Czego szuka w sporcie, kto połamał mu żebra i dlaczego nie został literatem jak ojciec – Maciej Orłoś* od mniej znanej strony. Ale ani nie opuścił swoich widzów, ani ukochanych Mazur, ani też jego nie opuścił młodzieńczy luz. Maciej Orłoś- Rozmowy na schodach. 

MADE IN: Mam w tej chwili malutkie marzenie: chciałbym, żeby każdy mieszkaniec naszego regionu poznał takie miejsca jak to, które nas teraz otacza – leśniczówka Pranie. Ciągle robi na tobie wrażenie?

Maciej Orłoś: Za każdym razem, kiedy tu przyjeżdżam. To położenie z jeziorem w dole i wkomponowaną w zieloną przestrzeń sceną, na której odbywają się koncerty – to dopiero robi wrażenie. A państwo Kass, którzy to miejsce prowadzą, wcale na łatwiznę nie idą i wysoko trzymają poprzeczkę. Ta malutka scena gościła wielkie nazwiska – połączenie dzikości i pięknej natury z artyzmem na poziomie.

KLIKNIJ żeby się zarejestrować na konferencję
BIZNES WIR Wiedza. Inspiracje. Relacje.

Kiedyś czytałeś tu publiczności Gałczyńskiego.

Prowadziłem też koncerty i pamiętam, że pogoda zawsze była łaskawa dla tych wydarzeń, bo przecież ludzie siedzą tutaj na ławeczkach pod gołym niebem.

Czy za sprawą taty Kazimierza Orłosia, pisarza związanego z Mazurami, tym genem literackim jesteś naznaczony?

W którymś momencie życia odnalazłem potrzebę, żeby coś napisać. I udało się stworzyć kilka książek dla dzieci, natomiast życie zawodowe tak się wtedy potoczyło, że nawet posiadając ten gen, nie miał się on kiedy uzewnętrznić, bo zawsze byłem zaabsorbowany pracą. Więc i te moje książki powstały jakimś cudem, wyrywając luki czasowe, nawet siedząc w knajpie, by nie tracić czasu na dojazdy. Zdałem sobie wtedy sprawę, że jeśli się temu pisarstwu całkowicie nie oddasz, to nie ma tu pójścia na skróty, bo to ma krótkie nogi.

Maciej Orłoś o Mazurach:

Myślę, że już w czasach, kiedy rodzice kupili domek w Krutyńskim Piecku. Stało się to wówczas dla mnie bardzo ważne miejsce na mapie. Ale tę dojrzałą świadomość wartości Mazur zauważyłem na początku studiów, przełom lat 70. i 80. Wszystko wyglądało tam inaczej. Miejscowość Krutyń z jednym sklepikiem, pustym w zasadzie, ale z charakterystycznym zapachem. Zresztą na szlakach Krutyni też świeciło pustkami.

Maciej Orłoś o uroku Mazur poza sezonem:

Od zawsze, to samo mam z morzem. Lubię opustoszałe przestrzenie, tę ciszę. Dopiero wtedy możesz doświadczyć bliskości z Mazurami i poczuć niekomercyjny klimat tego miejsca.

Jeździłeś tu konno? Ponoć nauczyłeś się jazdy jako 15-latek, kiedy wymagała tego rola, którą dostałeś w filmie.

Niestety nie, bo kiedy bliżej związałem się z Mazurami, to te konie mi już przeszły. Miałem wypadek w czasie jazdy i zwyczajnie został mi uraz. Po roli w filmie tej pasji koniarskiej oddawałem się jeszcze wiele lat, byłem wręcz w niej zakochany, ale trafiłem kiedyś na niezrównoważonego konia i w momencie, kiedy absolutnie niczego się nie spodziewałem, wpadł w jakąś furię. Przeleciałem przez jego łeb i zanim spadłem na ziemię, zrobiłem parę salt. Na szczęście skończyło się to tylko na połamanych żebrach. Ale tu nie o żebra chodziło, tylko o uraz psychiczny, który mi pozostał. Straciłem zaufanie do koni, mimo że w innych filmach też jeszcze konno jeździłem, ale w zasadzie pasja siadła i już się nie odrodziła.

Znalazłeś substytut?

Pewnie spodziewasz się, że powiem o żaglach, a mi głupio, bo wcale tak nie było. Za to urzekły mnie kajaki w pełnym wymiarze i obowiązkowo przejażdżki rowerem po mazurskich lasach. To jest coś fantastycznego.

A w mazurskich jeziorach choć nauczyłeś się pływać?

Też nie mam spektakularnych przeżyć.

Rozumiem – było to w basenie w Warszawie…

(śmiech) Akurat nauczyłem się pływać w morzu. Ale miałem taki okres, że chciałem zostać pływakiem. Poszedłem ambitnie na testy sekcji pływackiej na basen w Pałacu Młodzieży. Trener kazał przepłynąć tempem jakim potrafię, ale jak sprawdził na stoperze czas, to machnął ręką i bez entuzjazmu powiedział: eeeee….. I tak zakończył mi karierę pływaka. Ale pozostając przy wątku wody, na Mazurach wkręciłem się w łowienie ryb. Widok spławika stojącego nieruchomo w szklanej tafli i to oczekiwanie czy drgnie, czy nie drgnie, to jest to. Pomarszczona od wiatru woda już tego efektu mi nie daje.

Ale chodzi ci o te ryby, czy ten błogi stan relaksu podczas wpatrywania się w spławik?

Jakie ryby! Oczywiście, że ten błogi spokój. Przyznam, że nawet nie pamiętam kiedy złowiłem rybę, którą potem zjadłem.

Czy ty jesteś typem sportowca?

Zależy jak zdefiniujemy ten termin. Sport towarzyszył mi przez całe życie, trenowałem przeróżne dyscypliny: tenis, narty, judo, hokej, biegi średniodystansowe oraz wspomnianą jazdę konną. Natomiast nie jestem typem ciśnieniowca, który rywalizuje ze wszystkimi dookoła i chce być najlepszy. Kiedy grywałem w tenisa w różnych turniejach, w których oczywiście starałem się wygrać – to jest jasne, zauważyłem u siebie taką tendencję, że wolę świetną wymianę piłek, niż walkę o punkty. To samo było z piłką nożną. Na meczu, w niektórych wstępuje taki duch walki, że są gotowi połamać nogi. To jest mi obce.

25 lat temu robiłeś wywiad z Billem Gatesem. O co chciałbyś go dzisiaj zapytać w kontekście zmieniającego się świata?

O globalny problem klimatyczny. I pytanie otwarcia: co go najbardziej niepokoi jeśli chodzi o przyszłość ludzkości? Pewnie opowiedziałby mi o problemie dostępności wody, głodu i pandemii. No i temat, który i wtedy poruszyłem – o internecie. Wówczas opowiadał mi o czymś, o czym nie miałem większego pojęcia. Czy tak sobie wyobrażał rozwój internetu, czy czegoś nie przewidział, co go niepokoi wraz z rozwojem narzędzi internetowych…

Jesteś zatroskany o środowisko?

Oczywiście, że tak. Na ile mogę wdrażać ideę zero waste, to ją wdrażam. Oduczyłem się kupowania rzeczy zbędnych, zaś eksploatuję te, które posiadam, aż do momentu, kiedy ich naprawa stanie się niemożliwa. Poza tym nie jestem gadżeciarzem, więc nie gonię za nowościami. Ostatnią inspiracją dla mnie było spotkanie z przedstawicielami sieci wodociągów, na którym piliśmy świetnej jakości kranówkę. To też jest drobny nawyk, który pomógłby nam powstrzymać tak liczną produkcję butelek PET. Mamy przed sobą długą drogę do przemiany. Ja np. jeszcze pięć lat temu nie segregowałem śmieci – prosta rzecz, a dzisiaj jest oczywistością.

Wspierasz promocyjnie producenta elektrycznych aut. Rozumiem, że identyfikujesz się z taką motoryzacją?

Trend został już naznaczony. Pozostają tylko dwie kwestie do uporządkowania, by można było mówić o dużym kroku w stronę ekologicznej motoryzacji. Energia, którą będziemy zasilać samochód, musi pochodzić z odnawialnych źródeł, a nie z węgla, a drugi problem to utylizacja baterii, które mają też swój okres przydatności. To jest proces, który będzie postępował, ale wymaga czasu. Mi akurat nie jest tak łatwo przesiąść się do elektrycznego auta, ponieważ bardzo intensywnie jeżdżę po Polsce. Przez to brakuje już czasu na planowanie wyjazdu tak, by ładować auto i sprawnie przemieszczać się z Warszawy do Katowic, a za chwilę do Kielc, potem do Wrocławia itd.

Dużo jeździsz, bo jako wciąż medialna postać masz wzięcie do szkoleń z wystąpień publicznych?

Zdecydowanie. Oprócz mojego kanału informacyjnego na youtube, praca szkoleniowa to moje zasadnicze zajęcie.

Ciągle na nich komentują twoje odejście z Teleexpressu, mimo że to już sześć lat?

Tak, to dzieje się regularnie. Najczęściej słyszę: kiedy pan odszedł, to przestałem oglądać.

Ale dla mnie największą satysfakcją jest to, że podchodzą do mnie młodzi ludzie, dwudziestoparolatkowie, którzy mówią, że oglądają mój serwis informacyjny właśnie na youtube. I oni już o żadnej telewizji nie wspominają. To jest dla mnie znak czasów.

Może stworzyłeś Teleexpress na nowe czasy.

Na pewno nie ścigam się z programami informacyjnymi, ale to jest trochę komentarz w formule w jakiej był prowadzony właśnie Teleexpress.

Widziałem, wciąż z dużą dozą błyskotliwości.

Z tą błyskotliwością to bym tak nie szafował, bo o nią nie jest wcale tak łatwo. Ale w gruncie rzeczy o to chodzi, by przy pomocy celnego komentarza było i trochę zabawnie w tej całej informacji medialnej.

Ktoś powiedział, że błyskotliwość to jest to, co chciałeś powiedzieć minutę temu.

Dobre. Jest duża satysfakcja, jeśli da się zabłysnąć w momencie, w którym trzeba. Bo kiedy jest poślizg, to już po błyskotliwości. Ale są sposoby na to, żeby popracować nad nią. O tym też m.in. opowiadam na moich szkoleniach z wystąpień.

Maciej Orłoś o błyskotliwości, o której mówi często podczas swoich szkoleń z wystąpień publicznych:

Ludzie uchodzą za błyskotliwych, bo słyszymy ich wypowiedzi w różnych sytuacjach. W 99 proc. nie jest to dzieło przypadku. Oni są po prostu przygotowani do bycia błyskotliwym. Przez lata kolekcjonowali i przygotowywali różnego rodzaju zachowania, riposty, moduły, które w zależności od sytuacji, przewidując pewne tematy w dyskusji, wyciągają z odpowiedniej szufladki i wykładają na stół. Bo jeśli ktoś często jest pytany o coś, proszony o komentarz w znanych mu rewirach, porusza się w pewnych sytuacjach, to w tych właśnie sprawach jest ta błyskotliwość przygotowana i czeka zdeponowana w wewnętrznym archiwum.

  • Rozmawiał: Rafał Radzymiński
  • Data: 5 czerwca 2022 / godz. 13.30
  • Miejsce na schodach: Leśniczówka Pranie / Muzeum K.I. Gałczyńskiego
  • Obraz: Dariusz Konieczka

Maciej Orłoś

zawodowy aktor, ale popularność w kraju zbudował jako kultowy prowadzący Teleexpressu i wielu innych programów telewizyjnych. Jest synem literata Kazimierza Orłosia, który związał się z Mazurami we wczesnych latach 70. i zaczepił synowi pasję do tutejszego klimatu. Od kilku lat aktywny dziennikarz w sieci, z własnym kanałem informacyjnym WTS (W Telegraficznym Skrócie) na kanale youtube