O tym, czego potrzebuje świat i sztuka, rozmawiamy z Kingą Dębską, reżyserką, przewodnicząca Jury Międzynarodowego Konkursu Koprodukcji Filmowych WAMA FILM Festival.

MADE IN: Pierwszy raz w historii łódzkiej filmówki na kierunek reżyserii przyjęto w tym roku wyłącznie kobiety. Cieszy panią ta informacja?

Kinga Dębska: Oczywiście, ale nie uważam, że kino jest wyłącznie kobietą. Odbieram to tak: widocznie w tym roku dziewczyny były lepsze. Dodam, że w komisji kwalifikacyjnej była zdecydowana większość mężczyzn. Od lat w szkołach filmowych coraz więcej kobiet kończy reżyserię, ale to bardzo powoli przekłada się na realne robienie przez nie pełnometrażowych filmów. Jeśli chodzi o budżet na polskie produkcje filmowe, do tej pory trafiało do kobiet jedynie 13–20 proc. pieniędzy. Więc mam nadzieję, że za tymi zmianami w branży pójdzie też kasa. W stosunku do kobiet wciąż jest większa nieufność decydentów. Mnie samej niezmiennie trudno zdobywać pieniądze na kolejne filmy. Nie wiem co musiałoby się stać, abym mogła mieć tyle dni zdjęciowych, ile faktycznie mi potrzeba. Może byłoby mi łatwiej, jakbym dostała Oscara.

Problem jest w mentalności decydentów?

Tak, i to nie tylko panów, ale i pań, które siedzą w komisjach. Nie wiedzieć dlaczego, utarło się przekonanie, że facet lepiej ogarnia produkcję filmową. Mimo że to przecież kobiety są lepiej zorganizowane, wielozadaniowe. Na szczęście zaczęłyśmy o siebie walczyć. Film to nie jest sztuka zbiorowa, każda z twórczyń indywidualnie musi przekonać do swoich możliwości. Do tej pory pracowałyśmy na sukcesy mężów, partnerów, współpracowników. Teraz coraz częściej stawiamy same na siebie.

W konkursie głównym WAMA FILM, którego jury pani przewodniczy, będzie dziewięć filmów, w tym pięć wyreżyserowanych przez kobiety, m.in. głośna „Aida” Jasmili Žbanić. Czy są rzeczy o których faceci nie potrafią rozmawiać w kinie? Jakaś luka tylko dla kobiet?

O wielu rzeczach mówią po prostu inaczej. Narracje kobiet i mężczyzn są różne i się nawzajem dopełniają. Mężczyźni często nie potrafią otwarcie mówić o emocjach, słabościach, obawiają się pokazania swojego miękkiego podbrzusza. Są oczywiście wyjątki, ale to kobiety często tworzą przejmujące psychologiczne obrazy i takim przykładem jest „Aida”, która pokazuje wojnę z perspektywy kobiet.

Tytuł tegorocznego WAMA FILM to „Normalność”. To jej potrzebujemy teraz w życiu, w sztuce?

Teraz jestem na festiwalu filmowym w Gdyni i obserwuję otoczenie. Mam wrażenie, że to ocenianie, porównywanie, puszenie się na czerwonym dywanie, tylko niepotrzebnie stresuje i dzieli twórców. Nigdy nie zapomnę mojego kolegi reżysera Marcina Wrony, który odebrał sobie życie w hotelowej łazience pięć lat temu, w noc przed rozdaniem nagród na festiwalu. To był dzwonek alarmowy. Lepiej by było, żeby na festiwalu, i w ogóle w świecie filmowym, więcej było normalności i życzliwości. Tym bardziej, że pandemia dała nam w kość, opróżniła kinowe sale. Uważam, że kino jest po to, aby dać ludziom nieco radości i nadziei, ale najpierw jako twórcy musimy ją odnaleźć w sobie. To jest dla mnie normalność – opowiadanie widzom różnych historii, bez porównywania się.

I to przyświeca pani twórczości?

Ja nie robię filmów dla kasy, tylko zapraszam widza do mojej szczerej opowieści, dzielę się z nim jakąś historią, która akurat wtedy jest mi bliska. I nie zostawiam go po seansie w strzępach, tylko otulam, dodaję wiary w człowieka i świat. Staram się robić kino środka, które jest przyjemne dla widza, ale nie obraża jego inteligencji. Takiego repertuaru brakuje w polskiej kinematografii. Tak jak brakuje nam empatii i czułości dla otoczenia i siebie samych. Te dwie cechy sprawiają, że wszelkie „nienormalności”, nawet pozornie skrajne – znikają. I tych cech obecnie najbardziej potrzebuje świat i sztuka.

 

Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Bartosz Maciejewski

Kinga Dębska

Reżyserka, scenarzystka i pisarka, autorka filmów, m.in. „Moje córki krowy”, „Plan B”, „Zabawa, zabawa”. Jej najnowszą komedię „Zupa nic” obejrzało w kinach już 150 tys. widzów. Po raz pierwszy będzie gościem WAMA FILM Festival, który odbędzie się w dniach 5–9 października w olsztyńskim Multikinie.

Więcej o festiwalu i programie na: wamafestival.pl