Kto wie czy imprezy rajdowe, które planujemy ściągnąć na Mazury jako nową, dużą propozycję po zmianie lokalizacji Rajdu Polski, nie dostarczą większego widowiska, niż dotychczas – zapowiada Krzysztof Hołowczyc. Szybki przejazd z mistrzem nie tylko po oesach, ale i pasji do kultowych aut.
| Czy rajdy wrócą na Mazury po zmianie lokalizacji Rajdu Polski? Krzysztof Hołowczyc zapowiada nowe wydarzenia motorsportowe, w tym rajdy terenowe i historyczne, które mogą przywrócić region na europejską mapę rajdową. Kluczem mają być emocje, widowisko i powrót do autentyczności, której szukają kibice. |
Mazury po Rajdzie Polski – nowy rozdział
MADE IN: Zabrano nam z Mazur kultowy Rajd Polski, ale zdaje się, że znalazłeś pomysł na lukę po nim.
Krzysztof Hołowczyc: Świat nie lubi pustki, więc szybko doszliśmy do wniosku, że trzeba wypełnić miejsce, które na Mazurach w czerwcu zawsze było pełne kibiców.
Wielokrotnie rozmawiałem z zawodnikami, nie tylko z Polski, ale i ze świata, którzy chwalą, że na Mazurach był przepiękny rajd. Że to taka Finlandia, tyle że bardziej zielona. I co wymyśliliśmy w to miejsce?
Zrobimy Puchar Europy Centralnej i Mistrzostw Polski w Rajdach Terenowych oraz równolegle rajd dla samochodów historycznych.
Jesteśmy w kontakcie z FIA i pracujemy nad tym, żeby impreza dla klasyków została kandydatem do cyklu Mistrzostw Europy Samochodów Historycznych. To dyscyplina, która w ostatnich latach błyskawicznie zyskuje na popularności. Pierwsi odkryli to Włosi w Rajdzie Legend i nagle wszyscy oszaleli na tym punkcie.
Powrót emocji – dlaczego kochamy klasyczne rajdówki
Z czego się wziął ten powrót do kultowych rajdówek?
Krzysztof Hołowczyc: Z mojego doświadczenia wynika, że kibice tęsknią za emocjami, które kiedyś były bardzo namacalne. Podczas ostatniego Rajdu Polski na Mazurach pojechałem Skodą w najnowszej specyfikacji, żeby sprawdzić, jak działa współczesna rajdówka. To fantastyczna konstrukcja pod względem sportowym – niezwykle precyzyjna, szybka i skuteczna.
A jednak w samochodach takich jak Lancia Stratos, Audi Quattro, Subaru Impreza czy Mitsubishi Lancer Evolution było coś jeszcze – surowa energia, dźwięk, ogień, charakter. One budziły w ludziach prawdziwe emocje.
Dzisiejsze rajdówki są technologicznie doskonałe i bardzo wyrównane, również pod względem brzmienia. Dla sportu to ogromny postęp, ale kibice wciąż szukają tej pierwotnej, czystej ekspresji, którą pamiętają z dawnych lat.
Często podaję przykład wyścigu Daytona 500 w ramach serii NASCAR. Samochody od lat pozostają w bardzo zbliżonej specyfikacji, jadą setki okrążeń, a mimo to trybuny są wypełnione po brzegi. Kiedy zobaczyłem to na żywo, zrozumiałem, że kluczem jest widowisko i emocje, które kibic dostaje tu i teraz. Rajdy historyczne w naturalny sposób przywracają ten element. Każdy samochód brzmi inaczej, ma inny charakter, inną historię.
Jeśli więc w przyszłym roku udałoby się ściągnąć na Mazury rundę Mistrzostw Europy Samochodów Historycznych i zobaczyć na starcie ponad sto wyjątkowych aut, kibice dostaliby dokładnie to, za czym tęsknią – autentyczność i prawdziwą motoryzacyjną historię na żywo.
Kormoran Classic – pierwszy krok do nowego rozdziału
Już w czerwcu ma być przedsmak tego?
Krzysztof Hołowczyc: Pracujemy nad tym, aby jeszcze w tym roku zorganizować na Mazurach pierwszą edycję rajdu Kormoran Classic. To nawiązanie do legendarnego Rajdu Kormoran – ważnego rozdziału w historii polskiego motorsportu i wydarzenia, które w regionie ma ogromny sentyment. W tegorocznej edycji planujemy około 60 km odcinków specjalnych – tak, by stworzyć solidny, sportowy fundament pod kolejne edycje. Równolegle przygotowujemy rywalizację w rajdach terenowych. Zainteresowanie wśród czołowych zawodników jest bardzo duże, a Mikołajki od lat są miejscem, które środowisko rajdowe traktuje z ogromnym szacunkiem. Naszym celem jest stworzenie wydarzenia, które będzie atrakcyjne sportowo, ale przede wszystkim dostarczy kibicom emocji. Bo to właśnie oni są sercem każdej rajdowej imprezy.
Za kierownicą – emocje, które nie mijają
Zobaczymy ciebie za kierownicą klasyka?
Krzysztof Hołowczyc: Bardzo bym chciał. Problem polega na tym, że trudno jednocześnie wystartować w dwóch różnych formułach. Rozważamy jednak taki scenariusz, w którym oba wydarzenia nie będą ze sobą kolidować i gdyby to się udało – z przyjemnością stanąłbym na starcie w obu. Od lat rywalizuję w rajdach terenowych, ale powrót do klasycznego Subaru Imprezy to coś zupełnie innego – to czyste emocje i sentyment. Podczas zimowego treningu przejechałem już blisko 700 km i przyznam, że w głowie naturalnie pojawia się pytanie, jak mogłaby wyglądać mazurska runda szutrowych Mistrzostw Europy Samochodów Historycznych. Ten cykl funkcjonuje zarówno na asfalcie, jak i na szutrze. Gdyby udało się w przyszłości zrealizować na Mazurach jedną z rund szutrowych, byłby to ogromny krok dla regionu i dla polskiego motorsportu. A dla mnie – spełnienie kolejnego sportowego marzenia. I kto wie, być może w Mikołajkach zobaczymy widowisko, które dorówna największym rajdowym wydarzeniom w Europie.
Gdybyś miał możliwość wybrania dowolnego historycznego auta na taki rajd to wsiadasz w…
Krzysztof Hołowczyc: Bez wahania – w czterodrzwiowe Subaru Imprezę.
Taką, jaką w 1997 roku zdobywałem mistrzostwo Europy. To był moment absolutnej czystej energii. Ogień z wydechu przy odjęciu gazu, ryk silnika, zapach paliwa i adrenalina, która zaczynała się jeszcze przed startem do odcinka.
Tamte samochody były surowe, szczere, bez filtrów. Metal, mechanika i kierowca. Wszystko było prawdziwe – dźwięk, drżenie karoserii, walka z kierownicą. I widzę to po ludziach – kiedy tylko wraca temat tamtych lat, oczy zaczynają im się świecić. Każdy chciałby jeszcze raz poczuć tę atmosferę. Bo to nie były tylko samochody. To były historie zapisane w metalu.
Mazury jako rajdowa tożsamość i przyszłość
Razem z Piotrem Jakubowskim, burmistrzem Mikołajek, byliście jednymi z orędowników, którzy 20 lat temu ściągnęli na Mazury Rajd Polski. Jak podszedł do tego nowego pomysłu?
Krzysztof Hołowczyc: Bardzo odpowiedzialnie i z dużym zaangażowaniem. Od początku rozumiał, że dla regionu to nie jest tylko wydarzenie sportowe, ale projekt promocyjny i wizerunkowy o szerokim znaczeniu. Samorząd włączył się w przygotowania organizacyjne, a po stronie miasta widać realną determinację, by Mazury nadal były miejscem dużych imprez rajdowych. Termin przypada w długi weekend Bożego Ciała, co dodatkowo zwiększa potencjał frekwencyjny. Mikołajki i cały region naturalnie przyciągają wtedy turystów, a my chcemy, by oprócz wypoczynku, dostali także sportowe emocje na najwyższym poziomie.
Kiedy Rajd Polski zawitał na Mazury, ty, po 20 latach hegemonii zagranicznych rajdowców, przywróciłeś kibicom wiarę, że Polak może wygrać Rajd Polski. Na twojej rodzinnej ziemi triumfowałeś w nim trzy razy. Chcesz rajdowo ratować to miejsce, bo emocjonalnie głęboko w tobie tkwi?
Krzysztof Hołowczyc: Warmia i Mazury to mój dom. Tu się urodziłem i tu mieszkam, choć zawodowo działam również w Warszawie i w różnych częściach kraju. Ten region zawsze był dla mnie czymś więcej, niż tylko miejscem startów – to część mojej tożsamości. Uważam, że zasługuje na międzynarodową imprezę rajdową. Mamy tradycję, doświadczenie organizacyjne i wyjątkową atmosferę, którą doceniają zawodnicy i kibice z całej Europy. Świat rajdów w naturalny sposób się zmienia, kalendarze ewoluują, a decyzje organizacyjne są elementem większej układanki. Dziś Rajd Polski ma nową lokalizację i będziemy mu kibicować, bo to ważne wydarzenie dla całego polskiego motorsportu.
My natomiast patrzymy w przyszłość i chcemy, by Mazury nadal były silnym punktem na rajdowej mapie Europy, zwłaszcza jeśli chodzi o rajdy szutrowe, które globalnie wciąż odgrywają bardzo istotną rolę. To nie jest kwestia ratowania czegokolwiek. To kwestia budowania kolejnego rozdziału.
Motorsport jako styl życia
Do kiedy ty planujesz rajdować?
Krzysztof Hołowczyc: (śmiech) Tak długo, jak długo będę czuł w sobie sportowy oddech. Ogromnie inspiruje mnie Sobiesław Zasada, u którego miałem przyjemność być na 95. urodzinach. To człowiek imponujący nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie. Z ogromnym spokojem powiedział mi, że w tym roku koncentruje się na biznesie, ale w kolejnym znów planuje start w Rajdzie Safari. To było coś niezwykłego. Wierzę, że przede mną również jeszcze wiele lat sportowej pasji. Dziś nadal rywalizuję w czołówce rajdów cross-country, dbam o formę, regularnie trenuję i jeśli pojawi się realna możliwość powrotu na Rajd Dakar, z przyjemnością stanę do walki o najwyższe cele. Równolegle dojrzewa we mnie pomysł stworzenia grupy pasjonatów, z którymi moglibyśmy wspólnie startować w Mistrzostwach Europy samochodów historycznych. Bo motorsport to nie tylko rywalizacja – to także wspólnota ludzi, których łączy ta sama energia.
Nowe pokolenie i motoryzacja prywatnie
Na okładce mamy utalentowanego młodzieńca Tymoteusza Abramowskiego. Rośnie następca „Hołka”?
Krzysztof Hołowczyc: Bardzo bym tego chciał. Tymoteusz ma naturalną szybkość i widać w nim sportową determinację. To najważniejsze fundamenty w rajdach.
Przed nim jeszcze wiele pracy, doświadczeń i decyzji, ale wierzę, że przy odpowiednim wsparciu może znaleźć swoje miejsce wśród najlepszych zespołów świata. Polski motorsport potrzebuje dziś młodych liderów, którzy będą budować kolejne rozdziały tej historii.
Na swoim kanale na Youtube odsłoniłeś nieco drzwi do prywatnych garaży, gdzie jest dużo i rajdówek, i klasyków. Z jakiego klucza gromadzisz swoje auta?
Krzysztof Hołowczyc: Szczerze? Z marzeń z dzieciństwa. Nad moim łóżkiem wisiał kiedyś plakat Porsche 911 w barwach Gulf. Patrzyłem na niego codziennie. Kilka lat temu zbudowałem dokładnie taką wersję i dziś stoi w moim garażu. To trochę zamknięcie pewnego koła.
Pamiętam też film, w którym Elvis Presley jechał wielkim amerykańskim kabrioletem. Pomyślałem wtedy: kiedyś chciałbym tak po prostu płynąć takim samochodem przed siebie. Z czasem poznałem w Stanach wielu pasjonatów klasycznej motoryzacji i naturalnie wciągnąłem się w ten świat. Dziś w garażu stoi m.in. Pontiac Grand Prix w wersji kabriolet, kolekcjonerska Corvette C1 czy Ford Thunderbird.
Ale jeśli mam być szczery – moje serce najmocniej bije przy Subaru Imprezie. Mam ich już siedem i wiem, że z roku na rok będzie ich coraz mniej. Dlatego tym bardziej chcę, żeby te samochody żyły – nie tylko w garażu, ale na oesach.
Wielu pewnie chciałoby się dowiedzieć, co cenisz najbardziej w codziennym użytkowaniu samochodu, czym jeździsz…
Krzysztof Hołowczyc: W codziennym samochodzie szukam przede wszystkim równowagi. Lubię wygodę, nieco wyższą pozycję za kierownicą i dobrą trakcję. Auto powinno mieć zapas mocy – nie po to, by ją demonstrować, ale żeby zapewniała komfort i bezpieczeństwo w sytuacjach, które tego wymagają. Cenię samochody dyskretne, nie rzucające się w oczy, ale solidne technicznie, praktyczne i pakowne. Od kilku lat jeżdżę kolejnymi generacjami BMW X3 M, które dobrze łączą dynamikę z funkcjonalnością na co dzień.
Olsztyńska historia z przymrużeniem oka
Ponoć w młodzieńczych czasach miałeś w rodzinnym Olsztynie epizod taksówkarza?
Krzysztof Hołowczyc: (śmiech) To prawda. Numer boczny 671. W tamtych czasach bardziej chodziło o możliwość dodatkowego przydziału paliwa, niż o sam zarobek. Taka była rzeczywistość. Miałem w swoim rajdowym Fiacie 125p zaplombowany taksometr i żartowałem, że „prawy złoty pięćdziesiąt do lewy cztery dwadzieścia”.
Pamiętam jedną zimową sytuację – pasażer wsiadł i powiedział, że bardzo się spieszy na dworzec. A ja, młody i pełen fantazji, potraktowałem to zbyt dosłownie, więc na zaśnieżonych ulicach Olsztyna bokami w zakrętach jeździłem. Chłop siedział na kanapie z tyłu, a ze strachu przedni fotel obejmował razem ze mną, krzycząc: „błagam, aż tak bardzo to się nie spieszę”.
Najczęściej zadawane pytania:
To nowa impreza inspirowana legendarnym Rajdem Kormoran, która ma łączyć sportową rywalizację z historią motorsportu i stać się fundamentem dla kolejnych edycji wydarzenia na Mazurach.
Tak – region ma doświadczenie organizacyjne, tradycję i unikalne warunki, szczególnie dla rajdów szutrowych, które nadal odgrywają istotną rolę w motorsporcie.
Tak – nadal aktywnie rywalizuje i nie wyklucza kolejnych startów, zarówno w rajdach terenowych, jak i historycznych.
Rozmawiał: Rafał Radzymiński, obraz: arch. Hołowczyc Management




