ŚRODEK MIASTA, RUCH, JAK TO PRZY NAJWIĘKSZYM CENTRUM HANDLOWYM W OLSZTYNIE, I NAGLE LAS, LINY, ENKLAWA ŚWIEŻEGO POWIETRZA I HEKTARY ROZRYWKI DLA ODWIEDZAJĄCYCH. W KAŻDYM WIEKU. PARK PRZYGODY NOWA MAKUMBA OTWIERA SWOJE PODWOJE – DZIKIE JAK NIGDY WCZEŚNIEJ.

 sniper8     sniper6     sniper4

Gdyby Indiana Jones pojawił się w Olsztynie 30 kwietnia, to wiedziałby, gdzie szukać kolejnej przygody. Od tego dnia wszystkie drogi dla żądnych rozrywki prowadzą do Nowej Makumby. Bo wieloletni park linowy Makumba za sprawą Snipera, jednej z wiodących firm eventowych w Polsce, zamienia się w Park Przygody jakiego nie znaliście.

– Chcemy, by park był ciągle lepszy – zaczyna Przemek Gerlaczyński, właściciel firmy Sniper oraz Nowej Makumby, i z prędkością karabinu maszynowego wyrzuca z siebie nadchodzące zmiany: 88 atrakcji linowych o różnym stopniu trudności, a między nimi tematycznie urządzone domki na drzewach. Obok poszaleć będzie można na quadach, segwayach, kosmicznych wheelsurfach (czerwony monocykl spalinowy). Dla młodszych – strefa trampolin, zjeżdżalni, dmuchańców i basen z piłkami, dla starszych – strzelnica wiatrówkowa, łucznictwo, paintball. I jeszcze szkoły survivalu, orienteering z GPS-em (czyli poszukiwanie skarbu), możliwość zorganizowania ogniska, grilla i odpoczynek w Makumbowej kawiarni. – Słowem, zabawy i konkurencje dla dzieci, dorosłych, rodzin oraz firm – podsumowuje i dorzuca: – Dodatkowo w każdy weekend pojawiać się będzie nowa atrakcja, np. jedyna z dwóch w Polsce ludzka katapulta. To daje łącznie 20 wyjątkowych nowości, dostępnych tylko przez jeden weekend w ciągu sezonu!

Takiemu wyzwaniu trudno byłoby sprostać, gdyby nie Sniper – firma, która organizuje około 700 imprez rocznie. Zaczęło się nietypowo: od fascynacji sportową odmianą paintballu. –Starałem się połączyć biznes z przyjemnością – opowiada Przemek. 17 lat później jest w regionie jedna z największych firm eventowych w Polsce, z halą o powierzchni 600 mkw., wypełnioną sprzętem tak ściśle, że gdy przełoży się coś w inne miejsce, to zniknie jak igła w stogu siana.

Z tym sianem to nawet nie przenośnia. – Kiedyś zadzwonił rzecznik prezesa dużej firmy, powiedział, że szef oglądał ostatnio „Misia” Barei i chce, żeby 300 uczestników eventu zbudowało właśnie takie misie – opowiada Przemek. – „Mają być duże i słomiane” – usłyszałem. Imprezy dla tylu osób są bardzo trudne pod względem logistycznym. To zawsze jednorazowe projekty, trzeba wszystko tak przemyśleć, by każdy się bawił, a nikt nie stał z boku. Wymyśliliśmy, jak to zrobić, klienci zbudowali czterometrowe misie – puentuje, pokazując na dowód zdjęcie.

Takie przedsięwzięcia są zgodne z głównym założeniem Snipera – organizowanie imprez, których nie zrobiłby nikt inny. Stąd zatrudnieni w firmie mechanicy, programiści, elektronik, którzy konstruują maszyny wymyślone przez – jak mówi Przemek Gerlaczyński – turbokreatywny zespół: – 30 proc. tego, co oferujemy, nie jest nawet umieszczone na stronie, bo co chwilę tworzymy coś nowego. Nasi pracownicy to tacy kosmici. Mamy wikinga, który jeździ z atrapą miecza w samochodzie i snowbordzistkę ze  sztucznymi kolanami. Cichego introwertyka, twardzielkę-chłopczycę i sex bombę.  Jesteśmy rozstrzeleni po regionie i kraju, więc kiedy klient ma pomysł od czapy, robimy mailową burzę mózgów i powstaje rozwiązanie.

sniper3     sniper2      sniper5

Dwa razy w sezonie organizowana jest bezpłatna impreza dla pracowników Sniper Day,  każdego roku Sniper Survival Test – 15 kilometrów przedzierania się przez bagna. Tak wyszkoleni „sniperzy” w trzy minuty tworzą kosztorys eventu – wystarczy krótka rozmowa z klientem i kilka kliknięć na służbowym tablecie z prezentacją oferty.

– „Niemożliwe nie istnieje”, to wziąłem z kaizen, uwielbiam to! – znów Przemek się zapala. Kartka z 10 zasadami japońskiej filozofii biznesu wisi u nich w każdym pomieszczeniu. Na niej m.in. „Bierz pomysły od wszystkich”, „Wymówki, że czegoś się nie da zrobić, są zbędne” czy „Wybieraj proste rozwiązania, nie czekając na te idealne”. I to najważniejsze, dziesiąte: „Ulepszanie nie ma końca”.

sniper1      sniper7      sniper9

To dzięki tym zasadom wcielonym w życie organizują nawet 26 imprez dziennie, a w Dzień Dziecka opróżniają magazyn do ostatniego dmuchańca. Potrafią stworzyć Escape Room z hotelowego pokoju, jak i z ogromnej hali – dla 200 osób, z zastosowaniem najnowszych technologii, właśnie wprowadzonych na rynek przez bawiącą się na evencie ekipę z Microsoft. Klienci Snipera to osoby indywidualne i znane marki, takie jak Siemens, Michelin, IKEA, HP czy Orlen. Dla nich zorganizują i szukanie Yeti, i konstruowanie tratwo-żaglowca.

– W 2014 roku mieliśmy 500 imprez. Myślałem, że to maks., ale w tym roku spokojnie zrobimy 900. Jesteśmy ofiarami własnego sukcesu – żartuje szef Snipera. Tyle że jak na ofiary mają nieprzeciętnie dużo energii.

Tekst: Katarzyna Sosnowska-Rama, obraz: Arek Stankiewicz, archiwum Sniper