Po raz pierwszy w Polsce kibice będą emocjonować się mistrzostwami Europy w siatkówce plażowej. Wiadomo gdzie – naturalnie w Starych Jabłonkach. O fenomenie wielkich imprez w małej wiosce opowiada Tomasz Dowgiałło, dyrektor turnieju.
| Mistrzostwa Europy w siatkówce plażowej w Starych Jabłonkach odbędą się w dniach 12–16 sierpnia 2026 roku na terenach przy Hotelu Anders. Legendarny mazurski turniej gromadzi po 32 najlepsze drużyny męskie i żeńskie, które rywalizować będą na sześciu profesjonalnych boiskach oraz stadionie głównym dla 4500 widzów. |
Siatkówka plażowa w Starych Jabłonkach – jak to się zaczęło?
MADE IN: Czujecie się ojcami tej dyscypliny w Polsce?
Tomasz Dowgiałło: W tej profesjonalnej skali zdecydowanie tak.
Szef europejskiej federacji siatkówki plażowej uświadomił mi, że jesteśmy najstarszym i najbardziej doświadczonym na świecie aktywnym promotorem dyscypliny. I pomyślałem sobie: kurczę, fajna historia się napisała.
Niedawno spotkałem się na kongresie z organizatorem turniejów siatkówki plażowej z Mysłowic, który powiedział mi: „kiedyś staraliśmy się z wami rywalizować, ale jak tak wystrzeliliście, to staliście się niedoścignionym wzorem”.
Ale z nieba ten splendor nie spadł.
Zaczęło się od nieodżałowanego Piotra Koczana, który przyszedł z pomysłem do mojego taty, Andrzeja Dowgiałło, przekonując go, by ten przysłowiowy piasek wysypać przy Hotelu Anders i grać w siatkówkę plażową, tak jak za oceanem, gdzie to wszystko podpatrzył.
Koczan wspominał mi też kiedyś w wywiadzie, że wielu osobom próbował zaszczepić ten koncept, ale właśnie poza twoim tatą nikt nie wykazał zainteresowania.
Początkowo to był pomysł na promocję tego wyjątkowego miejsca, jakim są Stare Jabłonki i naszego Hotelu Anders. Plaża jest, widowiskowy sport na świeżym powietrzu, a Olsztyn siatkówką stoi, więc czemu nie.
Fenomen turnieju na Mazurach – z lasu na trybuny
Od niemal ćwierć wieku zorganizowaliście przeróżnej rangi zawody, włącznie z mistrzostwami świata. Jak w świecie reaguje się dzisiaj na nazwę mazurskiej wsi Stare Jabłonki?
Dla zawodników, sędziów, kibiców kojarzy się ona przede wszystkim z naszą niesamowitą gościnnością i rodzinną atmosferą. A umówmy się, że przeszło 20 lat temu dla wielu przyjezdnych był to kierunek dość egzotyczny. Pamiętam, kiedy na pierwsze turnieje woziliśmy zawodników z warszawskiego lotniska, jeszcze tą starą, wąską „siódemką”, a im bliżej hotelu, tym jeszcze węższą, więc z niepokojem pytali, gdzie ich wywozimy. Z kolei kiedy widzieli wielki stadion przy plaży na wsi, dziwili się, skąd tu niby mają się wziąć ludzie na tych trybunach. Tata wtedy zażartował, że z lasu wyjdą.
Ci zawodnicy byli przyzwyczajeni do turniejów w Berlinie czy Copacabana w Rio de Janeiro. I myślę, że te Stare Jabłonki odczarowały trochę obraz organizatorów – że nie trzeba być światową lokalizacją, a można być małą wsią, by coś ciekawego zrobić.
Kiedyś komisarz ds. technicznych powiedział nam: „boję się, że te trybuny na 3000 ludzi na wsi będą puste”. A kiedy na zawodach zobaczył komplet, skwitował z niedowierzaniem: „u nas w Londynie taka frekwencja jest tylko na finale”.
Pozytywnie wszystkich zaskoczyliśmy i ta legenda każdego roku tylko rosła. A po latach i zawodnicy, i kibice jednym głosem już mówili: tu jest taka atmosfera, że po prostu chce się przyjeżdżać. Mało tego, podkreślali, że tu chcą dawać od siebie więcej, niż gdzie indziej.
Po ubiegłorocznym finale zwycięzcy Szwajcarzy przy ceremonii medalowej powiedzieli: „niby mała wioska, a tu taka impreza”. Zrobiło się tu trochę takie Monte Carlo siatkówki plażowej.
Odwrotnie – wiele osób ogląda w światowych telewizjach nasze mecze, te wielkie trybuny, a kiedy zdarza się, że ktoś turystycznie wpadnie tu poza turniejem, bo został natchniony, pyta nas – przepraszam, a gdzie to wszystko jest? Mają wyobrażenie kurortu, deptaków i portu z jachtami.
Na pewno przez te turnieje liczba mieszkańców Starych Jabłonek podwoiła się, choć wynik ciągle jest kameralny: z 300 na 600. Ale gospodarczo patrząc, ruch w branży nieruchomości jest tu spory.
Promocja regionu i polskie pierogi na turnieju FIVB
A jak poszło z tą zamierzoną promocją samego hotelu?
Twardych danych nie znamy, ale to, że każdego roku mamy motywację, by robić kolejny turniej, znaczy, że wierzymy w tę większą rozpoznawalność obiektu. O ile początkowo myśleliśmy o promocji hotelu, potem gminy, to kiedy 13 lat temu ściągnęliśmy mistrzostwa świata, ta promocja dotyczyła już w zasadzie Polski, bo kilkadziesiąt godzin transmisji w przeszło stu krajach ma już swoją moc oddziaływania.
Dzisiaj traktujemy to już jako misję dla innych. Widząc kilka tysięcy zadowolonych kibiców, czuję w tym sens.
A co zdarza ci się usłyszeć od samych zawodników?
Któregoś turnieju szedłem z samego rana na boiska przy plaży i widziałem ten znany magiczny obrazek: facet siedzi na pomoście i patrzy na wschód słońca. I im bliżej niego byłem, tym bardzie dostrzegałem w nim podobieństwo do słynnego brazylijskiego tenisisty Gustavo Kuertena, byłego lidera rankingu ATP. Sam gram w tenisa, więc postać doskonale kojarzyłem, jednak pomyślałem sobie: niemożliwe, że to on. Ale podszedłem, przedstawiłem się. Okazało się, że był na naszym turnieju jako partner Brazylijki, która akurat wygrała zawody. I powiedział mi: „od zawsze słyszę o tych magicznych Starych Jabłonkach, nie wiedząc do końca co to jest, więc przyleciałem przekonać się na własne oczy. I niby nic tu nie ma, a chce się tu być”.
Po turniejach chcą zostawać jeszcze na trochę?
Widzimy, że zawodnicy na kolejne turnieje często zabierają już swoje rodziny. A mamy i takich, którzy przyjeżdżają tu po sezonie, a nawet dopiero po zakończeniu kariery.
Wasz hotel słynie z regionalnej kuchni. Zawodnicy zjeżdżający ze świata mają jakieś egzotyczne zachcianki czy delektują się naszym jedzeniem?
Przy pierwszych zawodach dostawaliśmy 350-stronicową książkę, która jest swego rodzaju biblią organizatorów. I z 15 stron dotyczy samego jedzenia – jakie ono powinno być. A my z każdym rokiem przemycaliśmy coraz więcej polskiej kuchni: pierogów, pyz, schabowych…
Trochę mało sportowe menu.
Tak, ale okazało się, że to robiło największą furorę, a dla niektórych zawodników stało się potem kultowe.
Festiwal rodzinny i walka z nawałnicami
Załóżmy, że ktoś nigdy nie był na tym turnieju, a niekoniecznie jest fanem siatkówki. Dlaczego powinien poczuć to zjawisko?
Sama siatkówka plażowa to dynamiczny, estetyczny, atrakcyjny, nawet sexi sport, bo sylwetki piękne, a stroje skąpe. Ale od początku podchodziliśmy do wydarzenia, by każdy znalazł na nim swoją atrakcję i poza sportem. Dzisiaj tu już niemal festiwal rodzinny. Dla dzieci jest tyle atrakcji, że przez cały dzień nie będą się nudzić. Zresztą 100-osobowy zespół profesjonalistów pracuje na to, by nikt się nie nudził.
Śpisz przed samym turniejem, kiedy prognozy zwiastują deszcz?
Skłamałbym, gdybym powiedział, że się tym kompletnie nie przejmuję. Pamiętam 2011 rok, kiedy wstałem rano w dniu finałów, skrajnie zmęczony, a z nieba lał deszcz. I łudziłem się: kto tu przyjdzie na te trybuny? Poszedłem na stadion, a na cztery godziny przed meczem były już w połowie zajęte. I od wtedy przestałem stresować się pogodą.
A tak żartem dodając, kiedyś z tatą ustaliliśmy, że skoro ona ma tatę w niebie, wysłannika tam na górze, to ja odpowiadam za organizację, a on za pogodę. A tak naprawdę to nie pogoda przerywa dzisiaj mecze, a chwilowy brak internetu, bo wszystko jest transmitowane w świat w streamingu.
Na resztę jesteśmy już zahartowani – graliśmy przy temperaturze 12 stopni, nawałnica zalała nam boisko i trzeba było przekopać je. A moja żona w ciąży nosiła worki z piaskiem, by budować tamę…
Kanadyjski certyfikat na mazurski piasek
No właśnie, czego nauczyliście się o sobie i o regionie po tych przeszło 20 latach turniejów?
To, że kibice chcą ich i że my w ten projekt wierzymy, to wciąż niewiele. Muszą być jeszcze ludzie, którzy to zorganizują i sponsorzy, którzy pozwolą zbudować budżet.
Siłą tego wszystkiego jest nasz zespół, który nad tym pracuje. Pamiętam, że do pierwszego turnieju poprosiłem o pomoc kolegę ze studiów, byliśmy wówczas na piątym roku zarządzania. I tak te dwa miesiące pomocy przeciągnęły się, że właśnie mija nam 23 lata współpracy, a mówię o Danielu Błaszkiewiczu, dyrektorze Hotelu Anders. Takich osób, które są z nami od początku, jest wiele. To jest fenomen. Że ta siatkówka przyjęła się w tym nienaturalnym środowisku, w małej wsi, a nie np. modnym Sopocie – sam nie potrafię tego socjologicznego zjawiska zrozumieć. Zaczęliśmy od mistrzostw województwa i dwóch boisk, a potem po prostu chcieliśmy tylko coś ulepszać.
Jak to twój tata kiedyś zacytował Juliusza Cezara: piłka została rzucona. Na deser zostawiłem piasek, bo ponoć to nie jest ot, taki sobie piasek.
To jest piasek, który spędza mi sen z powiek, bo jest najważniejszym elementem tej imprezy. Ma kanadyjski certyfikat, musi spełniać precyzyjne parametry. Czerpiemy go z Mazur, z Żabiego Rogu, ale próbki wysyłamy właśnie do Kanady. Musi być higienicznie czysty, bez bakterii i mieć swoją ziarnistość, bo np. taki nisko ziarnisty znad morza jest niebezpieczny dla zawodników ze względu na swoją twardość. Nasz ma ziarna o średnicy 0,04 do 1,7 mm. Co roku trzeba dowozić około 60 ton na jedno boisko, a potem specjalną maszyną czyścić.
Najczęściej zadawane pytania:
Turniej EuroBeachVolley w Starych Jabłonkach zostanie rozegrany w dniach 12–16 sierpnia 2026 roku.
Impreza i infrastruktura sportowa zlokalizowane są na plaży i terenach bezpośrednio przylegających do Hotelu Anders w Starych Jabłonkach.
W mistrzostwach wystąpią po 32 profesjonalne drużyny w kategorii męskiej oraz żeńskiej. Rozgrywki będą prowadzone na sześciu boiskach, w tym na stadionie głównym o pojemności 4500 widzów.
Rozmawiał: Rafał Radzymiński
Obraz: arch. Hotelu Anders
Mistrzostwa Europy w siatkówce plażowej
Stare Jabłonki, 12–16 sierpnia 2026
Zagrają po 32 drużyny męskie i żeńskie – sześć profesjonalnych boisk, w tym stadion główny na 4500 widzów.
ebv2026.pl





