Fascynacje samochodowe Krzysztofa Witkowskiego od zawsze były ulokowane w amerykańskiej motoryzacji, którą pobudzało tamtejsze kino. Zwłaszcza filmy akcji w stylu „Szybcy i wściekli”. Choć pickup Krzyśka wydaje się być dalekim od „szybkiego i wściekłego”, to jednak nacechowany jest customową kulturą, która swoje korzenie ma w Kalifornii.
Od Malucha do amerykańskiego pickupa
Ale pierwszą przygodę z samochodami miał z rodzimym Fiatem 126p, bo – jak powtarzał mu tata – każdy początkujący musi nauczyć się jeździć Maluchem, jakby miała to być przepustka do świata każdego jeżdżącego dziwadła. Już po dwóch tygodniach Krzysiek posadził „Malucha” na glebę. W żargonie tunerów samochodowych to obniżenie zawieszenia, by auto faktycznie sprawiało wrażenie, że bliżej gleby stać już nie może.
Pierwszym „amerykanem” Krzyśka był Chevrolet Suburban GMT400 z 1995 roku. Wielki SUV z ośmioma miejscami (częsty bohater amerykańskiego kina), który całej rodzinie służył za… kampera. Tu akurat, zamiast „gleby”, zawieszenie poszło do góry, a kolor zmienił się w odcień kultowej „Sahary 1945”.
Ale poszukiwania tego samochodowego klimatu na styku klasycznego amerykańskiego kina i stylu custom trwały. – Szukałem konkretnego modelu – Chevroleta C10 z samej końcówki lat 70. z napędem na tył – opowiada Krzysiek. – Śledziłem oferty i w Stanach, i w Kanadzie, ale z moim zaplanowanym budżetem mogłem sobie co najwyżej takiego narysować – ironizuje.
Aż trafił go w ogłoszeniu 200 km… od domu. Sprzedawca regularnie obniżał cenę, więc kiedy osiągnęła akceptowalny poziom, umówili się na wizytę. – Powiedziałem sobie, że zrobię tylko jeden test, który zadecyduje o nabyciu pickupa: rozpędzę go do 50 km/h i zahamuję – opisuje wyczerpującą diagnostykę przed zakupem.
„Akcja gleba” i narodziny „Dziada”
Auto okazało się świetnie zachowaną bazą, silnik klasyczne 350 cali sześciennych, czyli 5,7 litra, gaźnik, trzybiegowy automat. Takim „seryjnym” Krzysiek pojeździł rok, po czym auto trafiło do stodoły do znajomego, gdzie rozpoczęła się „akcja gleba”. Tylne zawieszenie poszło w dół aż o 27 cm, przednie – o 24. Takim pojechał na „Kustomhead”, popularny zlot do Wrocławia. – Naoglądałem się pięknie spatynowanych aut, więc kiedy wróciłem, uznałem, że mój jest… za ładny – przytacza.
Jaką metodą postarzał blachę? Niegdyś wytrawiało się ją kwasem solnym, ale wycofano go z powszechnego obiegu. Przypadkiem z pomocą przyszedł rolnik, który opowiedział, że blachy jego rozsiewacza nawozów „pięknie” rdzewieją od roztworu saletry. Pickup ma już swój niepodrabialny styl (Krzysztof zajmuje się tatuażem oraz klasycznym zdobieniem i liternictwem w zgodzie z kulturą hotrodową, a przy okazji kończy studia ze sztuk wizualnych).
Kiedy przewiózł „Dziadem” (taką ksywę ma Chevrolet w rodzinie) kolegę, ten nie mógł wyjść ze zdziwienia jak auto przykuwa uwagę: „Jezu! Wszyscy na nas patrzą!”. Krzysiek na to: „Fakt, w nosie za kierownicą nie podłubiesz sobie, a i na napad na bank nie nadaje się”. Nie to co w amerykańskim kinie.
Najczęściej zadawane pytania:
Krzysztof Witkowski jest właścicielem Chevroleta C10 z końca lat 70., klasycznego amerykańskiego pickupa z napędem na tył.
Jego Chevrolet C10 ma silnik 350 cali sześciennych, czyli 5,7 litra, z gaźnikiem i trzybiegową automatyczną skrzynią biegów.
„Gleba” to określenie obniżenia zawieszenia samochodu. W Chevrolecie C10 Krzysztofa tylne zawieszenie obniżono o 27 cm, a przednie o 24 cm.
Tekst i obraz: Rafał Radzymiński
Podziękowania dla firmy Gałązka Recykling za pomoc w realizacji sesji.




