Janusz Ciepliński, dyrektor Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej w Olsztynie, z czerwonym kłębkiem włóczki

Filharmonia Warmińsko-Mazurska świętuje 80-lecie. Rozmowa z dyrektorem

80 lat historii, ale energia jak w dzień otwarcia. Dyrektor Janusz Ciepliński mówi o wyjątkowości Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej, emocjach zapisanych w nutach, sile wspólnoty i muzyce jako zwierciadle świata.

Co wyróżnia Filharmonię Warmińsko-Mazurską?

Filharmonia Warmińsko-Mazurska to instytucja łącząca klasykę z odwagą eksperymentu. Pod batutą dyrektora Janusza Cieplińskiego promuje muzykę jako wspólnotowe doświadczenie, angażując melomanów, dzieci, artystów i organizacje społeczne.

Pierwsza liga z ambicją ekstraklasy

MADE IN: W jakiej lidze gra dziś Filharmonia Warmińsko-Mazurska?
Janusz Ciepliński: W świecie instytucji muzycznych nie ma rankingów, ale powiedziałbym, że to pierwsza liga z ambicją wejścia do ekstraklasy. Na pewno budowa organów podniesie nasz prestiż i otworzy nowe możliwości repertuarowe. To będzie prezent na 150. rocznicę urodzin Feliksa Nowowiejskiego w 2027 roku. Jesteśmy mniejsi, niż filharmonie w Warszawie czy Wrocławiu, ale mamy coś, co nazywam „wariacką energią”. Dzięki niej możemy być dostrzegani poza regionem.

Konserwatyzm z energią eksperymentu

Na czym polega to „wariactwo”?
Na odwadze i wyobraźni. Mamy pełne worki pomysłów! Oczywiście nie zmieniamy nutowego zapisu klasyków – to kanon, którego nie godzi się naruszać. Ale możemy eksperymentować z formą prezentacji, łączeniem gatunków, zestawianiem muzyki z innymi dziedzinami sztuki. Filharmonia nie jest „kanarkiem w złotej klatce”. To wspólnota: muzyków, melomanów, dzieci i dorosłych, tych, którzy przychodzą na koncerty, mediów i wszystkich czujących więź z kulturą wysoką.

Publiczność oczekuje celebracji, nie rewolucji

Czy publiczność oczekuje od was rewolucji?
Paradoksalnie nie. Zwłaszcza młodzi coraz częściej chcą konserwatyzmu w dobrym sensie – elegancji i wyjątkowości chwili. Koncert ma być odświętnym wydarzeniem. Oczywiście nie chodzi o budowanie sztucznych barier – nie wyprosimy nikogo, kto przyjdzie w dżinsach, ale to trochę jak uroczystość ślubna: na co dzień chodzimy zwyczajnie, a w ważnych momentach podkreślamy strojem wagę chwili. Myślę, że wraca moda na uważność i celebrację. A wszechobecną sztuczną inteligencję, która jest znakiem czasu również w sztuce, wykorzystujemy nie na scenie, lecz w marketingu, w analizie trendów czy badaniu oczekiwań odbiorców.

Jubileusz jako spojrzenie w przeszłość i przyszłość

Jubileusz to czas wspomnień czy patrzenia w przyszłość?
I jedno, i drugie. To wspomnienie pierwszego koncertu w 1946 roku, hołd dla odwagi i wizjonerstwa naszych pionierów, ale też dla wszystkich nie zawsze widocznych i docenionych pracowników, którzy na co dzień tworzyli i nadal tworzą muzyczne życie Olsztyna. Stawiamy na różnorodność nie tylko gatunkową. W programie koncertu inauguracyjnego „Pieśń Ziemi” pojawia się muzyka Nowowiejskiego, Bach obok symfonii „Doctor Atomic” Johna Adamsa, inspirowanej historią Projektu Manhattan. To utwór, który prowokuje ważne pytanie: czy bomba atomowa była przekleństwem, czy paradoksalnym błogosławieństwem, które zatrzymało świat przed kolejną wojną światową? I do czego zdolny jest człowiek? Jaka przyszłość czeka naszą planetę?

Muzyka odbiciem świata i czasu

Muzyka jako zwierciadło świata?
Kultura nigdy nie była wieżą z kości słoniowej. Kompozytor zapisuje w nutach swoje doświadczenia: wojny, choroby, kryzysy. Dziś, w cieniu wojny na Ukrainie, odczuwamy to jeszcze mocniej, bo mamy w orkiestrze muzyków z tego kraju. To daje poczucie, że nie jesteśmy obok, ale w samym centrum wydarzeń. Dlatego nie chcemy karać rosyjskich twórców za zbrodnie polityków – wielu z nich także było ofiarami systemu. Symbolem jubileuszu jest czerwona nić łącząca pokolenia, estradę z widownią, mistrzów z uczniami. Chcemy łączyć ludzi ponad polityką i podziałami, ale też łączyć muzykę z historią, z pamięcią miejsca.

Filharmonia jako wspólnota

Stąd m.in. pomysł, by koncert symfoniczny towarzyszył rocznicy Bitwy pod Grunwaldem?
Filharmonia nie jest samotną wyspą. Chcemy współpracować z innymi: z Teatrem Lalek, Teatrem Jaracza, Muzeum Bitwy pod Grunwaldem czy Muzeum Etnograficznym. Inspirujemy się nawzajem. Chcemy też otworzyć się na chóry amatorskie i organizacje pozarządowe. Filharmonia powinna być domem otwartym, punktem odniesienia, miejscem spotkań ludzi. Muzyka i kultura muszą trwać niezależnie od tego, co dzieje się wokół. To wspólnota piękna i emocji. Jesteśmy jak drzewo mocno zakorzenione w ziemi, a jednocześnie wyciągające konary w przyszłość i liście ku światłu.

Rozmawiała: Beata Waś, Obraz: Tomasz Wróblewski


Najczęściej zadawane pytania:

Kto jest dyrektorem Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej?

Janusz Ciepliński, który odważnie łączy konserwatyzm z eksperymentem, otwierając filharmonię na lokalną społeczność i nowe konteksty.

Czy Filharmonia Warmińsko-Mazurska współpracuje z innymi instytucjami?

Tak, Filharmonia współdziała z Teatrem Jaracza, Muzeum Bitwy pod Grunwaldem, Teatrem Lalek i organizacjami pozarządowymi, rozwijając wspólne projekty.

Jak Filharmonia Warmińsko-Mazurska reaguje na współczesne wydarzenia i trendy?

W muzyce odnosi się do współczesnych pytań, np. w programie koncertów pojawiają się utwory inspirowane historią atomu, wojną czy zmianami społecznymi.