ROZMOWY NA SCHODACH

CZYLI ZNANE POSTACIE O NIEZNANYCH HISTORIACH.

Co robią po występach kabareciarze będąc w trasie? Biorą rakiety i gnają na kort. Radosław Bielecki z Neo-Nówki udowodni wam, że grają całkiem serio.

MADE IN: Przepraszam za spóźnienie, ale byłem na balu w Lidzbarku Warmińskim. Te ciężkie poranki… 

Radosław Bielecki: Jak byś powiedział, że byłeś np. w Łomży, to bym nie wybaczył. Ale jak już byłeś w moim ukochanym Lidzbarku, to wybaczyłbym nawet gdybyś w ogóle nie dotarł.

W Lidzbarku jest dobry klimat na leczenie kaca, a jak się dobrze rozłoży siły, to nie ma go w ogóle. Wiem jak to wygląda. 

Ładne spodnie. Na polu golfowym zrobiłbyś furorę. 

Spodnie w kratkę to pozostałości po mojej punkrockowej duszy. Jak kiedyś latałem z irokezem po mieście, to miałem właśnie spodnie w kratkę i tak mi ta kratka cały czas towarzyszy. 

Ale spodnie nie pochodzą jeszcze z tamtych czasów?

Spodnie są z tych czasów, bo czasy tak się zmieniły, że spodnie w kratkę można normalnie kupić w sklepie. (śmiech) A tamte robiłem sobie sam. Kratkę malowałem na białych spodniach. 

Jak się robiło samemu kratkę na spodniach?

Każdy tworzył sobie oryginalne ciuchy, by wyglądać niestandardowo. Kratkę robiło się farbą drukarską. Na jednej nogawce biało-czarną szachownicę z przodu, a na drugiej – z tyłu. Pół dnia i chodziłem po Lidzbarku w gotowych spodniach. 

Tymi spodniami nawiązałem do pola golfowego, ale słyszałem, że ty za inną piłeczką się uganiasz – tenisową.

Ten tenis wziął się z nadwagi i z braku ruchu. W liceum intensywnie trenowałem koszykówkę, ale na studiach przestałem ćwiczyć w ogóle i zaczęła się pojawiać opuchlizna studencko-piwna, czyli brzuszek. Przyszły problemy z dyskopatią, co zmusiło mnie do powrotu do ruchu, który jednak mam wydrukowany we krwi. Ponieważ do koszykówki trzeba zebrać kilka osób, a pod moim domem otworzyły się korty, stwierdziłem, że spróbuję. Wziąłem trenera, który prowadzi mnie do dzisiaj.

Odkrył twój talent?

Mówi, że miałem przez 38 lat kontuzję i trzy lata temu wróciłem do grania. 

Jak zrzucisz wagę, to będziesz pasował na scenie do tych swoich charakterystycznych ról?

Wiem, oponka robiła robotę. Często podchodzą do mnie ludzie i mówią: „ale pan schudł”. Na siłowni przypakowany koleś zapytał: „co ty tu robisz?”. Odpowiadam najprościej, że ćwiczę. A on: „to jak ty będziesz na scenie wyglądał?!”. Więc ludzie chyba faktycznie przywiązali się do tego mojego obrazka. Że jest ich dwóch: gruby i chudszy. U nas mamy ten problem, że Romek (Żurek, członek Neo-Nówki – red.) jest za chudy i chciałaby przytyć. I czasem nas zagadują: do mnie – ale pan schudł, a do niego: ale pan chudy. I Romek któregoś razu nie wytrzymał i wypalił: „ale grubemu to pani nie powie, że za gruby!”.

Ale to chudnięcie mogę wrzucić na karb, że przygotowuję się do nowego programu naszego kabaretu. 

Więc uznajmy, że ten tenis to tak przy okazji wyszedł. 

Rakietę wożę cały czas ze sobą, bo mamy tenisową ligę kabaretową, która jest ewenementem. Otóż będąc w trasie, szukamy się nawzajem i wyskakujemy z hoteli na partyjkę, grając ze sobą mecze. W lidze gra już ponad 20 osób. W ubiegłym sezonie, pochwalę się, wygrałem ją. Zagraliśmy w sumie ponad 60 spotkań. Czasem, żeby się złapać, patrzę w kalendarz: o, tego dnia jestem na Śląsku i widzę, że jest też wtedy inny kabaret. Dzwonię i umawiamy się w niedzielę na 9 rano na korcie, bo przecież korty są dzisiaj już wszędzie. 

Kto zainicjował ligę?

Łukasz Pietsch, pianista z kabaretu Hrabi. Ja wymyśliłem halowe Mistrzostwa Polski Artystów, które od trzech lat robię w pierwszy weekend stycznia we Wrocławiu. 

Łukasz jest halowym mistrzem Polski, a ja wicemistrzem Polski kabareciarzy. Ale z młodych artystów niezły jest pochodzący z Olsztyna Mariusz Obijalski, pianista i kompozytor w Fisze Emade. To z nim przegrałem wyjście z grupy w halowych mistrzostwach artystów. 

W tym roku wymyśliłem też, że w połowie maja zagramy w Karpaczu turniej Dżepetto Pinokio. Przywozimy trenerów: my gramy między sobą, trenerzy między sobą, a potem debel – parę stanowi trener z jego uczniem. 

Momentami więcej myślę o tenisie, niż o kabarecie.

A nie wymyśliłeś na korcie jakiegoś skeczu?

Samo to jak gram, może być już śmieszne. Wiadomo, że chodzi tu o amatorskie granie. Jak ktoś naogląda się meczów w telewizji, to parząc na nasze zmagania, może się rozczarować. Grałem w Szczecinie podczas zawodowego turnieju, bo imprezą towarzyszącą był turniej artystów na kortach bocznych. Ludzie obserwowali również i na nas. Jak wychodziłem z kortów minąłem dwóch panów, którzy przyglądali się grze i jeden do drugiego wypalił: „choć, idziemy stąd, bo tu grają w badmintona”. 

Wewnątrz Neo-Nówki też macie rywalizację?

No właśnie, bo skąd się to wzięło, że ja kupiłem tę rakietę? Otóż kiedyś mieliśmy występ w Chodzieży. Zostało sześć godzin do rozpoczęcia, więc rzuciłem pomysł, byśmy się poruszali. Wpisałem w Google: „tenis Chodzież”. I gość specjalnie dla nas przyjechał na kort, otworzył go i poprowadził lekcję. No i pojawiła się zajawka. Więc podpytaliśmy go jakie rakiety mamy sobie kupić. I zaproponował, że wybierze nam odpowiednie i dośle kurierem. Ja gram do tej pory, a chłopaki nawet nie wyciągnęli ich z opakowania.

Radosław Bielecki

(rocznik 1978) to wychowanek Lidzbarka Warmińskiego i tamtejszej sceny kabaretowej, gdzie współtworzył swój pierwszy Kabaret Snobów. W 2008 roku przeniósł się do Wrocławia zasilając skład jednego z najpopularniejszych kabaretów w Polsce – Neo-Nówki (1 marca wystąpili w olsztyńskiej Hali Urania). Wielki fan Warmii i rodzinnego Lidzbarka – ma wytatuowane na przedramieniu kontury jego najciekawszych zabytków w formie własnego wykresu EKG. Wiadomo gdzie serce bije mu najmocniej.

Rozmawiał: Rafał Radzymiński, na schodach przy ul. Dąbrowszczaków 14 w Olsztynie, w sobotę 2 marca o godz. 10:40, przy temperaturze 5°C 

Obraz: Michał Bartoszewicz