Portret Marty Skarżyńskiej autorki książki Mazurska medycyna ludowa

Marta Żanna Skarżyńska i jej „Mazurska medycyna ludowa”

Zanim na Mazurach pojawili się lekarze, chorobę „zamawiano”, ból przenoszono na drzewo, a guzy leczono wypalając len. O dawnych praktykach, które wciąż funkcjonują w regionie, opowiada Marta Skarżyńska, autorka książki „Mazurska medycyna ludowa. Tradycyjne metody lecznicze, uroki i wierzenia”.

Mazurska medycyna ludowa to zbiór dawnych sposobów leczenia, rytuałów, wierzeń i praktyk związanych z naturą. O tym, jak mieszkańcy Mazur radzili sobie z chorobami przed rozwojem współczesnej medycyny, opowiada Marta Skarżyńska, badaczka tradycyjnych metod leczniczych.

Mazurska medycyna ludowa – między ziołami a wierzeniami

MADE IN: Zainteresowanie mazurską medycyną ludową to rodzinne dziedzictwo czy świadomy wybór badawczy?

Marta Skarżyńska: Wychowywałam się w okolicach Mrągowa, przy dziadku, który zbierał zioła, suszył je i wykorzystywał na co dzień w profilaktyce i leczeniu. Pielęgnuję te tradycje jako trzecie pokolenie w naszej rodzinie. Ta gałąź historii – kierunku, który ukończyłam na UWM i kontynuuję na studiach doktoranckich, jest dla mnie szczególnie intrygująca. Pokazuje, jak dawni mieszkańcy Mazur radzili sobie z chorobą i bólem, zanim pojawiła się współczesna medycyna. Ważnym źródłem wiedzy podczas zbierania materiału do książki, były dla mnie opowieści przedstawicieli najstarszego pokolenia mieszkańców Mazur.

O jakim świecie opowiadali?

Leczenie opierało się na trzyetapowym rytuale: obserwacji objawów, doborze roślin i odwołaniu do sacrum. Choroby nie postrzegano jako wirusa, patogen, lecz jako żywy byt, złe licho, z którym należy rozmawiać, przechytrzyć, odpędzić np. pijąc… wódkę z końskimi odchodami czy wywołując hałas. Powszechne było „zamawianie” choroby, modlitwy, formuły i słowa wypowiadane z intencją ochrony. Moc miały nie tylko słowa, ale też gest, znak krzyża czy odpukiwanie w niemalowane.

Wiele naturalnych dla naszych przodków zjawisk opisujemy dziś innym językiem. 

Dawniej ludzie żyli bliżej natury, więc lepiej ją rozumieli, potrafili słuchać intuicji. Dzisiaj, wspierani przez naukę, np. fizykę kwantową, na nowo odkrywamy siłę myśli, słów i rytuałów, a przede wszystkim ziołolecznictwa i naturalnych terapii, które porządkują nasz chaotyczny świat, pozwalają wrócić do korzeni, pierwotnej mądrości przekazywanej przez pokolenia.

Jakie rytuały przetrwały do dziś?

Kiedy urodził mi się syn, sąsiadka przyniosła mi worek cukru, który ma przynosić pomyślność. Rozbijanie szkła przed domem panny młodej wciąż bywa sposobem na odpędzenie pecha. Czkawkę „straszymy”, a kiedy ziewamy, zasłaniamy usta. Dziś to element savoir-vivre, a dawniej wierzono, że chroni przed wejściem do wnętrza złego ducha. Domostwa okadzano lokalnymi suszonymi ziołami, co robi się również dziś z pomocą zwykle egzotycznych kadzideł, aromaterapii. Bukiety z bylicy wieszano kiedyś nawet w psich budach, by odstraszały i złe moce, i pchły.

Zioła i dawne sposoby leczenia na Mazurach

Jakie jeszcze zioła były i są obecne w mazurskich domach?

Mięta, lipa, czarny bez, piołun, dziurawiec czy krwawnik były w stałym użyciu. Na ból zęba żuto goździki, przy przeziębieniu pito napary z lipy i malin, a kora wierzby pomagała na ból. Stosowano też praktyki „przenoszenia” choroby, np. drzazgą z krzewu czarnego bzu nakłuwano chore miejsca, a potem „oddawano” je ziemi, wodzie lub drzewu. Ważny był też len, który leczył, karmił i ubierał. Używano go jako materiału opatrunkowego, ale też w praktykach związanych z „wypalaniem” choroby. Do dziś popularne jest jajowanie – terapia z użyciem jajka, które wyciąga negatywną energię, uroki czy chorobę. To była ludowa logika leczenia, w której ciało, natura i symbol były nierozdzielne. Tę wiedzę zgłębiam na kursie fitoterapii i stosuję w domu, zanim sięgnę po konwencjonalny lek.

Traktujesz ją jako uzupełnienie współczesnej medycyny?

Ziołolecznictwo wraca do łask, ale nie trzeba przeciwstawiać go medycynie konwencjonalnej, mogą działać razem. Medycyna ludowa nie jest tylko zbiorem przesądów. To ważna część naszej kultury i pamięci, zapis doświadczeń wielu pokoleń. W tych dawnych praktykach jest ogrom mądrości, uważności i wiary w to, że człowiek pozostaje częścią natury. I w razie jakiegokolwiek nieszczęścia – choroby, głodu, wojny – zwykle do niej wracamy.

Mazurska medycyna ludowa

Książka „Mazurska medycyna ludowa. Tradycyjne metody lecznicze, uroki i wierzenia” Marty Żanny Skarżyńskiej ukazała się w czerwcu nakładem Wydawnictwa Kobiecego.

Okładka książk Marty Skarżyńskiej - mazurska medycyna ludowa

Najczęściej zadawane pytania:

Czym jest mazurska medycyna ludowa?

To zbiór tradycyjnych metod leczenia, ziołolecznictwa, rytuałów i wierzeń, które przez pokolenia pomagały mieszkańcom Mazur radzić sobie z chorobą i bólem.

Jakie zioła wykorzystywano dawniej na Mazurach?

W mazurskich domach stosowano m.in. miętę, lipę, czarny bez, piołun, dziurawiec i krwawnik. Wykorzystywano je m.in. do przygotowywania naparów i tradycyjnych kuracji.

O czym opowiada książka Marty Skarżyńskiej „Mazurska medycyna ludowa”?

Książka przedstawia tradycyjne metody lecznicze, uroki i wierzenia związane z dawnym życiem mieszkańców Mazur. Jej autorka zebrała wiedzę m.in. na podstawie opowieści najstarszego pokolenia mieszkańców regionu.


Rozmawiała: Beata Waś
Obraz: Arch. prywatne Marty Żanny Skarżyńskiej