Ciąg dalszy wieści od Marcina Gienieczko, podróżnika z Kętrzyna:

Piątek, 28 lipca. Jestem w stolicy Terytorium Jukonu – Whitehorse. Tutaj wszystko się w zaczęło. Był rok 2003, kiedy przepłynąłem rzekę Jukon 3-metrowym potontem Zodiac. Miałem wówczas 24 lata. Teraz już mam 39 ale nadal jestem głodny przygody i sportowych wyzwań. Marzę o tym, aby robić rzeczy, które są na razie odległe, ciężkie. A tymczasem Canol. To legenda, tam samo wielka jak złoto Klondike. Nazwa wzięła się od Canadian Oil. Podczas II wojny światowej Oddział Inżynieryjny Amerykańskiej Armii nadzorował budowę drogi i rurociągu prowadzących z pól naftowych w Norman Wells na Terytoriach Północno-Zachodnich do rafinerii w Whitehorse na Jukonie. Kiedy Japończycy zaatakowali instalacje naftowe na aleuckich wyspach Alaski, rząd amerykański postanowił bardziej zabezpieczyć się przed  najeźdźcami. Potrzebowano ropy i to jak najbliżej Alaski. Olbrzymie złoża odkryto w rzece Mackenzie. Postanowiono przeciągnąć rurociąg przez samo serce dzikich gór. Pod koniec wojny rurociąg niestety zamknięto. Eksploatacja okazała się nieopłacalna. Produkcja w Whitehorse była bardzo kosztowna, dlatego w kwietniu 1945 roku, po niecałym roku od rozpoczęcia operacji, cały projekt został przerwany. Stalową rurę i większość sprzętu zabrano. Obecnie w tym  niedostępnym terenie górskim znaleźć można jeszcze fragmenty drogi, resztki niektórych budynków i wraki pojazdów. Te fragmenty dawnej drogi to część szlaku, który ostatecznie przybrał nazwę Canol Heritage Trail i obecnie stanowi największe wyzwanie trekkingowe w północnej Kanadzie.

Na niewielki wózek pakuję wszystko, co jest mi potrzebne do przetrwania w tych dzikich ostępach. Plecak, namiot, niewielki ponton 1-komorowy sprowadzony z USA – waga 2  kg, dwa wory z żywnością, kuchenki, siekierę, 100 metrów liny.
Wózek, to stalowa, spawana konstrukcja. Aby uzyskać jak najniższą wagę, wykorzystano rury cienkościenne. Zrezygnowano z elementów aluminiowych, ponieważ tylko nieznacznie zmniejszyłyby wagę, a zdecydowanie osłabiłyby konstrukcję. Dyszle wykonane są ze stali nierdzewnej z możliwością odpięcia tak, aby ułatwić transport w całości. Wózek ma 26-calowe koła, takie jak w rowerze górskim, ze wzmacnianymi obręczami przeznaczonymi do dużych obciążeń. Zamiast nakrętek zastosowane są szybkozłącza, umożliwiające łatwe wypięcie kół do transportu lub do wymiany ogumienia. Tak zawieszona konstrukcja pozwoli mi na swobodne omijanie wystających z ziemi kamieni i korzeni. Przede wszystkim dzięki tej „rykszy”, mogę zabrać więcej żywności. Byli ludzie, którzy radzili mi nawet żebym zostawił ten wózek, lecz większość z nich nie rozumie, że do plecaka nie zabiorę na 45 dni żywności. To po prostu niemożliwe. To tak, jakbym zaplanowal pójść na biegun bez sanek. Ponadto zabieram 5 litrów benzyny, ponton, liny… itp. Tym samym nie będę korzystał z pomocy z zewnątrz tak jak większość zdobywców Canol Trail. W odróżnieniu od innych, nie zamierzam przejść 380 km lecz 1030 km.

Kiedy pojawiłem się po raz pierwszy na Jukonie w 2003 roku, jako 24-latek odkrywałem czar przygody. Przepłynąłem Jukon pontonem Zodiac od Carcross do Morza Beringa w 76 dni. Powstała po tej przygodzie książka ,,Pokonać siebie”. Wówczas poznałem Scota McDougalla, właściciela firmy Kanoe People. Tutaj na Jukonie, przygotowuję się do każdej większej przygody, wyprawy.

Jukon nic się nie zmienił, nadal jest dziki, bardzo dużo tu przestrzeni i pięknych lasów. Ross River, to niewielka wioska, którą w większosci zamieszkują Indianie.

W 2007 roku poznałem Neilsona,  może uda się nam spotkać  (o ile nie będzie w górach, podobno gdzieś poluje…z łuku.), poznałem go w trakcie zimowej wyprawy w 2007 roku. Przedstawiam fragment filmu, „Zagubiony na Jukonie”,  tak wyglądała moja wyprawa zimą-posłuchajcie, co mówi: https://www.youtube.com/watch?v=ctuJPZJZIQE

Za chwilę ruszam. Zakupiłem pistolet na flary, żywność. Wyprawa ciężka: 1026 km do przejścia. Z czego 630 samotnie. Podwójny trawers gór Mackenzie. Region 3 razy większy od Polski, 90 tys. niedźwiedzi gryzzly, a 30 tys. mieszkańców w jednym niemalże miejscu. Do zrobienia mam trawers 4 rzek: Twitty River, Kelly River, Carcajou River oraz potężna Mackenzie.

Od rzeki Twitty River jest trudna nawigacja, bagnisty teren, kaniony pełne wody, osuwiska, duże podejścia itp. Z tego co dowiedziałem się w Jess Fortner Manager, Tourism & Parks Industry, Tourism & Investment Government of the Northwest Territories, do tej pory nikt nie zrobił podwójnego trawersu na trasie: Ross River-Norman Wells, €“granica z Yukonem czyli 1026 km pieszo.

Podwójny trawers, to również duża logistyka, ale także potrzeba dużej motywacji. Wierzę, że ją mam oraz rozbudzę jeszcze bardziej.

Z Whitehorse wyjeżdżam 26 lipca. Start marszu zaplanowany jest na 27 lipca, godzina 12.30. Ostatnie dni były bardzo gorące, około 28 stopni C, ale są zapowiedzi zmiany pogody. Dodzwoniłem sie do mojego kolegi, Ruperta Dook z Yeloknife, przekazał mi żebym uważał, gdyż Kanion Dodo, który mam przejść, jest zapełniony wodą. Stan wód jest podniesiony. Ten kanion przechodziłem w 2008 r., teraz nie wiadomo, czy nie trzeba iść wzgórzami. Liczę, że woda opadnie, mam  jeszcze 20 dni marszu do tego miejsca. Ale trzeba też szukać ewentualnie innych rozwiązań, chociaż szlak gps mam opracowany na przejście wnętrzem kanionu. Zobaczymy.
To wyprawa cięższa niż przepłynięcie Amazonki w canoe, gdyż przez 25 dni nie spotkam żadnych ludzi. Będę sam na sam z naturą.

Zapraszam do śledzenia wyprawy na mojej stronie:

http://www.gienieczko.pl/tracking/canol2017/

https://www.facebook.com/GienieczkoMarcin/

Oficjalną stroną wyprawy jest:
http://solo-mackenzie.blog.pl/