Magazyn MADE IN przyciągnął Martę z Warszawy, gdzie podbijała
dziennikarski świat, ale magnetyczna siła rodzinnego Olsztyna zwyciężyła.
Jednak życie w stolicy nie przeszkodziło jej wnikliwie śledzić rozwoju
magazynu od jego samego początku. Nazwaliśmy ten „transfer” wejściem
smoka, mimo iż subtelność Marty jest bliska raczej księżniczki, jeśli już
trzymamy się bajkowych postaci. A tak na serio to „kupiła” nas tym, że
pokonuje wpław warmińskie jeziora!