Pierwszy elektryczny model Volvo kusi sportową sylwetką, a skradnie serce sportowymi osiągami. Zamawiacie? Można to zrobić nawet pijąc ulubioną kawę w domowym fotelu. Oto jak marka zdefiniowała swoją przyszłość.

C40 Recharge – tego modelu Volvo nie dostaniecie w innej wersji jak elektrycznej. Tych czwórek w jego parametrach pojawia się zresztą dużo więcej: deklarowany zasięg to nawet 444 km, moc 408 koni, a pierwsza setka na liczniku już po 4,7 sekundy. Wartości, które jeszcze dwie dekady temu i Ferrari brałoby w ciemno.

Czym jest Volvo C40? To stworzona na bazie kompaktowego SUV-a XC40 jego usportowiona wersja – ze ściętym tyłem w stylu coupe i o siedem cm niżej poprowadzoną linią dachu. I wyraźnym przekazem eco: komponenty wewnątrz wyprodukowane zostały z użyciem odzyskanych surowców, tapicerki są bez żadnych skór, a kokpit bez grama drewna.

Gdyby był nazbyt sportowy kosztem praktyczności, można sięgnąć po klasykę w wydaniu elektrycznym, bo XC40 też jest już dostępne w wersji Recharge. Ten same napędy, ta sama idea.

No właśnie – jak zasilane są nowe elektryki Volvo? Wspomniana wersja o mocy 408 koni tak naprawdę ma dwa silniki, które są identyczne. Jeden napędza przednią oś, drugi tylną. Nic dziwnego, że przyspiesza tak, iż warto uprzedzić pasażerów, kiedy planuje się wcisnąć pedał gazu w podłogę. Aż 660 niutonometrów momentu dostarczonego natychmiast na cztery koła przekłada się na natychmiastowe wgniatanie w fotel.

W ustawieniach sterowania pojazdu można włączyć tryb tzw. prowadzenia jednym pedałem. Otóż kiedy w czasie jazdy odpuszcza się gaz, auto na tyle odczuwalnie hamuje, że przy umiejętnym przewidywaniu sytuacji na drodze, w zasadzie nie trzeba używać hamulca, by być sprawnym i bezpiecznym uczestnikiem ruchu drogowego (dla ścisłości – światła stop same zaświecają się przy odpowiednim zwalnianiu). I dlatego wedle przewidywań serwisu, pierwszy raz klocki hamulcowe planuje się wymienić przy przebiegu około 120 tys. km.

W ogóle samo rozpoczęcie jazdy uproszono do maksimum. Nie ma już przycisku start – wystarczy przełączyć dźwignię w pozycję ”D” i już jedziesz.

Gdyby ktoś nie potrzebował tak wyrafinowanych osiągów, są też tańsze o 31 tys. zł (a w zasadzie to te mocniejsze wymagają takiej dopłaty) odmiany C40 Recharge i XC40 Recharge z jednym silnikiem elektrycznym o mocy 231 KM, który napędza przednią oś. Dysponuje przyspieszeniem na poziomie 7,4 s, ale gdyby korzystać ze wspomnianej rekuperacji w trybie prowadzenia tzw. jednym pedałem i pokonać cały dystans w mieście, teoretycznie można uzyskać nawet do 610 km zasięgu.

W standardzie obydwie nowości mają pokładowy system usługi Google. Łącząc się z własnym kontem, mamy wręcz nieograniczony dostęp do aplikacji i wygód. Ciekawostką jest głosowy system wspomagania – wypowiadając (póki co jeszcze nie w języku polskim) komunikat „Hej, Google”, a następnie prośbę, system służy pomocą: Hej, Google, gdzie jest najbliższa ładowarka? Hej, Google, co mam zaplanowane na dziś? Hej, Google, dodaj mleko do dzisiejszej listy zakupów.

Wsparcie sieci jest dzisiaj nieodzowną częścią funkcjonowania nowoczesnego samochodu. Dlatego Volvo szybko wprowadziło też możliwość zamówienia swojego pierwszego elektryka właśnie przez smartfon. No to na początek podładujcie przynajmniej telefon.

Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: arch. Volvo

Volvo C40 Recharge – cena od 216 900 zł
Volvo XC40 Recharge – cena od 209 900 zł

Nord Auto

Olsztyn, al. Warszawska 117d

nordauto-olsztyn.volvocars-partner.pl

fb/VolvoNordAuto