Vera Kobylińska to siódme pokolenie artystów w rodzinie. W genach ma nie tylko talent plastyczny, ale też miłość do natury i zwierząt. Na Warmii połączyła wszystkie pasje.

„Siódemkę” z Warszawy na Warmię mogłaby pokonać z zamkniętymi oczami. Żeby żyć ze sztuki, trzeba być mobilnym i elastycznym. Choć wychowała się w stolicy, gdzie skończyła Akademię Sztuk Pięknych, od dziecka miała potrzebę wolności i przestrzeni. Stąd wyprowadzka na warmińską wieś, pełną inspiracji i ukochanych zwierząt.

– Odnalazłam tu nieskażone cywilizacją miejsca i ludzi o podobnym kodzie wrażliwości – przyznaje artystka mieszkająca w Zerbuniu pod Jezioranami. – Od dziecka bywaliśmy z rodziną na Warmii i Mazurach, dużo pływaliśmy po jeziorach. Po latach poczułam, że to idealne miejsce do tworzenia. No i dla trójki moich ukochanych koni.

To one dominują w jej animalistycznej twórczości. A po nich koty, psy czy koguty. Czasem ożywają w abstrakcyjnych plamach, a czasem to portrety tworzone na zamówienie ich właścicieli.

– Kiedyś namalowałam portret pewnej damy, ale jedno jej spojrzenie wystarczyło, abym zrozumiała, że uchwyciłam w nim coś, czego ona w sobie nie lubi – wspomina Weronika. – Dlatego wolę tworzyć portrety zwierząt. W moich pracach stają się nośnikiem, metaforą naszych ludzkich cech. Subtelniejszą formą opowieści o wadach i zaletach ich właścicieli. Podobnie tworzył Ignacy Krasicki, który wykorzystywał świat zwierząt do opisywania ludzkich przywar. Dlatego pewnie tak dobrze ilustrowało mi się jego utwory.

Choć ukończyła pracownię litografii, jej twórczość zdominowały rysunki, najczęściej czarno-białe. Odbiorcy porównują je często do dorobku słynnego dziadka Szymona Kobylińskiego, wybitnego satyryka i rysownika, jednego z prekursorów polskiego komiksu. To on zaszczepił u wnuczki miłość do świata przyrody.

– Dziadkowie inwestowali czas w mój rozwój, poznawanie świata fauny i flory. Ale nie szczędzili też krytyki dla mojego talentu – przyznaje artystka. – Zawsze powtarzali, że dopóki jestem niezadowolona ze swojej pracy, rozwijam się. A samozachwyt w sztuce jest zgubny. Staram się więc nie tracić pokory i dystansu, jestem otwarta na różne rodzaje sztuki. I tak jak dziadka, nie opuszcza mnie poczucie humoru. Zwykł mi mawiać: nazwisko już masz, i nie jest to ani twoją winą ani zasługą, a teraz będziesz musiała całe życie pracować na imię do tego nazwiska.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tekst: Beata Waś, obraz: Bernard Łętowski, archiwum artystki

Vera Kobylińska – malarka, rysowniczka, rzeźbiarka, kostiumolog i scenograf. Jej prace znajdują się w prywatnych kolekcjach m.in. w Polsce, Francji, Niemczech, USA, Kanadzie, a także w Muzeum J. Piłsudskiego w Londynie, Muzeum H. Sienkiewicza w Woli Orzejskiej, Zamku Książąt Pomorskich w Darłowie. Autorka ponad 40 wystaw indywidualnych i zbiorowych prezentujących twórczość swoją i dziadka Szymona Kobylińskiego.