Z intymnej historii matki i córki w spektrum autyzmu powstała uniwersalna opowieść o dojrzewaniu i inności. Eliza Kącka, pochodząca z Lidzbarka Warmińskiego pisarka, opowiada o tym, jak książka „Wczoraj byłaś zła na zielono” zmieniła jej życie – i jaką rolę w tej historii odgrywa Warmia.
Czego dotyczy książka Elizy Kąckiej „Wczoraj byłaś zła na zielono”?To autobiograficzna opowieść o relacji matki i córki w spektrum autyzmu. Eliza Kącka łączy osobistą perspektywę z literacką formą, tworząc historię o bliskości, inności i dojrzewaniu. Książka zdobyła uznanie krytyki i czytelników, a jej siłą jest autentyczność i uniwersalność doświadczeń. |
Życie po nagrodach i publikacji
MADE IN: Jak wygląda twoje życie po publikacji książki „Wczoraj byłaś zła na zielono” i odebraniu nagród literackich? Czy oprócz rozpoznawalności, zmieniło się coś np. w sposobie patrzenia na własne doświadczenia?
Eliza Kącka: Tak, nie pomyślałabym, że tylu ludzi może – na różnej zasadzie – odnaleźć się w tej opowieści. Że będzie ona miała inną ważność dla matek, (niekoniecznie tylko dla matek dzieci w spektrum), a inną dla tych, którzy odbiorą tę historię jako bardziej uniwersalną. Mówiąc to – uświadamiam sobie – rozgraniczam dość arbitralnie „grupy odbiorcze”, a dostawałam i listy od matek-akademiczek lub matek-pisarek, niezwykle wnikliwe, poruszające. Odkryłam, że moja historia ma duży potencjał uniwersalności, a zarazem, jak wielu z nas mierzy się z analogicznymi wyzwaniami.
I naprawdę nie nawiązuję tylko do spektrum: problem relacji, dialogu z Innym jest szerokozasięgowy.
O pisaniu osobistym i cenie szczerości
Dotąd nie pisałaś prozy zakorzenionej tak jawnie we własnej biografii. Jaka jest cena tego? Oprócz nagród i pozytywnego feedbacku dociera też hejt, głos krytyki?
Oczywiście, docierają różne hejty. Hejtuje się formę: bo matka powinna pisać historie proste, a nie wysublimowane. Bo nie wierzy się w to, że dziecko akceptuje rozmowę o spektrum i mniema się, że naruszyłam jego własne tabu. Wreszcie: bo uważa się, że napisałam tę książkę z intencją emocjonalnego szantażu lub z przymusu wyżalenia się. Co istotne: zazwyczaj są to ataki i docinki tych, którzy nie czytali i nie zamierzają przeczytać.
Unikanie etykiet i medykalizacji
W książce ani razu nie pada słowo „autyzm” – czy świadomie unikałaś języka diagnoz i medycznych etykiet?
Owszem, unikałam go świadomie – z kilku powodów. Raz, że bardzo zależało mi na indywidualizacji opowieści.
Nie chciałam, by słowo „spektrum” okazało się poznawczą formatką, by inni „przykładali” casus mojej córki do swoich wyobrażeń o autyzmie.
Wierzyłam, że niektóre stany, sytuacje, zdarzenia zobaczą dzięki temu nieuprzedzonym okiem. W spektrum nie zawiera się cały człowiek. Nadto unikałam medykalizacji – nie jako oponentka posiadania diagnozy, ale jako osoba zbuntowana przeciw redukcji człowieka do diagnozy.
Książka balansuje między autentycznością a literackością. Jak znalazłaś granicę tego, co chcesz pokazać czytelnikom, a co pozostawić tylko dla siebie i Rudej (pseudonim córki w powieści – red.)?
Część selekcji dokonała się w moich rozmowach z córką – widziałam jak na różne rzeczy reaguje. Wielu sytuacji sama nie chciałam spisywać: czasem nie były mi przydatne literacko, czasem za bardzo dotyczyły mnie samej, a nie byłyby produktywne w budowaniu świata w związku z córką właśnie. Starałam się dbać o proporcje. Chciałam opisać zwłaszcza to, co pozwala eksponować autonomię i wartość jej świata: wyobraźni, odczuć, języka, woli. Na ile mam do tego dostęp – literacki i psychiczny.
Odbiór czytelników i dialog z widzem teatralnym
Dostałaś wiele opinii od czytelników. Jakie szczególnie cię poruszyły?
Szczególnie poruszyły mnie wyznania matek, a zarazem pisarek. One przeczytały tę książkę na kilku naraz poziomach. Poruszała mnie praca z reżyserką – Anną Augustynowicz, jej lektura książki jako traktatu o inności jako takiej, o próbach dojścia do drugiego. Poruszały mnie wyznania, że kogoś ośmieliłam, by nie wstydzić się niekonwencjonalnego zachowania dziecka, by przy nim stać. I to się zdarzało dość często. Cieszą mnie powracające rozmowy o materii literackiej, jak i o uniwersalności opowieści.
Mówi się w Polsce o kryzysie czytelnictwa, ale na targi książki przychodzą tłumy. Czy autentyczność i szczerość w przekazie są dzisiaj w cenie bardziej niż fikcyjne historie?
Możliwe, że historie osobiste bywają bliższe czytelnikom, ale trudno tu uogólniać, bo i te są różnogatunkowe. Bywają proste w konsumpcji czysto literackiej, za to drastyczne w zawartości. Bywa i odwrotnie. Tłumy na targach przychodzą zazwyczaj do konkretnych autorów, ale i przez wzgląd na literaturę gatunkową. Literatura „Young Adult” ma się targowo znacznie lepiej, niż literatura artystyczna, to jasne. Proporcje są aż nazbyt widoczne. „Młodzi czytają, ale nie nas” – rzucił mi kolega. Nie jest tak do końca, bywa, że i nas, ale jesteśmy w mniejszości.
Społeczna zmiana i spektrum autyzmu dziś
Pokazujesz świat społeczny – reakcje, rady na zmagania z innością. Czy widzisz różnice między dzisiejszą sytuacją dzieci odmiennych i tą, która była te prawie 20 lat temu, gdy urodziła się córka? Dojrzeliśmy jako społeczeństwo przez dwie dekady?
Widzę. Mniej dziwimy się zachowaniom „dziwnym”, odmienności. Autyzm – gdy moja córka była diagnozowana – znacznie częściej brany był za piętno, wyrok, niż to się dzieje dziś. Poszerzyły się parametry oglądu, diagnoz, ich powszechności: sensy niektórych poszerzeń się dyskutuje, ale nie da się ukryć, że bycie w spektrum jest już sytuacją mniej egzotyczną niż kiedyś. Niekoniecznie przekłada się to na standardy opieki, na zaplecze instytucjonalne: tu ciągle jest kiepsko i mamy przed sobą społecznie wielkie wyzwania.
Warmia jako przestrzeń emocjonalna i twórcza
Jak warmińska natura, krajobrazy i atmosfera regionu wpłynęły na twoją wrażliwość, twórczość?
Wpłynęły zasadniczo, acz naturę warmińską zaczęłam mocniej percypować dopiero jako matka. Wcześniej ustawiała mi wyobraźnię umiarkowanie, choć w moich poprzednich książkach (innych formalnie) surowość torowisk, las, mosty znajdują dla siebie jakieś miejsce, rezonans. Kiedy pojawiła się Ruda i zaczęłam chodzić z wózkiem, a później i z nią samą po lasach, łąkach, wiaduktach, natura warmińska stała się dla mnie wartością autonomiczną. Zasila książkę.
Między Warmią a Warszawą
Mieszkasz w Warszawie, ale wracasz na Warmię – jak odnajdujesz się między tymi dwoma światami? Gdzie czujesz się bardziej u siebie?
Trudno powiedzieć. Jako maturzystka warszawska i wczesna studentka chętniej widziałam się jako emocjonalna obywatelka Warszawy, zwłaszcza że rodzina mojej mamy jest zasadniczo warszawska i oswajałam Mazowsze od dziecka. Nigdy to nie przerwało więzi z Warmią, a gdy wróciłam w rodzinne strony, by urodzić córkę i zacząć się nią opiekować, poczułam z warmińskością silniejszy związek. Wolę myśleć o sobie jak o przynależnościowej hybrydzie.
Żyję i pracuję w Warszawie, ale składam się z Warmii w większym stopniu, niż kiedyś myślałam.
Warmińskie miejsca bliskie córce
Gdzie zabierasz córkę, gdy odwiedzacie ten region razem?
Córka nadal lubi okoliczne lasy i jeziora. Kiedy ja byłam mała, jeździliśmy do Kłębowa, nad jezioro, na spacer. Straciłam więź z tym miejscem, a dla niej jest już niemal anonimowe. Ostatnio była ze mną w Olsztynie i bardzo jej się podobało. Generalnie jednak osią naszej warmińskości pozostaje Lidzbark, po prostu. Ma swoje ulubione miejsca w mieście.
Książka „Wczoraj byłaś zła na zielono” powstawała kilka lat – jej fragmenty pisałaś również na Warmii?
Nie, wypuszczałam się na Warmię tylko mocą wspomnień, wyobraźni. Ledwie kilka zdań książki spisałam w domu rodzinnym. Co nie znaczy, że nie bilokowałam się emocjonalnie.
Spektakl jako interpretacja książki
Sceniczna adaptacja książki była w listopadzie pokazywana w ramach Olsztyńskich Spotkań Teatralnych. Czy spektakl ma równie pozytywny odbiór jak książka?
Zasadniczo spotykam się z bardzo dobrym odbiorem. Spektakl jest autonomicznym dziełem Anny Augustynowicz, choć „gra” się tu fragmentami, frazami z książki, a nie osobno upisanym tekstem. Warto o tym pamiętać, że nie jest to próba skompaktowania treści książki, lecz interpretacja. Ci, którzy czytali „Wczoraj…” przed wizytą w teatrze, porównują, dyskutują. Inni sięgają po książkę, zaciekawieni tym, z czym się spotkali. Co cieszy.
Masz na warsztacie kolejną książkę?
Mam pomysł na kolejną, a na warsztacie na razie kilka rzeczy o mniejszych rozmiarach. Na razie książka ostatnia zatrudnia mnie bardzo i trudno się od niej uwolnić.
Rozmawiała: Beata Waś, obraz: Grażyna Makara
Najczęściej zadawane pytania:
Tak, jednak autorka unika bezpośrednich etykiet i medycznego języka. To osobista i literacka opowieść o relacji matki i córki w spektrum autyzmu.
Aby nie redukować postaci do diagnozy i zachować indywidualny, nielabelowany przekaz. Autorka chciała pokazać człowieka, a nie przypadek kliniczny.
Tak, Warmia to przestrzeń dzieciństwa, macierzyństwa i emocji. Przyroda, miasta i krajobrazy regionu w znaczący sposób ukształtowały wrażliwość autorki.



