Kryzys kontra strach przedsiębiorcy

Tak jak nie ma złotego środka na prowadzenie działalności gospodarczej z sukcesem, tak nie istnieje jedno rozwiązanie na wyjście z kryzysu, który może przecież dotknąć każdego przedsiębiorcę. Jak reagować na niepokojące sygnały?

Sytuacja kryzysowa – różne przyczyny, wspólny skutek. Prowadzi do braku pieniędzy, firma staje się dłużnikiem. Kiedy sytuacja kryzysowa staje u drzwi biznesu, ważne jest, żeby nie podejmować pochopnych działań bazujących na obserwacji innych firm i nie odkładać rozwiązania problemu na później. Taka praktyka nie przynosi wymiernych efektów, a najczęściej pogłębia kryzys.

Moje doświadczenie w pracy z klientami poszukującymi pomocy prawnej w związku z popadnięciem w stan niewypłacalności, prowadzi do wniosku: najlepszymi decyzjami, które należało podjąć wcześniej, były te związane z upadłością lub sądową restrukturyzacją.

Najpierw jednak kilka uwag o samym zadłużeniu. Każdy dług trzeba będzie spłacić. Nie tylko dług firm osób fizycznych (tzw. działalności gospodarczej), ale także wspólników spółek osobowych (jawnych, partnerskich, komandytowych), bądź menadżerów zarządzających spółkami kapitałowymi (z o.o., akcyjnymi) – wszak na końcu ktoś za dług powinien przecież odpowiedzieć. Ale czy na pewno musi? Nie zawsze.

Co jest nie tak z dłużnikami?

Zakorzeniło się przeświadczenie, że dłużnik to ten, któremu się nie udało. Niedawno czytałem wywiad z psychologiem, który trafnie odniósł problem zadłużania do koncepcji „sprawiedliwego świata” w którym dobro spotyka dobrych, a zło złych. W naszym społeczeństwie dominuje przekonanie, że jeśli przedsiębiorca ma problemy finansowe, to tylko na własne życzenie i trudno komuś takiemu współczuć. Nawet jeżeli zadłużenie wynika ze zdarzeń losowych (np. COVID-19), odbiór takich przedsiębiorców w powszechnym odczuciu społecznym jest negatywny. Z tych względów próbują oni za wszelką cenę zmienić swoje położenie. Jest to naturalne, nikt przecież nie chce być dłużnikiem. Problem pojawia się, kiedy okres zadłużenia się wydłuża, albo jego stan pogłębia mimo podejmowanych działań naprawczych. To zawsze odbija się na ludzkiej psychice popychającej dłużników do podejmowania coraz to śmielszych, sprzecznych z prawem oraz normami etycznymi kroków, których działając w racjonalnych warunkach nigdy by nie podjęli. Rośnie skłonność do coraz większego ryzyka, a oswojony strach przestaje być hamulcem. Wraz z poczuciem wstydu, niesprawiedliwości i rozgoryczeniem rośnie też przekonanie, że sytuacja się zmieni, ale trzeba podjąć jeszcze kilka działań. Niestety, realia pokazują, że to przekonanie jest złudne: zadłużenie rośnie, wierzyciele stają się coraz bardziej nerwowi, a upływ czasu nieodwracalnie pozbawia dłużnika możliwości skorzystania z wygodnych instrumentów prawnych, by wyjść z trudnej sytuacji. Dlatego najważniejsze jest podjęcie odpowiednich decyzji we właściwym czasie.

Działania zaradcze

Wbrew pozorom sygnałów, że płynność finansowa się chwieje, jest wiele. Z pomocą dobrego księgowego można wychwycić je bardzo szybko. Przedsiębiorcy często sami przyznają, że narastający brak gotówki czuli od pewnego czasu. Oczywiście takie działania można wdrożyć także wówczas, gdy przedsiębiorca stanie się już niewypłacalny, ale będzie to trudniejsze. Pisząc o działaniach zaradczych mam na myśli umiejętne wykorzystanie mechanizmów naprawczych zawartych w ustawie prawo restrukturyzacyjne. Pozwalają one na szybkie ustabilizowanie sytuacji przedsiębiorcy (wstrzymanie spłaty zaciągniętych zobowiązań, zamrożenie istotnych dla funkcjonowania biznesu umów, zawieszenie egzekucji komorniczej). Zadłużony przedsiębiorca otrzymuje szansę i czas na zdiagnozowanie mankamentów funkcjonowania biznesu, opracowanie planu naprawczego i wprowadzenia go w życie. Opcją jest również poszukanie inwestora, który lepiej poprowadzi biznes. Jednocześnie przedsiębiorca ma możliwość prowadzenia rozmów z wierzycielami i wypracowania takich propozycji układowych, które znajdą ich aprobatę. Zatem nawet bez zagłębiania się w przepisy, nietrudno zauważyć, że zadłużony przedsiębiorca dostaje coś, czego w warunkach, nazwijmy to wolnorynkowych, nigdy by nie otrzymał – to jest czas na działania i dużo spokoju od wierzycieli w trakcie ich podejmowania.

Upadłość to nie wstyd

Liczba upadłości gospodarczych w I kwartale 2020 roku wyniosła 142 i była o 8,4 proc. mniejsza niż w analogicznym okresie 2019 roku. W całym 2019 roku ogłoszono ich 578. Czy to dużo? W Polsce zarejestrowanych jest około trzech mln przedsiębiorców, więc skala upadłości jest niewielka. Problem leży w tym, że przedsiębiorcy i menadżerowie w upadłości widzą swój koniec. Traktują ją jako świadectwo porażki biznesowej i osobistej. Tymczasem powinno być zgoła odmiennie – w postępowaniu upadłościowym powinni dostrzegać szansy i możliwości polepszenia sytuacji swojej i kontrahentów. Proces upadłości to ostatni etap w którym zadłużony może jeszcze coś uzyskać. Tak mała liczba ogłaszanych upadłości firm wynika m.in. z tego, że większość wniosków o ogłoszenie upadłości jest oddalana przez sąd z powodu braku majątku wystarczającego na pokrycie kosztów samego postępowania upadłościowego, bo wnioski o upadłość zostały złożone zbyt późno. Podobnie jak restrukturyzacja, upadłość może być szansą na utrzymanie budowanego od lat przedsiębiorstwa, miejsc pracy, ale też zapewnienia bytu kontrahentom. Takie możliwości daje tzw. przygotowana likwidacja (pre pack) – przedsiębiorca już we wniosku o ogłoszenie upadłości może wskazać podmiot, który jest zdecydowany nabyć upadające przedsiębiorstwo lub jego część. Dlatego bardzo ważne jest, aby wniosek o ogłoszenie upadłości został złożony 30 dni od dnia powstania stanu niewypłacalności, a nie w czasie, w którym przedsiębiorca wykorzystał już wszystkie pomysły, a złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości jest ostatnim z nich. Mój patron z czasów aplikacji mawiał, że upadłość to nie wstyd, że wstydem jest nie ogłosić upadłości i zostawić wierzycieli „na lodzie”. 

Restrukturyzacja i upadłość

Nie są to procedury najprzyjemniejsze, ale funkcjonują w interesie wszystkich uczestników życia gospodarczego. Nie można się ich bać tylko je dobrze wykorzystać. Warto zapoznać się zawczasu z mechanizmami prawnymi, które być może będzie trzeba kiedyś użyć na „własnym organizmie” i wiedzieć, że rozwiązań jest więcej, a wszystkiego nie trzeba robić nagle i w pojedynkę. Podjęcie decyzji o wszczęciu restrukturyzacji lub ogłoszeniu upadłości jest przejawem dojrzałości biznesowej i społeczno-gospodarczej odpowiedzialności za podejmowane działania. Właściwie przeprowadzona upadłość to także przepustka do otworzenia nowego biznesu, bez konsekwencji i starych długów. To również wartość nieocenionych doświadczeń pomocnych w przyszłości.

adw. Artur Przestrzelski szef praktyki upadłości i restrukturyzacji
w Kancelarii Prawnej GAJEWSKI TRAWCZYŃSKA I WSPÓLNICY z Olsztyna