Opel dostarcza klientom auta, jakie sobie wymarzyli – świetnie wyglądające crossovery. Dlatego marka wywróciła do góry nogami dotychczasowe nazwy, modele i charakter aut o walorach rekreacyjnych. Zastąpiła je seria X. A oto najnowsze i największe z dzieł – Grandland X.

Nad koncepcją nowego modelu czuwa cała armia specjalistów, ale jest jeszcze ktoś ważniejszy od nich. To klient. To on decyduje, nad czym ci bardzo utalentowani i wykształceni fachowcy będą pracować. Ponieważ zdecydowany odsetek klientów nie chce już jeździć samochodami w stylu vanów, minivanów czy klasycznych SUV-ów, wprowadzono kategorię aut, która nawet i przyjemniej w wymowie się prezentuje. To crossovery. Prawda, że zbitki liter van i SUV brzmią przy tym jak hasła z formularza deklaracji podatkowej w skarbówce?

Po miejskim Crosslandzie X, Opel zaprezentował największego w obecnej gamie aut rekreacyjnych Grandlanda X, z nową filozofią tworzenia przyjemnego w użytkowaniu i uwodzicielskiego wręcz stylistycznie. Nie będziemy się tu licytować na centymetry o ile jest większy od Astry, ale jest, i to w każdym parametrze. Sam sposób wsiadania, a potem siedzenia w crossoverze, jest nieporównywalnie wygodniejszy od klasycznego kompaktu (w Grandlandzie X o jakości siedzenia niech świadczy choćby certyfikat AGR niemieckiego stowarzyszenia lekarzy i terapeutów, przyznawany w akcji na rzecz zdrowego kręgosłupa).

Ostatnie premiery Opla dostarczają dobrych wrażeń stylistycznych. Po Insignii, Grandland X jest kolejnym przykładem, że klientom trzeba serwować auta, które zwyczajnie świetnie wyglądają. I proszę: mamy sportowy sznyt, dobrą proporcję, charakter oraz rozpoznawalność DNA marki.

Pozostając przy życzeniach klientów, to naprawdę już tylko niewielki odsetek kupujących nawet te wypasione SUV-y, zgłasza potrzebę wyjeżdżania nimi w teren. Producenci coraz częściej więc rezygnują ze skomplikowanych układów napędu 4×4 na rzecz rozwiązań takich, jakie właśnie znajdujemy w najnowszym Oplu. To system IntelliGrip, który w sprytny sposób zawiaduje trakcją każdego z przednich kół. Kierowca ma do dyspozycji pokrętło, które po ustawieniu w odpowiednią pozycję, rozprawia się z elektroniką czuwającą nad rozdziałem momentu obrotowego. Tak więc można wybrać jedno z pięciu ustawień pomagających wyjechać z zaśnieżonego, piaszczystego, błotnistego lub mokrego podłoża. Jeśli do tego dodamy wyższy prześwit crossoverów, to okaże się, że takie rozwiązanie pomaga nam w 99 proc. zdarzeń, które dane jest spotkać podczas całorocznego użytkowania samochodu.

Grandlanda X można doposażyć w kompletny zestaw technologii, która umila podróż i czyni ją bezpieczną. W razie zagrożeń systemy samoczynnie wyhamują auto (kiedy np. pieszy wtargnie na jezdnię), kontrolują zmęczenie kierowcy, wspomagają parkowanie, można bezprzewodowo ładować smartfon zwyczajnie kładąc go na odpowiedniej półce, zaś ruchem stopy pod tylnym zderzakiem sprawić, że bagażnik sam się otworzy. System OnStar, czyli osobisty opiekun kierowcy, samoczynnie też wzywa służby ratunkowe w razie zdarzenia na drodze. Jest to genialna usługa, ponieważ jednym pstryczkiem komunikujemy się z osobą, która może nam też pomóc w wielu aspektach podróży.

A propos samej podróży, to sprawą naprawdę zaskakującą jest benzynowy silnik Grandlanda X. Otóż to doceniana w prestiżowych konkursach trzycylindrowa jednostka o pojemności 1,2 litra. Za mała do 4,5-metrowego auta? Polecam przejażdżkę, by rozwiać podejrzenia. Jak 130 koni wygląda na papierze, każdy wie, ale z jaką kulturą i temperamentem pracuje, warto sprawdzić.

Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz

Na zdjęciu: Opel Grandland X 1,2 turbo 130 KM Elite – cena 111 300 zł (wersja podstawowa od 94 900 zł)