W jednym z najlepszych opiniotwórczych tytułów motoryzacyjnych dorwaliśmy obszerny test przeróżnych terenówek. Same nowe modele. Jeszcze przed jego lekturą wytypowaliśmy zwycięzcę, a rzut okiem na werdykt nie mógł nas zawieść – na Jeepa Wranglera nie ma mocnych.

Każdy samochód, który chciałby zmierzyć się z taką legendą, musiałby cofnąć się do wczesnych lat 40. i kształtować swoją przyszłość w tak samo trudnych warunkach. Bo drogi na skróty nie ma. W sumie to nie bez powodu kolokwialnie na każdą terenówkę mów się jeep. Taka jest siła marki.

Oto mamy najnowszą odsłonę kultowego, a może zasadniej jest napisać – nieśmiertelnego modelu jakim jest Wrangler. Jego surową sylwetkę naszkicował poligon, błoto i skały. Przez tyle lat pozostał wierny swoim ideałom i pozornie ciągle jest taki sam.

Kilka lat temu testowałem poprzednią wersję Wranglera Unlimited, którym zawitałem u speców od jazdy w terenie. Byliśmy na profesjonalnym offroadzie gdzie testowali swoje łaziki przeprawowe. Podpuszczali mnie, bym zaatakował jedną z gór. Cholera – patrzę na nią z lekkim przerażeniem, bo trudno byłoby mi nawet wejść na nią. Po dwóch nieudanych próbach poddawałem się, po czym stery przejął jeden z doświadczonych offroadowców, wierząc w potencjał cywilnego Wranglera. Bałem się na to wszystko patrzeć, bo niby auto nie moje, ale jednak odpowiedzialność już tak. I – skurczybyk – wjechał. Triumfował na szczycie niczym Nepalczycy na K2 po udanym ostatnio pierwszym zimowym wejściu.

Wranglery mają o wiele dalej przesunięte możliwości, niż przeciętny kierowca strach.

Najnowszej odsłonie Wranglera zaserwowaliśmy sesję w stylu Safari (mieliśmy odmianę Sahara). Drugim bohaterem sesji jest ktoś, kto Safari zalicza w sezonie nie raz, i nie dwa. Piotr Czułowski eksploruje z obiektywami aparatów najdziksze zakątki Kenii, Gambii czy Senegalu, ale też rozlewiska Biebrzy, Puszczę Białowieską, ujście Wisły, Hel, by przywieźć niepowtarzalne zdjęcia ptaków. – Niedawno udało mi się wejść do ekskluzywnego „Klubu 300”. To nieformalna lista birdwatcherów, którzy zaobserwowali w Polsce 300 lub więcej gatunków ptaków. Rekordzista zaobserwował ich aż 370, więc nadal walczę, choć jest coraz trudniej, bo zostały do zaobserwowania najrzadsze okazy, a to oznacza organizowanie wypraw kończących się najczęściej bez powodzenia – opowiada Piotr Czułowski.

Terenówka w takich wyprawach uczestniczy do pewnego momentu, bo potem trzeba ją zostawić i ze sprzętem przedrzeć się przez dziewiczy teren, robić podchody, zamaskować się i czekać. Można wręcz przyrównać, że i Piotr, i Wrangler odnajdują się w ekscytujących wyprawach – zamiłowaniu do odkrywania natury i nieznanych miejsc. 

Jeep to król pustkowia i dziczy. Tak właśnie – w wyobraźni nasuwa się lew. Wrangler jest więc jak król lew. Może wszystko, ale nie wszystko musi.

Do sesji zdjęliśmy dach Wranglera. Odkręciliśmy w tym celu osiem śrub załączonym do zestawu specjalnym kluczem. Tak samo łatwo rozkręca się komplet czterech aluminiowych drzwi oraz kładzie przednią szybę. Po wszystkich powyższych zmianach Jeep wyglądałby jak łazik księżycowy.

Najnowszy Wrangler zachował wszystkie cechy poprzedników, ale posiadł dużo nowej technologii, która i miłośnikowi terenu dostarcza komfortu użytkowania, m.in. system multimedialny z 8,4 – calowym ekranem dotykowym wyposażony w bezprzewodową łączność ze smartfonem. Pozostał autentyczny styl wnętrza, ale zdefiniowany nowymi materiałami i jakością (w podłodze są korki… spustowe, gdybyście po ciężkiej wyprawie chcieli spłukać to wszystko wodą).

Największe zaskoczenie na wszystkich wywarł nowy benzynowy silnik. Ma dwa litry, 270 koni i współpracuje z ośmiobiegowym automatem. Dynamiki i mocy nie brak nawet na autostradzie (dwutonowy kolos rozpędza się do setki w zaskakujących 7 s). No i wreszcie za sprawą dodatkowego sprzęgła, w trasie można gnać teraz z włączonym napędem 4×4. 

O walorach terenowych nie rozpisujemy się. A w zasadzie napiszemy dwa wymowne słowa – to Jeep Wrangler. 

Tekst: Rafał Radzymiński
Obraz: Michał Bartoszewicz, Piotr Czułowski

Na zdjęciach: Jeep Wrangler Unlimited Sahara 2.0 turbo – cena 246 400 zł
(wersja podstawowa od 211 600 zł)

Podziękowania dla Piotra Czułowskiego za udział w sesji oraz udostępnienie
zdjęć z wypraw (więcej na instagramie: odlotowy_czulek)

RESMA
Olsztyn, al. Obrońców Tobruku 5
www.resma.pl