O twórczej reakcji i trendach kina w czasie pandemii oraz o „Świadomości” jako temacie przewodnim październikowego WAMA Film Festival opowiada Piotr Czerkawski, krytyk filmowy, programer konkursu koprodukcji międzynarodowych.

MADE IN: WAMA jest chyba jednym z niewielu festiwali filmowych, które w tym roku odbędą się zgodnie z planem.

Piotr Czerkawski: I jeden z nielicznych na świecie. Fakt, że odbędzie się w formie stacjonarnej jest dużym wydarzeniem. Większość festiwali ma bardzo okrojony program albo odbywa się online. Oczywiście, pandemia wpłynęła również na nasz program – zakładam, że gdyby nie ona, dystrybutorzy chętniej zgadzaliby się na pokazy przedpremierowe. Ale sam fakt, że w głównym konkursie będzie tyle filmów co zwykle, jest dużym osiągnięciem. O tym, że poziom będzie tradycyjnie wysoki i nie zazdroszczę jurorom bólu głowy przy podejmowaniu decyzji, nawet nie wspominam. 

Czym żyje świat filmowy w czasach pandemii? Pojawiły się jakieś tendencje, tematyka?

Czuję się jakbyśmy wszyscy grali w niezłym, pełnym zwrotów akcji filmie katastroficznym, którego końca nie możemy przewidzieć. Ale pandemia niespecjalnie zaistniała jeszcze w kinie, bo sztuka, przynajmniej ta dobra, nie może ścigać się z publicystyką, wymaga więcej dystansu, czasu na refleksję. Niemniej, jestem pewien, że za rok – dwa powstanie cała fala filmów luźno inspirowanych pandemią, bo to czas bez precedensu, który doprowadza do ekstremum lęki jakie narastały w nas przez dziesięciolecia. Pierwsze próby opowiadania o pandemii już się zresztą zdarzają – wiem, że Netflix wypuścił serię filmów krótkometrażowych, w których wybitni reżyserzy opisują swoje doświadczenia z czasu lockdownu. 

Platformy streamingowe na trwałe odbiorą kinom widzów?

Tego nie wie nawet jasnowidz Jackowski. Osobiście pozwalam sobie na ostrożny optymizm. Wierzę, że pragnienie wspólnoty, chęć zbiorowego przeżywania emocji, bądź po prostu zanurzenia się w innej rzeczywistości będą nam nadal potrzebne. Mam nadzieję, że frekwencja na tegorocznej Wamie potwierdzi, że się nie mylę.

„Szarlatan” Agnieszki Holland o czeskim zielarzu, kulturowe różnice w „Arab Blues”, walka o uczucie w obliczu choroby w „Nadziei” czy obraz polskiej religijności „Jak Bóg szukał Karela”. Co łączy konkursowe filmy?

Ujmując rzecz najkrócej: motto, które przyświeca nam od pierwszej edycji, czyli wielokulturowość. Jesteśmy unikatowym festiwalem, który w konkursie głównym pokazuje koprodukcje międzynarodowe, będące owocem współpracy przynajmniej dwóch krajów. Taki sposób współpracy oznacza często konieczność zawierania kompromisów i przezwyciężania różnic, ale przede wszystkim wzbogaca nasze spojrzenie na świat. Widać to także w tematyce większości konkursowych filmów. „Arab Blues” w lekkiej, komediowej formie przemyca pytania o trudne relacje między Wschodem a Zachodem. „Jak Bóg szukał Karela” zadaje pytanie, na ile aktualny jest dziś żart Petra Zelenki, który stwierdził kiedyś, że „Polacy to właściwie Czesi plus papież”. Z kolei „Szarlatan” to film skupiający jak w soczewce właściwie wszystkie tematy jakimi od lat zajmujemy się na Wamie, opowieść o związku człowieka z naturą, konfrontacji jednostki ze społeczeństwem. Poza tym trudno o polską artystkę, której tematyka wielokulturowości byłby bliższa niż wspaniałej Agnieszce Holland.

Jest szansa, że reżyserka pojawi się na festiwalu?

Pracujemy nad tym, ale nawet jeśli Agnieszka nie przyjedzie do Olsztyna osobiście, na pewno przygotuje dla widzów niespodziankę. We własnej osobie na Wamie pojawią się na pewno jurorzy konkursów: wybitny aktor Olgierd Łukaszewicz czy Magnus von Horn, pracujący w Polsce szwedzki reżyser, którego filmy fabularne regularnie prezentowane są na festiwalu w Cannes. 

Z roku na rok festiwal jest coraz bardziej „zielony”, a tegoroczne hasło „Świadomość” dobitnie nawołuje do przebudzenia społecznego w kontekście emisji gazów cieplarnianych.

Dojrzewamy jako społeczeństwo i zaczęliśmy wreszcie uważać globalne ocieplenie za realny, poważny problem. Kto sądzi inaczej, znajduje się mniej więcej w tym samym miejscu, co ludzie wierzący, że Ziemia jest płaska, witamina C leczy raka, a Elvis wciąż żyje. Tematyka zmian klimatycznych przebija się zresztą do mainstreamu na całym świecie. Na festiwalu pokażemy proekologiczny dokument „Odbudować Paradise”, którego nie wyreżyserował żaden niszowy, niezależny reżyser, lecz oscarowy Ron Howard. Projekcję filmu zwieńczy debata o koncepcji Europejskiego Zielonego Ładu. Ekologia na tegorocznym festiwalu to efekt naszej współpracy z Komisją Europejską, z czego jesteśmy dumni. Nie łudzę się, że po tym seansie w Olsztynie zacznie się zielona rewolucja na cały świat, ale wielkie zmiany biorą swój początek od drobnych gestów, dla których kino często bywa źródłem inspiracji.

Rozmawiała: Beata Waś,
Obraz: Przemysław Skrzydło/WAMA Film Festival