Poniedziałkowe południe, Mroczna hala w budynku po wojskowych koszarach. Zmęczone od wysiłku powietrze – efekt morderczego treningu. Zwieńczy go wspólna modlitwa. Tu, wraz z grupą zawodników, trenuje Mamed Chalidow „“ twarz MMA w Polsce. Na macie – bestia. kim jest poza nią?

Made in: Jest jakiś temat, na który nie chciałbyś rozmawiać?
Mamed Chalidow: Nie ma. Może jedynie mam przesyt pytaniami, które powtarzały się przez wiele lat: jak się czuję w Polsce, jak zostałem tu przyjęty. Na wszelki wypadek odpowiem: Polacy przyjęli mnie jak swojego, jestem tu szczęśliwy, Polska to mój drugi dom.

A myślisz po polsku czy po czeczeńsku?
Ostatnio łapię się na tym, że coraz częściej po polsku. To tu kształtowała się moja psychika, tu wkraczałem w dorosłość i dojrzewałem. Studia, rodzina, kariera sportowa. Jednak nadal jestem Czeczenem.

Jak wygląda przeciętny dzień Twojego życia tutaj?
Jeśli przygotowuję się do gali KSW, moje życie jest bardzo ograniczone: w zasadzie trenuję, jem i śpię. Muszę być wypoczęty, bo treningi dwa razy dziennie przez siedem dni w tygodniu są wyczerpujące.

Jaki pożytek ma z Ciebie rodzina? Masz jakieś domowe obowiązki?
Poza podstawowym małżeńskim obowiązkiem, nie mam właściwie żadnych. Nie starcza czasu na zajmowanie się domem. Dom, w którym mieszkamy razem z moimi dwoma synami i dwoma braćmi, ogarnia moja żona. Ona jest też moim menadżerem, zajmuje się księgowością w naszej firmie.

Co się zmienia w Twoim życiu po walce?
Po walce łapię oddech i jadę na parę tygodni do Czeczenii odwiedzić rodzinę. To dla mnie największa nagroda. Ostatnio zabrałem tam żonę i synów. Byli zachwyceni. Grozny został odbudowany po wojnie, w zasadzie powstaje tam drugi Dubaj. Robi wrażenie, jak szybko moje miasto podniosło się z popiołów.

Śni Ci się czasem wojna?
Już nie. Świeżo po wojnie zdarzało mi się mieć koszmary. Teraz to już odległa przeszłość, ten zły sen minął i mam nadzieję, że nie wróci. Wojna to najgorsza rzecz na ziemi.

Wiesz, że Twoja religia – islam, nie kojarzy się z pokojem”¦
Tak, to zasługa mediów. A terroryzm to produkt Zachodu. Bo islam oznacza właśnie pokój. Sprawcami terroryzmu, zamachów samobójczych, ataków, które są odpowiedzią na atak
Zachodu w Afganistanie czy Iraku, są przestępcy, a nie muzułmanie. To wojna, w której się wychowali i z którą mieli kontakt, sprawiła, że mają chore głowy. Nie należy do tego mieszać religii. Prawdziwy islam to uśmiech, braterstwo, czynienie dobrych uczynków i ja reprezentuję taką postawę. Dżihad oznacza wysiłek na drodze Boga.

Na czym polega ten wysiłek?
To wewnętrzna walka z własnymi słabościami, praca nad charakterem, skłonnością do czynienia złych uczynków, sprawiania innym przykrości. Muzułmanin ma za zadanie unikać tego, starać się dawać innym jak najwięcej dobra. Każdy z nas ma ciemną stronę natury z którą musi walczyć. Dżihadem może być nauka, zdobywanie wykształcenia. Kobieta rodząca w bólu dziecko, to również dżihad, wynagrodzony jej przez Boga oczyszczeniem z grzechów i win.

MMA i czynienie dobrych uczynków „“ ciekawe połączenie.
To sport brutalny, ale w zasadzie każdy sport w mniejszy lub większy sposób związany jest z bólem. Walka musi boleć. Ale praca nie przeczy mojej religii. Nie mam w sobie grama agresji, staram się być dobrym człowiekiem. W tym sporcie najważniejszy jest charakter, wytrzymałość, wola walki. To gra psychologiczna.

Ale czasem pada o jeden cios za dużo „“ jak zdarzyło się to Twojemu zawodnikowi kilka miesięcy temu
podczas Gali KSW – brutalnie znokautował leżącego przeciwnika.
Zdarza się to czasem w euforii walki. Mimo, że przeciwnik leży już znokautowany, ma się wrażenie, że za chwilę  wstanie. I wtedy łatwo zadać o jeden niepotrzebny cios za dużo. Od tego jest sędzia żeby w porę zareagował.

Twoja siła na ringu tkwi w charakterze?
Moja siła tkwi głównie w dynamice, szybkości na ringu. Ale charakter i to, że się nie poddałem po porażkach, też zaprowadziły mnie tam, gdzie jestem.

Skąd wybór tak brutalnego sportu?
Na Kaukazie, gdzie się wychowałem, sporty walki są bardzo popularne, od dziecka coś się trenuje, każdy chłopak musi umieć się bić. Próbowałem różnych dyscyplin, okazało się że do MMA mam szczególne predyspozycje.

W takim duchu wychowujesz też swojego syna?
Ja tak naprawdę zacząłem trenować kiedy miałem 23 lata. Ale w naszym klubie MMA do sportów walki będziemy wdrażać grupę maluchów. Oczywiście bardziej w formie zabawy. Synek Kerim ma dopiero sześć lat, ma czas na walkę. Na razie uczę go swoich wartości życiowych.

Jakie to wartości?
Bóg, rodzina i praca, która nie przeczy religii.

A jak godzisz treningi z corocznym postem – ramadanem?
W ramadanie w ogóle nie trenuję. To miesiąc postu i modlitwy, jemy dopiero po zachodzie słońca. Życie w zgodzie z Koranem jest dla mnie najważniejsze. To co zrobię do chwili śmierci, to swojego rodzaju sprawdzian. Jak wszyscy wyznawcy religii monoteistycznych wierzę, że dobrym życiem zasłużę na raj.

Masz jakieś „doczesne” marzenia?
Ja żyję od walki do walki, każda następna jest wyzwaniem i marzeniem o wygranej.

A zdarza Ci się odczuwać strach?
Tak jak każdemu. Jednak bardziej boję się o innych niż o siebie. O rodziców i rodzeństwo w Czeczenii, o bliskich tutaj, w Polsce. No, może trochę boję się żony. I czasem horrorów, jeśli już zdarza nam się jakiś obejrzeć. Chowam się wtedy za nią.

Żona krótko Cię trzyma?
Żartuję. Jest łagodna i wspiera mnie we wszystkim co robię.

A Ty wspierasz swoją rodzinę w Czeczenii?
Tak, pomagam im, nasze więzi rodzinne są bardzo mocne. Choćbym nie wiem co robił, nigdy nie odwdzięczę
się rodzicom za to co dla mnie zrobili. Dzięki ich właściwym decyzjom, wszyscy jesteśmy cali i zdrowi. Wszystko co osiągnąłem dedykuję im. O! Mam jeszcze jedno marzenie „“ chciałbym żeby rodzice zobaczyli Polskę.

Czym byś się zajmował gdybyś zszedł z ringu?
Nie wiem, od pół roku prowadzę firmę, promuję swoim wizerunkiem napój energetyczny. Nie mam jakiejś szczególnej smykałki do zarządzania i administracji „“ kierunku, który skończyłem na UWM „“ ale trochę wyuczonej teorii we mnie zostało. Jednak najlepiej zarządzam samym sobą na ringu, więc póki co, tam pozostanę.

Jaką cenę płacisz za popularność?
Popularnością się nie podniecam. W Olsztynie ludzie przyzwyczaili się do mojej obecności, większą sensację wzbudzam w innych miastach Polski. Jednak zawsze są to miłe gesty. Lubię kontakt z ludźmi. Ich wsparcie daje mi dodatkową siłę i motywację do walki. Nie chcę zawieść kibiców, rodziny i samego siebie. Dlatego codziennie od nowa podejmuję swój wewnętrzny dżihad. I modlę się jak każdy muzułmanin pięć razy w ciągu doby, żeby nie zboczyć z tej prostej ścieżki.

Rozmawiała: Beata Waś
Obraz: Joanna Barchetto