Mekka dla miłośników zabytkowej motoryzacji, ale i nowa atrakcja turystyczna dla odwiedzających Mazury – w pięknie położonym folwarku w Białej Oleckiej otwarto największe na Mazurach muzeum motoryzacji. O historii rodzinnej kolekcji, sile pasji i życiu pośród wiekowych eksponatów techniki rozmawiamy z Wojciechem Kotem, pomysłodawcą i założycielem muzeum.

MADE IN: Biała Olecka – gdzie jesteśmy?

Wojciech Kot: W sercu Mazur Garbatych, w jednym z najpiękniej położonych folwarków. Te dziewiczo prezentujące się tereny stały się jednymi z ostatnich, gdzie natura wydaje się być niczym nie zakłócona i odsłania swoje piękno. W urokliwej historycznej osadzie Biała Olecka w końcówce XIX wieku powstała zabudowa folwarczna z neobarokowym pałacem i przyległym zespołem parkowym. Ta posiadłość rodziny Tolsdorffów przykuwała na tyle uwagę swoim charakterem, że szybko zyskała miano najnowocześniejszej w ówczesnych Prusach Wschodnich.

Muzeum motoryzacji to miejsce dla miłośników zabytkowych motocykli i samochodów.

Teraz będzie bardziej rozpoznawalne dzięki muzeum motoryzacji?

Mamy nadzieję, że będą odwiedzać nas nie tylko miłośnicy zabytkowych motocykli i samochodów, ale też i ci, którzy lubią uprawiać turystykę poza utartymi i obowiązkowymi punktami na Mazurach oraz pasjonaci odkrywania miejsc z historią. Liczymy też, że potencjał i wyjątkowość miejsca, którego zaciszne położenie może być przecież wielkim atutem, stanie się też atrakcyjną bazą dla wszelkiego rodzaju wydarzeń. Mamy również na miejscu kameralną agroturystykę w Domku Ogrodnika. Kilka lat temu pałac był już scenerią pięknych koncertów barokowych, które przyciągały tu koneserów nie tylko z regionu. Ale oczywiście główną atrakcją jest nasza rodzinna kolekcja zabytkowej motoryzacji.

Główną atrakcją muzeum w Białej Oleckiej jest rodzinna kolekcja zabytkowej motoryzacji.

Rodzinna, bo w jakiś sposób zbudowana na sentymencie?

Ze zbiorami muzeum zaczęło się dość niewinnie, bo właśnie od wspomnień związanych z pojazdami mojego taty, a konkretnie od fioletowego motocykla Iż, którego pamiętałem jako dziecko. A był to 1957 rok. Potem jeździliśmy z ojcem jego pierwszym Wartburgiem 311, następnie Simką Aronde, Fiatami, Skodą 120. Ponieważ tata był zwyczajnie fajnym człowiekiem, 10 lat temu uznałem, że z czysto sentymentalnych pobudek znajdę takiego samego Iża, by był dla mnie wspomnieniem tych wszystkich motoryzacyjnych historii związanych z naszymi wycieczkami i podróżami.

Wkrótce uznałem, że warto dokupić też i auta jakimi jeździł tata. A kiedy ta pasja nabrała rozmachu, dozbieraliśmy samochody i jednoślady jakie pojawiały się w całej naszej rodzinie, od teściów, po wujostwo.

Zbiory dość szybko powiększały się, bo kiedy kupiliśmy np. węgierski motocykl Panonia, to okazało się, że wersji i odmian jest kilkanaście, więc poszukiwania trwały dalej. Podobnie było z polskimi pojazdami.

10 lat powstawała kolekcja, licząca około 200 eksponatów, z czego ponad połowę stanowią motocykle.

Skąd wynajdywał pan te egzemplarze?

Co ciekawe, niektóre rodzime modele łatwiej było dostać np. na Węgrzech, w Czechach czy w Rumunii, niż w Polsce. Tak było np. z Nysą czy Warszawą, które kupiłem akurat w Bułgarii. Prowadząc wtedy firmę jachtową współpracowałem z ludźmi z wielu krajów i oni też pomagali mi wyszukiwać ciekawe egzemplarze. Takim sposobem udało się kupić w Moskwie limuzynę ZiŁ z czasów administracji Gorbaczowa.

Kiedy zrodził się pomysł na muzeum?

Myślałem już o tym, kiedy kolekcja się rozrastała, choć znajomi, którzy nas odwiedzali, czasem z przekąsem patrzyli na te zbiory, że są tu tylko same „demoludy” i kto będzie chciał oglądać Fiaty i Syrenki. Więc zacząłem powiększać zbiory o takie samochody, by stanowiły jakieś porównanie motoryzacji bloku wschodniego z Zachodem. Tak jak u nas jeździło się Warszawą, to czym w tym samym czasie w Anglii czy w Niemczech? W ten sposób w 10 lat powstała kolekcja, licząca około 200 eksponatów, z czego ponad połowę stanowią motocykle.

Zbiory są dość wszechstronne, bo znajdziemy tu tak skrajne samochody jak przedwojenny Fiat 508 i futurystyczny DeLorean, od pierwszego powojennego Bentley’a po wojskową ciężarówkę Studebakera, limuzynę prezydenta Wałęsy czy zjawiskową Tatraplan.

Muzeum oficjalnie zarejestrowaliśmy w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego i zaczęliśmy remontować historyczne zabudowania folwarczne, by stały się miejscem ekspozycji zbiorów.

Pan na jakim etapie zafascynował się motoryzacją?

Tak naprawdę świat ciekawych samochodów zacząłem poznawać pod koniec lat 60. kiedy przez Warmię i Mazury jeździły załogi do słynnego Rajdu Monte Carlo. Oglądaliśmy maszyny, które nas oczarowywały. Z kolei kiedy już na studiach odwiedzałem kolegów w Warszawie czy Gdańsku, na tamtejszych ulicach też można było podziwiać piękne zachodnie auta jak Triumphy czy Taunusy.

Ale pamiętam również pierwszy motocykl, który mnie zauroczył, a był to często goszczący na mazurskich drogach – Zündapp KS 750. Właśnie kończymy odrestaurowywanie naszego egzemplarza i szczerze mówiąc nie mogę się doczekać, kiedy sam wyruszę nim na wycieczki po naszej urokliwej okolicy.

Zbiory muzeum motoryzacji są wszechstronne.

Muzeum Motoryzacji Biała Olecka

Biała Olecka 9, tel. 503 927 590
muzeum@bialaolecka.pl
fb/bialaolecka
instagram/biala_olecka/