imię i nazwisko: Maria Rumińska

wykonywany zawód: wokalistka, kompozytorka, instrumentalistka

moje miejsce na Warmii: Olsztyn

Kiedy mijam ulicznego grajka…
mam gonitwę myśli, czuję pokrewieństwo dusz, wspieram.

Gdy stoję w korku…
często puszczam nagrania związane z pracą, aktualnymi produkcjami. Kiedy umysł jest skupiony, inaczej odbiera muzykę.

Ostatnie 10 zł wydałabym…
na to, czego najbardziej potrzebowałaby moja córeczka.

Jeszcze raz przeczytałabym…
„Żelazne Damy – kobiety, które zbudowały Polskę” Kamila Janickiego.

Za kierownicą jestem…
z Warszawy. Znaczy kombinuję.

Gdy zaczyna się weekend…
jestem spakowana, w drodze do pracy, zawsze w kierunku przeciwnym, niż korki na drogach.

Na Warmii i Mazurach znajomych zabrałabym…
do Świątek i Jonkowa, a potem podążając szlakiem szczęśliwych i wrażliwych ludzi.

Najchętniej wystąpiłabym w reklamie…
jakiegoś znakomitego festiwalu, albo ngo-sa o profilu edukacyjno-społecznym lub super instrumentu muzycznego.

W portfelu mam…
echo, albo pieniądze.

Ulubione zdjęcie…
to zdjęcie butów.

Kiedy kupuję papier toaletowy…
nic się nie dzieje. Ale od dzisiaj będzie temu towarzyszyło jakieś niesamowite wydarzenie. Magia jest wszędzie.

Obejrzę się na ulicy…
gdy zauważę coś intrygującego, znajomego, kogoś, kto potrzebuje pomocy.

Nie odbiorę telefonu od…
godziny 24, prócz nagłych awarii.

27 złotych…
i 35 groszy.

W kuchni zawsze wyjdzie mi… improwizowana mała forma kulinarna i/lub jakiś dobry sos do czegoś.

Ostatnio rowerem pojechałam…
dawno temu, bo od lat jeżdżę hulajnogą.

Nigdy nie odmówię sobie…
wszystkiego zdarzyło mi się już chyba odmówić.

Przez jeden dzień chciałabym być…
rzeźbiarką.

Chciałabym zobaczyć świat oczami…
kota.

Lubię w sobie…
ironię.

Komfortowo czuję się…
gdy o siebie zadbam. W sensie fizycznym i duchowo-emocjonalnym.

Cofając czas, chciałabym zostać…
tą którą jestem, ewentualnie sprawniej niż tym razem.

W kieszeni muszę mieć…
oczywiście telefon. Z wpiętym na stałe power-bankiem. A kiedyś – mały składany nożyk.

Rano w lustrze…
widzę czy wypoczęłam, czy nie.

W kolejce do kasy…
myślę w podobny sposób, kiedy podczas stania w korkach, tylko w innych kategoriach. Bardziej praktyczno-życiowych.

Płakałam ostatnio…
gdy musiałam pogodzić się z kilkoma nowymi nazwami. I nie ważne, że nikt nie zrozumie co mam na myśli.

Nie chciałabym stracić…
determinacji i poczucia sensu.

Zawstydzam się…
wstydzę się odpowiedzieć.

Zawsze podziwiałam…
konsekwencję i rozwój.

Mój ulubiony ciuch…
uffff, nie mam jednego. Na cebulkę.

Chciałabym mieć obraz…
jeszcze tego nie wiem. To dla mnie bardzo delikatna sprawa.

Najdłuższy dystans jaki przebiegłam…
to przypuszczam, że kilka kilometrów. Biegałam przez jeden sezon i nie był to jakiś osiąg.

Na wyprzedaży kupiłam ostatnio…
pewnie, że jakiś bank brzmień, software muzyczny lub mikrofon. Ciągłe inwestowanie – wolny zawód.

Podgłaśniam radio gdy…
jest po co. Przeważnie jednak ściszam.

Z menu nigdy nie wybiorę…
staram się nie mieć kategorii „nigdy”. Unikam fast foodów. Unikam alkoholu. Co nie oznacza „nigdy”.

Ostatnio przeczytałam…
kilka książek Joanny Bator. Zadziwia mnie komfort jaki odnajduję w jej stylu.