Kiedy na ulicach pojawiła się mitologiczna muza Clio, z miejsca uznano ją objawieniem roku. Po 29 latach zadebiutowało właśnie jej piąte wcielenie, które pewnie w jednym nic nie zmieni – Renault Clio wciąż będzie najlepiej sprzedającym się francuskim samochodem. Jak oni to robią? 

Sam padłem ofiarą zauroczenia pierwszym Clio, które zadebiutowało w czasach, kiedy to właśnie przymierzałem się do kursu na prawo jazdy. A któż wtedy nie marzy o własnym aucie. Byłem pod wielkim wrażeniem piękna i proporcji tego miejskiego auta, które odesłało na zasłużoną emeryturę słynne Renault 5.

Po ciągnącym się od kilku dekad cyfrowym nazewnictwie, wraz z Clio marka Renault zaczęła w miły dla ucha sposób nazywać swoje modele. Clio wywodzi się od imienia muzy historii w mitologii greckiej. Chyba dobry miałem wówczas gust i tzw. nosa, bo pierwsze w historii Clio ograło wszystkich, którzy ubiegali się o prestiżowy tytuł Car of the Year 1991. 

Co ciekawe, kiedy weszła trzecia generacja Clio, znów zdobyła Car of the Year, na rok 2006. Jeśli więc co druga wersja miejskiego Renault zgarnia pulę, to właśnie mamy debiut piątej odsłony. Werdykt w marcu.

Najnowsze Clio obrało ewolucyjny kierunek zmian. Dla mniej rozeznanego w motoryzacji, nowość wygląda jakby przeszła jedynie lifting odmładzający. Otóż nic bardziej mylnego. Powstało na całkiem nowej platformie i prezentuje też całkiem nowe możliwości. 

Technologicznie może pochwalić się systemami, które są już namiastką półautonomicznej jazdy. Asystent jazdy w ruchu drogowymi autostradowym pilnuje linii toru oraz odległości od auta przed nami w zakresie od zera do 160 km/h. Jeśli byśmy podróżowali autem z automatyczną skrzynią, można relaksować się nawet i w miejskim korku. Do tego system nagłego hamowania z funkcją wykrywania pieszego lub rowerzysty przed autem.

Jeśli stylistycznie można mówić o ewolucji, to prawdziwą rewolucją jest wnętrze. Dookoła świetne materiały, nowoczesny zestaw cyfrowych zegarów, które można konfigurować na cztery różne ustawienia, no i na nowo przemyślana centralna konsola. Wciąż ma duży tablet do sterowania (7 lub 9,3 cala), ale teraz z grafiką świetnej jakości i w dodatku możemy na nim zamieszczać własne, ulubione widgety. Bawiąc się przeróżnymi ustawieniami, można konfigurować np. różne style prowadzenia auta, od komfortowego po sportowy. Cały system pokładowy można też zwyczajnie skojarzyć z naszym smartfonem i wszystko co w nim mamy, dostępne będzie z poziomu właśnie wyświetlacza. 

Pod nim jest teraz elegancki panel, już manualny, do sterowania klimatyzacją. Okazuje się, że klienci wolą jednak ustawiać ją za pomocą eleganckich i tradycyjnych instrumentów. Tym bardziej, że wszystko jest tu pod ręką i działa intuicyjnie.

Jeździliśmy najbardziej optymalną wersją silnikową Clio – nowym, litrowym turbodoładowanym benzynowcem. Zastąpił silnik 0,9 i ma teraz 100 koni. Do codziennych potrzeb i wyjazdów absolutnie wystarcza (jest też silnik 1,3 130 KM). Przy autostradowych prędkościach w kabinie jest zaskakująco cicho, a przy niższych prędkościach trzycylindrowiec jest temperamentny. 

Co ciekawe, najnowsze Clio jest o 1,2 cm krótsze od poprzedniej wersji (choć aż o siedem szersze), to ma rekordowo duży bagażnik (ponad 390 l), zaś dzięki zupełnie nowej, odchudzonej konstrukcji foteli – nawiasem mówiąc bardzo wygodnych – pojawiło się odczuwalnie więcej przestrzeni w kabinie. Sprytne.

15 mln sprzedanych dotychczas modeli Clio stawia je w gronie najpopularniejszych aut w historii motoryzacji. W piątej generacji znika odmiana kombi, ale za chwilę pojawi się hybryda Clio E-Tech. Co ciekawe, już w 1997 roku Renault przetestowało 50 elektrycznych Clio, ale widać zbyt wcześnie uprzedzili trend.

Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz

Na zdjęciu: Renault Clio Intens TCe 100 – cena 62 900 zł (cena wersji podstawowej Life od 46 900 zł, silniki benzynowe 65‑130 KM, diesel 115 KM)

W sesji gościnnie wystąpiły Emilia Kupiec oraz Dominika Patryucha-Sokół.

Renault Alcar

alcar-renault.pl

Olsztyn, ul. Lubelska 39A