojawieniem się pierwszego luksusowego auta terenowego, właśnie Range Rovera produkowanego przez legendarną firmę Land Rover. Otóż w 1969 roku powstało 26 sztuk tajnych egzemplarzy rozwojowych szykowanej nowości o nazwie Velar. Rok później rozpoczął się piękny rozdział „królewskich” terenówek, jak często określa się auta marki Range Rover (swoją drogą jeździ nimi brytyjski dwór). Po nazwę testowego egzemplarza sięgnięto w 2017 roku, kiedy zaprezentowano właśnie elegancki model klasy średniej. Jego cechą rozpoznawczą i zarazem najczęściej komentowaną wówczas na świecie, były automatycznie wysuwane klamki, które nie zaburzały tej czystej linii nadwozia. Kiedy otwiera się pilotem auto, klamki wysuwają się, po czym chowają po przekroczeniu tzw. prędkości parkingowej. I od razu, by dać odpowiedź tym, którzy mieliby dopytać czy klamki wysuną się po nocnym mrozie, producent zademonstrował to na pokrytym czteromilimetrową warstwą lodu Velarze. Mechanizm bez problemu przebił klamką szklisty „pancerz”.

Zajęcie miejsca w Velarze przenosi w inny świat. Dostojna stylistyka kryje najnowszą technologię, zaś jakość i kompozycja użytych materiałów wraz ze sztuką wykończenia, przywodzą na myśl najlepsze rzemiosło. Czujesz się jak w świątyni spokoju. Jest tu majestatycznie, co nie znaczy archaicznie. Wysokiej klasy wyświetlacze można personalizować wedle własnych upodobań i kryją tyle możliwości, że maniacy technologii będą spędzać tu długie i odkrywcze wieczory. Mikropanele dotykowe są nawet na majestatycznej kierownicy. By ułatwić wsiadanie, zwłaszcza damom, do wysokiego Velara (w Range Roverze od zawsze siedzi się dostojnie), pneumatyczne zawieszenie można obniżyć o cztery cm. Do wyboru są cztery różne system audio, w tym trzy audiofilskiej, brytyjskiej – a jakże! – marki Meridian. Za pomocą aplikacji Remote na smartfon lub smartwatch, można np. zdalnie uruchomić auto, by schłodzić lub ogrzać kabinę zanim się do niej wsiądzie. Z kolei opcjonalne reflektory laserowe, nie dość, że dają pięciokrotnie więcej światła od LED-owych, to ich słup światła sięga na pół kilometra.

Velar to auto, którym można jeździć bez celu – dla przyjemności. Marka doskonale bowiem wie co to znaczy luksus i klasa premium. Unika tanich chwytów, by zwabić klienta. Ma się wręcz przekonanie, że robi auta dla swoich klientów. A jeśli pozyskuje nowych, to znaczy, że już dojrzeli do jazdy Range Roverem.

Tekst: Rafał Radzymiński,
obraz: Michał Bartoszewicz, Kuba Chmielewski