Biuro rachunkowe Barbary Kułakow przeszło długą drogę by wejść na nowy poziom zarządzania.

MADE IN: Jesteście jako firma w fazie bardzo odważnej i nowatorskiej reorganizacji.

Barbara Kułakow: Rzeczywiście, jednoosobowa działalność gospodarcza firmowana moim nazwiskiem w ciągu 26 lat ewoluowała w kierunku spółki i obecnie pracujemy jako BRBK Barbara Kułakow i Wspólnicy Podatkowo-Księgowa spółka komandytowa. Wybrana forma prawna nie świadczy ani o odwadze, ani o nowatorstwie. Ma pan pewnie na myśli specyficzne relacje personalne jakie ukształtowały się w naszej spółce. Otóż moimi wspólnikami zostali moi wcześniejsi pracownicy – menadżerowie, sprawdzeni i merytoryczni, żywotnie zainteresowani realizacją celów i misji firmy. Jesteśmy umówieni, że przez rok będziemy pracowali w obecnym dziewięcioosobowym składzie, a po roku do naszej spółki zaprosimy kolejnych partnerów, oczywiście spośród pracowników.

To pani odpowiedź na tak zwany „rynek pracownika”?

Nawet jeśli tak to wygląda, to jest to tylko zbieg okoliczności. Ta reorganizacja przygotowywana była przez ostatnie pięć lat. Pracowaliśmy z coachem i trenerami, intensywnie szkoliliśmy się i dyskutowaliśmy o przyszłym kształcie naszej firmy. Mieliśmy na względzie przede wszystkim nasze relacje z klientami, które muszą pozostać na tym samym poziomie.

Dla wolnych zawodów dedykowana jest raczej spółka partnerska.

W takiej spółce partnerzy pracują pod własną firmą. To nie dla nas. My stanowimy zespół – wspólnie szkolimy się, wspólnie pracujemy na wynik, ale też wszyscy troszczymy się o relacje między nami samymi i naszymi klientami. Brzmi to może trochę utopijnie, ale to nasza rzeczywistość, trudna, to prawda, ale w naszej ocenie posiada potencjał, który bardzo nas inspiruje.

Nasz zespół jest bardzo młody, średnia wieku to niewiele ponad 30 lat, a i tak to ja tą średnią zawyżam. (śmiech) Młodzi ludzie, których wprowadzamy do zawodu wymagają naszej uwagi i troski; w zamian odwdzięczają się pomocą w prostszych czynnościach księgowych i uczą się, uczą…

A potem to już szybki awans, główny księgowy, manager, a może partner.

Jak szybko awansują? Młodych szczególnie interesuje ścieżka rozwoju.

To zależy wyłącznie od postawy samego zainteresowanego. Osoby zmotywowane naprawdę szybko obejmują odpowiedzialne funkcje. Starsi koledzy czuwają wtedy, żeby taki „adept sztuki” nie popadł w panikę.

Pokoleniem Y chyba nie daje się łatwo zarządzać?

Nie mogę przyłączyć się do narzekania na najmłodsze pokolenie. Do naszej firmy trafiają coraz młodsi, coraz zdolniejsi i coraz ambitniejsi młodzi ludzie.

To co przeszkadza temu pokoleniu w budowaniu kariery zawodowej to rozedrganie i brak lojalności. I to nie chodzi o lojalność względem pracodawcy i kolegów w pracy. Tu chodzi wręcz o niedotrzymywanie umowy z samym sobą, o wybieranie pozornie lepszej ścieżki kariery przy każdej nadarzającej się okazji. Tych młodych ludzi może zatrzymać jedynie silna, nowoczesna organizacja, o wysokim stopniu kultury.

Właśnie taką organizacją chcemy być.

Brzmi to jak turkusowy model prowadzenia firmy, o którym słyszeliśmy od prof. Bliklego ze słynnej rodzinnej marki.

O turkusowej organizacji dowiedziałam się stosunkowo niedawno. Marta Malinowska, trenerka współpracująca z nami od kilku lat, zwróciła mi na to uwagę kiedy dowiedziała się, że budujemy nową strukturę organizacyjną firmy. Nie zgłębiałam dotychczas zagadnienia ani nie studiowałam zarządzania, żeby móc ocenić, że to już ten moment, że już jesteśmy turkusową organizacją. Z pewnością jednak pracujemy według istotnych cech turkusowej organizacji, takich jak samoorganizacja, szacunek do siebie i innych, praca zespołowa i wzajemne wspieranie się w samorealizacji. Dotyczy to zarówno relacji wewnętrznych, jak i relacji z naszymi klientami. Sama idea bardzo się nam podoba, jest niezwykle inspirująca.

Co ostatecznie zadecydowało o reorganizacji pani firmy?

Moi pracownicy, którzy stali się zbyt dobrzy abym utrzymywała z nimi relacje pracodawca-pracownik. Ich poziom merytoryczny, zaangażowanie i odpowiedzialność są o wiele bardziej właściwe przedsiębiorcom niż pracownikom. Oni sami od dawna wyznaczają sobie kolejne zadania, zarówno zawodowe jak i ogólnorozwojowe, ale co najistotniejsze, swoją postawą kształtują całą organizację. Wychodzą z założenia, że praca na rzecz klientów musi być jak najbardziej profesjonalna, ale trud powinien być zrównoważony celami ogólnorozwojowymi, satysfakcją osobistą, a nawet rozrywką. Z ich inicjatywy powstała Akademia BRBK wprowadzająca młodych ludzi do zawodu, w której szkolą oni sami, ale tylko wtedy, kiedy zbierze się grupa ciekawych zdolnych ludzi, takich z którymi w przyszłości chcieliby pracować w naszej kancelarii.

Od sześciu lat pozostaje z nami we współpracy trener i coach Roman Iwasieczko. Wspólnie z nim managerowie wymyślają sposoby na efektywne i miękkie zarządzanie. Zamiast zwracać uwagę i pouczać młodszych kolegów, kręcą filmiki i prezentują je na imprezach firmowych. „Kronika przypadków firmowych” to krzywe zwierciadło nieprofesjonalnych zachowań i nawyków, a przy tym niezły ubaw, jak mówią młodzi.

Tak zorganizowana firma nie powinna więc chyba mieć żadnych kłopotów z kadrą.

Niestety, aż tak dobrze nie jest. Z nami będzie pracował tylko ktoś, kto wyznaje wartości, które są dla nas istotne. Jesteśmy organizacją dla ludzi autentycznych w dążeniu do sukcesu. Nie będą pracowali indywidualiści, którzy sami muszą być najlepsi, nie przetrwają w grupie dla której szczera i otwarta atmosfera pracy jest najważniejsza. Świetnie funkcjonują natomiast wszyscy ci, którzy są empatyczni i wychodzą w kontaktach z otoczeniem poza własny interes. O wiedzę i kompetencje takich osób troszczy się cała organizacja.

Gdzie za kilka lat będzie Barbara Kułakow, gdzie Spółka BRBK?

Długofalowy plan został jasno sprecyzowany zanim przystąpiliśmy do tworzenia nowej marki. Chciałabym i wierzę w to głęboko, że moi obecni i przyszli wspólnicy wypracują swoje bezpieczeństwo ekonomiczne i pozycję współmierną do ich talentu i zaangażowania. Że nie będą musieli wyczekiwać emerytury, ani żadnych benefitów, bo swój dobrobyt będą mieli we własnych rękach.

To natomiast, co czeka nas za kilka lat, będzie wymagało sporej elastyczności. Księgowi są na liście zawodów ginących i tego nikt nie zmieni. Proste czynności księgowe zostaną zastąpione przez systemy informatyczne, a księgowi – w mojej ocenie – będą musieli stać się doradcami podatkowymi i biznesowymi. Jesteśmy przygotowani do takich wyzwań. Już dzisiaj obsługujemy z sukcesem coraz większe firmy ze wszystkich branż. Struktura właścicielska firmy będzie naszym wsparciem, bo kiedy pracownik nie chce lub nie może, właściciel związany umową z klientem, po prostu musi.

Dzisiejszych kadrowców czeka jeszcze większe wyzwanie. Listy płac „zrobią się same” o ile systemy informatyczne zostaną uzupełnione prawidłowymi danymi. Za to opanowanie problemów pracowniczych to już dzisiaj nie lada wyzwanie dla personalnych. Tak zwany „rynek pracownika” wywołał potężną fluktuację kadr, która pociąga za sobą rozliczne czynności związane ze zwalnianiem i zatrudnianiem pracowników, w skali, jakiej dotychczas nie doświadczyliśmy. Do tego dochodzą roszczenia pracowników, które wymagają szybkiej reakcji ze strony pracodawcy. W sposób naturalny więc dotychczasowa obsługa kadrowo-płacowa przeistoczy się w doradztwo personalne.

A może się mylę i będzie lekko, łatwo i przyjemnie…

W to ostatnie akurat nie wierzę. O wiele bardziej rzeczywista wydaje się wasza pasja biegania.

Zostawiam to Arturowi. Wszystko mogłabym wymyślić, wymarzyć, ale nie to, że przy mojej kancelarii utworzy się drużyna biegowa.

Rozmawiał: Rafał Radzymiński, obraz: Łukasz Wajszczyk

Właścicielski zespół BRBK

Artur Żuk 

– dyrektor, główny księgowy, w kancelarii od 13 lat.

Pięć lat temu pani Barbara zakomunikowała mi: „Artur, jesteś dyrektorem”. Spytałem o zakres kompetencji i usłyszałem: „jesteś dyrektorem, ustal to”. Udałem się do coacha, żeby porozmawiać o mojej roli w firmie. Okazało się, że moje wyobrażenie o tej funkcji sprowadza się do wymiany tonera w drukarce. Do dziś przeżywam to doświadczenie. W tym momencie nieważna była moja wiedza merytoryczna, doświadczenie zawodowe ani posiadane dyplomy z zakresu polskiego i europejskiego prawa podatkowego.

Kiedy ochłonąłem i przemyślałem wszystko, doszedłem do wniosku, że znam doskonale naszą firmę, potrzeby klientów i pracowników, bo przecież zaczynałem tu jako stażysta i że skutecznie zarządzać mogę tylko w zgodzie ze swoimi wartościami. A dla mnie najważniejsza jest równowaga i rezultat działania. Siedzącą pracę równoważymy aktywnością sportową, a w efekcie stanowimy coraz liczniejszą drużynę biegaczy i coraz lepiej pracujący zespół BRBK. Sukces firmy powinien przekładać się na szansę samorealizacji każdego pracownika, co przejawia się ustawicznym podnoszeniem naszych kwalifikacji. Wysiłek w pracy równoważony jest wspólną integracją po pracy, co pozwala nam zwyczajnie się lubić.

Marta Malinowska

– menadżer, główna księgowa wyspecjalizowana w księgowo-podatkowych aspektach związanych z budownictwem, w kancelarii od 11 lat.

W tej pracy najbardziej odpowiada mi, że wszystko jest takie na serio i z założenia kończy się rezultatem. W stworzonym klika lat temu kodeksie honorowym zapisaliśmy „do pracy przychodzimy realizować się, a nie poświęcać”. Napisaliśmy to wspólnie i tego się trzymamy. Mamy to szczęście, że możemy pracować dla klientów od których uczymy się życia gospodarczego. Ci najbardziej wymagający, prowadzący często zaawansowane biznesy, wręcz kreują nasze kariery zawodowe.

Być dobrym w podatkach to jeszcze nic, zostać przedsiębiorcą i odnosić sukcesy to nie lada wyczyn. Jestem zadaniowa, więc zdam pozostałe egzaminy i zostanę biegłym rewidentem oraz dopilnuję żebyśmy wspólnie zrealizowali biznesowe założenia.

Kamila Małachowska

– główna księgowa, menadżer w dziale ksiąg handlowych, w kancelarii od 13 lat.

Przeprowadzając się do Olsztyna wyszukałam najbardziej renomowane biuro rachunkowe i od tej pory zaczęła się moja przygoda z księgowością i współpraca z najbardziej inspirującą, ale i wymagającą szefową. Cenię sobie otoczenie ambitnych ludzi oraz łączenie sił w celu realizacji jasno sprecyzowanego przedsięwzięcia. Największą próbą dla całej mojej grupy było zadanie „podniesienia” dużej księgi rachunkowej w nieznanym nam informatycznym systemie finansowo-księgowym. Łatwo nie było, ale ta próba zdecydowała o obecnym zaawansowaniu informatycznym naszej firmy. Teraz, kiedy sama przydzielam zadania, kieruję się zasadą: każdemu według jego możliwości.

Tomasz Lemański 

– menadżer, główny księgowy wyspecjalizowany w obsłudze spółek komandytowych, w kancelarii od 6 lat.

Z zawodem zetknąłem się w domu – moja mama była główną księgową w „budżetówce”. Idąc na studia wiedziałem, że chcę pracować dla biznesu i że interesuje mnie analiza finansowa i księgowość zarządcza. Aplikując na staż, tuż po licencjacie, poddałem się rekrutacji wyposażony w dobrze napisane CV i sztywny garnitur. Udało się, szybko przeniosłem dokumenty na studia zaoczne i rozpocząłem naukę „w realu”. Otrzymałem propozycję księgowania niewielkiej spółki komandytowej. OK, dam radę – pomyślałem i rzuciłem się do komputera – w ustawach jest przecież wszystko.

Spółka rosła, a wraz z nią rosła moja wiedza. Kiedy padło hasło, że klient potrzebuje analizy, wszedłem we współpracę z analitykiem finansowym. Super lekcja i zadowolenie klienta. 

Stanowisko głównego księgowego i objęcie grupy to odrębne doświadczenie menadżerskie – kończy się opieka przełożonego, bo teraz sam dzielę się z młodszymi kolegami zdobytą wiedzą i zarażam ich pasją.

Marta Czuszel 

– główna księgowa, menadżer w dziale podatków, w kancelarii od 10 lat.

Do firmy trafiłam w trudnym momencie życiowym – zlikwidowane stanowisko, brak pracy i perspektyw, a co najgorsze pomysłu na siebie. Pomysł na mnie miała natomiast główna księgowa w biurze rachunkowym pani Teresa Gadomska, z którą spotykałam się w sprawach mojego byłego pracodawcy. Zaprosiła mnie na rozmowę w sprawie pracy z panią Barbarą, a ja oświadczyłam, że owszem chciałabym, ale się nie nadaję. Stanęło na tym, że spróbuję popracować przez miesiąc w dziale ksiąg rachunkowych. Znów zajmowałam się dokumentami mojego byłego pracodawcy.

Odebrałam pierwszą lekcję: jeżeli nie możesz uwierzyć w siebie, uwierz innym, którzy w ciebie wierzą.

Kolejne wyzwanie było o wiele trudniejsze. Otrzymałam propozycję objęcia funkcji kierownika w dziale ksiąg podatkowych na wakującym stanowisku. Musiałam nauczyć się innego rodzaju księgowości oraz zdobyć zaufanie blisko 20-osobowego zespołu. Dzięki wsparciu kolegów i koleżanek zadanie zostało wykonane. Do dzisiaj pełnię funkcję menadżera w dziale podatkowym i jestem gotowa pracować na każdym stanowisku, nawet gdybym musiała w naszej firmie zaczynać wszystko od początku.

To była druga lekcja: twoja wartość dla firmy jest taka, jaka jest twoja przydatność.

Objęcie udziału w spółce BRBK to lekcja trzecia: z dobrym zespołem zajdziesz o wiele dalej, niż mógłbyś dojść sam.

Katarzyna Kurdziel 

– prawnik, menadżer w dziale personalnym.

Pracując w biurze rachunkowym ukończyłam studia prawnicze, ale nie miałam możliwości wykorzystywania mojej wiedzy. Na poszukiwanie kancelarii podatkowej wybrałam się więc do Olsztyna i trafiłam na idealne dla mnie warunki pracy – wyodrębniony dział personalny, ogrom zagadnień pracowniczych do obsłużenia i możliwość konsultowania trudnych tematów z dwoma radcami prawnymi. Aplikacja radcowska stała się wreszcie realna.

Joanna Kozłowska-Urban 

– główna księgowa, menadżer w dziale ksiąg handlowych, w kancelarii od 14 lat.

Cienie i blaski zawodu księgowego znałam dokładnie, zanim zdecydowałam się na jego wybór. Moja mama była główną księgową, więc wiedziałam, że to żmudna i monotonna praca, ale stabilna i uporządkowana. Receptą przed „zaszufladkowaniem” na jedną branżę okazało się zatrudnienie w kancelarii podatkowej. Tu znalazłam pracę dynamiczną, rozwijającą, w motywującym zespole. A do tego kulturalny sposób komunikowania się zarówno wśród pracowników, jak i z klientami. Wzajemny szacunek jest dla mnie wartością z której nie mogłabym zrezygnować. Tytuł głównego księgowego, funkcja managera czy obecna pozycja właścicielska znakomicie dopełniają trafność mojego wyboru.

Danuta Sieheń 

– główna księgowa, menadżer w dziale ksiąg handlowych, wyspecjalizowana w zagadnieniach księgowo-podatkowych firm produkcyjnych, w kancelarii od 18 lat.

Pracuję w biurze najdłużej, ale czuję się coraz młodsza, coraz więcej mi się chce. Tu mam pod dostatkiem trudnych zagadnień księgowych na które inni nie mają cierpliwości. Jeszcze w szkole średniej namiętnie rysowałam znienawidzone przez wszystkich „szubieniczki” i pasjonowałam się rozwiązywaniem zadań z rachunkowości. Nawet dzisiaj, kiedy mam wątpliwość jak powinna być zaksięgowana operacja w systemie finansowo – księgowym, najpierw sięgam po kartkę papieru i długopis.

W poprzedniej firmie byłam samodzielną księgową, ale kiedy poustawiałam już wszystkie procesy w systemie komputerowym i dogłębnie poznałam branżę, czas pracy zaczął mi się dłużyć.

Tutaj dzień jest za krótki, a ja ciągle mam coś nowego do zrobienia i spotykam się z nowymi zagadnieniami. Mam możliwość pracy na wielu płaszczyznach i kształcenia się aż do uzyskania uprawnień biegłego rewidenta, a wraz ze mną forsują przeszkody moi młodsi koledzy. I to jest fajne, bo ma sens.

BRBK Barbara Kułakow i Wspólnicy

Podatkowo-Księgowa Spółka Komandytowa

Olsztyn, ul. M. Zientary Malewskiej 25

www.brbk.pl