POROZMAWIAJMY PRZY WINIE

Warmia i Mazury turystycznie – czyli jak? Latami żonglujemy wyświechtanymi hasłami o walorach regionu, ale czy trafiliśmy kiedyś w sedno zagadnienia? Do debaty na temat potencjału regionu zaprosiliśmy praktyków – Marcina Wiechowskiego* i Tomasza Dowgiałło**.

MADE IN: Pytanie na otwarcie: białe czy czerwone?

Piotr Dyjak (gospodarz Provincji): Stary żart winiarski mówi: wezmę Chianti, tylko czerwone, bo białego nie lubię (białe Chianti nie istnieje – red.).

W ramach solidarności zaproponowałem włoskie czerwone wino z Toskanii, tam mają największe problemy w walce z wirusem. Producent La Spinetta.

Tomasz Dowgiałło: To rejon, który miałem odkryć na ubiegłorocznej wyprawie kamperowej, ale że tak dobrze było w Wenecji, już nie starczyło czasu. Jak dobrze się sytuacja ułoży, to w tym roku może jeszcze pojadę tropem wspomnianego wina. 

Marcin, planowałeś winnicę założyć na Warmii, ale skupiłeś się na cydrze.

Marcin Wiechowski: Jeszcze nie zarzuciłem pomysłu. Byliśmy bliżej założenia winnicy właśnie we Włoszech, niż tego, by osiąść na Warmii. Razem z żoną sporo mieszkaliśmy i pracowaliśmy za granicą, więc trochę nas ciągnęło do Polski. A że na Warmii na winnicę jeszcze nie ten klimat, zajęliśmy się jabłkami i ich fermentacją. Dlatego powstała cydrownia.

Tomasz: W Rynie chcemy odtworzyć winnicę, bo w czasach historycznych powstawało tu wino. Zachowało się dobrze nasłonecznione zbocze. Jest na to plan, więc może i my nawiążemy do winiarstwa, choć nam bardziej chodzi o odtworzenie historii.

Weszliśmy niechcący na produkty turystyczne Warmii i Mazur. Jakie moglibyśmy mieć jeszcze w portfolio?

Tomasz: Jakby nie patrzeć, głównym produktem jest natura – to magnes dla ludzi, którzy tu przyjeżdżają. I klucz do promocji. Cała reszta to otoczka. Ściągniemy i amatorów pięciogwiazdkowych hoteli, i pól namiotowych. Cieszę się, że ludzie zmieniają postrzeganie naszego regionu i nie przyjeżdżają tu po słońce, ale by szukać atrakcji. Doceniamy też dobrze skomunikowane miejsca. Po naszym Hotelu Anders, który jest teraz blisko ekspresówki Gdańsk-Warszawa, widać jak ten ruch turystyczny rośnie. Przestawiamy się z klienta biznesowego na indywidualnego. 

No właśnie, drogi w regionie – kwestia tak samo ważna, co i drażliwa. Podzielcie się opiniami, bo ta przysłowiowa wioska z brukiem pośrodku pięknie się prezentuje, ale… 

Marcin: …ale spójrzmy też na nią z punktu widzenia mieszkańca. Bo ja właśnie widzę to i jako właściciel agroturystyki, i mieszkaniec, który chce pojechać na zakupy, z dziećmi na zajęcia i do gminy sprawy załatwić. Zapominamy często – mówiąc o miejscach, które są produktem turystycznym – że tam też mieszkają ludzie. Rozumiem, że robienie z Warmii skansenu jest ciekawe do opowiadania, ale stoi to w sprzeczności do ludzi, którzy tam mieszkają. Nie inwestując w infrastrukturę, a tworząc pozornie miejsca idylliczne, zniechęcamy miejscowych ludzi do rozwijania własnych biznesów, a to oni tworzą te miejsca, kształtują ich rozwój, zatrudniają ludzi z okolicy, wychowują tam dzieci. Więc te urocze wioseczki będą żyć, póki będą chcieli w nich żyć ludzie. Ale ci ludzie to nie są turyści wpadający na weekend, tylko ci, którzy są tam całym rokiem.

Tomasz: Dlatego w tym układzie drogowym musi być zachowany balans. Jesienią dojeżdżałem do urokliwie położonego kempingu szutrówką. Było super, ale to było ostatnich kilkaset metrów. Gdybym miał tak jechać kilkanaście kilometrów, już nie byłoby super. Niech zatem będzie porządna droga przez Mazury, ale potem rozjeżdżajmy się w różne strony dobrymi, ale już lokalnymi.

Marcin: No właśnie, nie silmy się na budowę nowych dróg, tylko wyremontujmy i uporządkujmy istniejące. Ja na swojej drodze powiatowej każdego roku zostawiam zawieszenie samochodu.

Jaką wizję turystyczną regionu widzicie za, powiedzmy, dwie dekady? Gdzie znaleźć tę harmonię, by zostawić piękne dziewicze jezioro, ale i mieć nad nim prężny hotel z przystanią na motorówki. Czyli filozoficznie pytając: jak zjeść ciastko i mieć ciastko?

Marcin: Od naszych gości słyszę, że jadąc na Warmią albo Mazury, nie rozgraniczają tego geograficznie, a raczej oczekiwaniami. Na Warmii szukają lokalnego serowara, urokliwej kapliczki, jakościowej i ekologicznej turystyki, więcej dziczy, a na Mazurach nastawieni są na więcej luksusu, licząc się ze wzmożonym ruchem.

Tomasz: Zgadzam się. Na Mazurach częściej są goście wygodni, z dużych metropolii, zapracowani, którzy chcą być dobrze obsłużeni, czasem są też obrażeni. I nie ukrywam, że to sprowokowało mnie do podjęcia się spisania przewodnika: jak odpoczywać. Chcę to zrobić nie dla siebie i wyłącznie swoich gości, ale chętnie podzielę się tym, bo to pomoże nam wszystkim: i zarządzającym obiektami, i turystom.

Chętnie przyłączymy się do promowania takiego kodeksu.

Marcin: Trzy lata temu wprowadziliśmy zasadę, że przez całe lato nie przyjmujemy gości na pobyty weekendowe, by nie uczestniczyć w ich nerwowości. Oni kończą pracę w piątek o godz. 18, przyjeżdżają do nas w nocy po długiej podróży, zmęczeni i zdenerwowani, i tak naprawdę w niedzielę rano już myślą o powrocie. Mają 24 godziny wypoczynku. 

A ci, którzy przyjeżdżają na tydzień, wchodzą w zupełnie inny rytm spędzania czasu. Wyluzowują, czytają książkę na hamaku i nawet zapominają, że pytali w mailach o atrakcje w okolicy, by zagospodarować jakoś ten tydzień. Rozmawiają, obcują ze zwierzętami, spacerują. Można pomyśleć – same nudy. Jakby wyczytali takie atrakcje w naszych rozpiskach, to by nigdy nie przyjechali. A okazuje się, że właśnie to ich relaksuje. 

Tomasz: U nas w hotelach goście standardowo pytają: czy jest basen? A potem korzysta z niego góra 15 proc. Rosną oczekiwania turystów, ale nie potrafią przy tym odpoczywać. Zwożą ze sobą nerwy i sprawy, które zostawili. Stąd pomysł, by gości zwyczajnie uczyć formy wypoczynku. Przecież nie po to przyjeżdżamy do hotelu, by siedzieć w ładnym pokoju.

Marcin, na kiedy masz pierwsze wolne terminy w Kwaśny Jabłku?

Marcin: Wakacje sprzedają nam się do końca stycznia. 

Pytamy dlatego, byś dał innym swoją receptę.

Marcin: Nie ma recepty. Ale zachęcamy właścicieli agroturystyk, by odwiedzali nas i wymieniali się doświadczeniami, bo my też się uczymy. Prowadzimy agroturystykę w rozumieniu włoskim czy hiszpańskim, a nie polskim podejściem z lat 90: zaadoptujemy strych dla letników, albo maźniemy białkiem oborę i gotowe. 

Jeśli ktoś zna się na hodowli krów i z automatu myśli, że zna się na agroturystyce, to się myli. To jest rzemiosło, które trzeba poznać i być kompetentnym. Samemu trochę pojeździć po świecie, śledzić trendy, być na bieżąco z branżowymi portalami. To nasz zawód i nasza sztuka. I ważne przy tym, by nie skalować się. Nie po to robimy to co lubimy, by się za chwilę zarżnąć. Trzeba więc znaleźć skalę, która daje jeszcze przyjemność.

Proponujemy standard sprzyjający wypoczynkowi, bez TV i innych rozpraszaczy. Zrezygnowaliśmy z WiFi. I widzimy, że kiedy goście schodzą się do wspólnego stołu i zaczynają rozmawiać ze sobą, szybko zapominają, że przeleciał ich ulubiony serial. 

Bo luksusem jest dzisiaj atencja ludzka. 

Tomasz: Ważna rzecz w turystyce – być jakimś, wyjątkowym, charakterystycznym. Do tego pielęgnować gościnność. Nawet w dużym obiekcie szybko trzeba poznać gości, ich imiona, upodobania. Gość o którego zadbasz, chętniej wróci, poleci innym. A wszystko zaczyna się od nas, właścicieli. Dlatego staramy się traktować pracowników jak rodzinę, a ludzie tę dobrą energię przekażą dalej gościom.

Wytkniesz jakieś błędy hotelarzy?

Tomasz: Zachłysnęliśmy się digitalizacją i supernowoczesnymi technologiami. A ja najchętniej zrobiłbym w recepcji skrytkę na smartfony, by ludzie wreszcie zaczęli odpoczywać bez nich. Podążamy za trendami na rynku, a nie potrzebami. A nie zawsze trendy spełniają oczekiwania. Chcę się z tego wyłamać, bo czy musi być szybki internet i ekran w windzie, który pokaże gdzie teraz trzeba iść?

Marcin: Bolączką jest niedocenianie gastronomii. Serwujmy gościom opowieść o lokalności.

Jak działa na was hasło „konkurencja”?

Marcin: Nie musimy między sobą konkurować, a wzmacniać się. Ponieważ nasza agroturystyka szybko wypłukuje się z wolnych miejsc, polecamy inne miejsca, ale z dobrą jakością, gdyż rekomendacja zobowiązuje. Chcemy zatrzymać turystów w regionie, a nie tylko w naszej agroturystyce. Ktoś pytał zdziwiony: polecasz konkurencję? Więc mówię: jako region jesteśmy w stanie przyjąć więcej ludzi, ale dobrą jakością i dobrą gastronomią. A mamy czym ująć turystów, bo jesteśmy w nieprzemysłowym rejonie, mamy najwięcej w Polsce ekologicznych i jakościowych serowarów na metr kwadratowy i rzeczy, których zazdroszczą nam inne regiony. Tylko ciągle problemem jest połączenie tego w całość. 

Tomasz: Tu działa prosty mechanizm – jeśli ludzie spędzą tu super czas, to wywiozą stąd ciekawe wrażenia.

To jak to spiąć w całość?

Marcin: Byliście kiedyś w miasteczkach w informacji turystycznej? Często czynne albo do godz. 16, a w weekend zamknięte. I służą do wystawy ulotek. Bez własnych inicjatyw. Nie tworzymy łańcucha sieci współpracy i nie łudźmy się, że ktoś odgórnie to ogarnie. Brakuje instytucji działających na obszarze np. kilku gmin, które kreowałyby opowieść o tym rejonie. Brak jakościowej narracji o turystyce. 

Tomasz: Bo nie ma skutecznego stowarzyszenia reprezentującego branżę w regionie. Jeśli ktoś uważa, że stolica Warmii i Mazur nie potrzebuje promocji turystycznej, to jest to smutne. Wielki potencjał, którym nie umiemy się pochwalić. A jest tu atrakcyjnie i latem, i zimą. Ale cóż może zrobić jedna agroturystyka dla globalnej promocji? 

Marcin: Potrzebne jest wsparcie specjalistów, a specjalistami są praktycy.

Tomasz: Zdarzają się urzędnicy z pasją, ale większość z nich ginie w gierkach politycznych. 

Potrzebujemy wielkich atrakcji: nart całorocznych, aquaparków?

Tomasz: One na pewno wspomagałyby atrakcyjność tutejszych hoteli, jednak to wszystko musi wpisywać się w wizję spójną z regionem. Może lepsza byłaby atrakcje np. wielka ścieżka wśród drzew i park wodny z rzeką Pasłęką pośrodku. Niech te pomysły grają z naturą, ekologią i będą wpisane w tożsamość regionu. A tego nie zrobimy rzeczami, które mogą powstać gdziekolwiek indziej w Polsce.

Marcin: Wchodzimy w pomysły z kosmosu, a my jeszcze nie korzystamy w większości z naszych skarbów. A wpiszmy się w trend i stwórzmy np. przedszkola leśne na każdą pogodę, ścieżkę sosny taborskiej z atrakcjami. Znacie? A ściągano je kiedyś z całej Europy na maszty jachtów. Zrobić makietę statku i w każdą pogodę można zwiedzać. Albo ścieżki wzdłuż pięknych rzek z lupami do obserwacji natury. Niewykorzystanym kapitałem są piękne przydrożne kapliczki. Nasi goście wręcz tropią je. To są rzeczy, które określa się jako sexi. I wtedy niech gigantyczne aquaparki buduje mazowieckie gdzie jest brzydko, płasko i nieotynkowane budynki pokryte eternitem. 

Myślę, że jak tu siedzimy w czwórkę, to w pół godziny zrobimy listę rzeczy z naszych lokalnych miejsc, które można wdrożyć już teraz, bez wielkich nakładów. 

Tomasz: Robimy dla ludzi ogniska i wymyśliliśmy im pieczenie jaszczura wypełnionego musem jabłkowym, jak to w Starych Jabłonkach. Pomysł oryginalny i – okazało się – popularny. Nie unikniemy też rosnącej popularności fali caravaningu. Ludzie zakochują się w tej formie turystyki i cały świat obsiany jest przyjaznymi miejscami. Dlatego tworzymy camper park nad samym jeziorem. Z zagranicy zjeżdżają do nas turyści nawet po sezonie, bo nie oczekują tu pogody, a szukają innych walorów. 

Marcin: W włoskim Trentino każde miasteczko ma swoją strefę, gdzie zjeżdża mnóstwo turystów i tworzą równoległy świat. To dobry trop, ale musi za tym iść infrastruktura.

Widzimy też jak silna jest potrzeba wpaść na jedzenie w plenerze. Kilka lat temu zainicjowaliśmy kawiarnię weekendową, dla wsi i gości. Teraz przyjeżdża po 100–150 osób. Po to, by przejść się do lasu, zjeść coś prostego, albo się spotkać, tyle że nie w mieście.

Rozmawiali: Michał Bartoszewicz i Rafał Radzymiński,
obraz: Arek Stankiewicz

Marcin Wiechowski

wraz żona Ewą są twórcami, właścicielami i prowadzącymi jedną z najbardziej cenionych agroturystyk w regionie – Kwaśnie Jabłko pod Włodowem, na terenie którego produkuje się słynny cydr.

Tomasz Dowgiałło

współzarządza Grupą Anders stworzoną przez ojca i promotora turystyki w regionie Andrzeja Dowgiałło. Grupę tworzą popularne obiekty turystyczne: Hotel Krasicki, Zamek Ryn, Hotel Anders, Bajkowy Zakątek, Karczma Warmińska, Gościniec Ryński Młyn oraz biuro podróży Traveland.

Provincja 

Provincja na olsztyńskiej starówce jest miejscem do którego zapraszamy ciekawych gości, debatując na tematy składające się na obraz przedsiębiorczości Warmii i Mazur. Otoczenie starannie wyselekcjonowanych i ściągniętych z cenionych winnic trunki od zawsze sprzyjały biznesowej etykiecie, twórczym spotkaniom, barwnym dyskusjom i towarzyskiemu nastrojowi. Tym bardziej, że w piwniczce Provincji czuć klimat pasji, wiedzy i jakości.

Provincja to nie tylko miejsce spotkań przy lampce wina i przekąskach, ale też sklep z kilkuset gatunkami trunku, wieczory degustacyjne oraz komfortowe apartamenty w zabytkowej kamienicy.

Provincja – Wine Bar & Rooms

Olsztyn, ul. Lelewela 3

provincja.com