Myśląca Skoda Scala uchroniła mnie przed stłuczką. Oto skala postępu nie tyko w motoryzacji, ale i wśród kompaktowych aut Skody. Testujemy Skodę Scala z zaskakującym trzycylindrowym silnikiem.

Zabiegany prezes musi mieć asystenta, który wyręcza go z wielu codziennych drobiazgów, by tenże pan prezes mógł skupić się na strategicznym myśleniu. Podobnie jest z dzisiejszymi samochodami. Użytkując je każdego dnia, w tym zabieganiu i natłoku spraw, asystenci od pilnowania kluczowego dla przemieszczania się bezpieczeństwa, są nie do przecenienia. Ot, błaha sytuacja jakich doświadczamy pewnie kilkanaście w ciągu dnia – wycofywanie z parkingu. Niby się rozejrzałem czy nic nie nadjeżdża, ale nieostrożność, która często idzie w parze z pośpiechem, omal nie doprowadziła do solidnej stłuczki. Oto bowiem Skoda Scala stanęła jak wryta, a ułamek sekundy wcześniej usłyszałem tylko jakiś ostrzegawczy ton. Zupełnie zgłupiałem o co chodzi. No tak, jednak ulicą śmignął samochód, którego kompletnie nie widziałem. Ale radary w zderzakach Scali owszem.

Tak działa Rear Traffic Alert – system dla nieostrożnych i rozkojarzonych kierowców, którzy narażają siebie i innych na stłuczki przy wycofywaniu z miejsc parkingowych. Rzecz genialna. 

Scala już w standardzie ma sporo systemów, które asystują kierowcy, m.in. Line Assist, który pilnuje byśmy w niezamierzony sposób nie zjechali z naszego pasa (przy pladze kierowców piszących podczas jazdy sms-y – jak znalazł) oraz Front Assist. Ten drugi kontroluje przestrzeń przed autem i gdybyśmy zbyt blisko dojechali do pojazdu przed nami lub w porę sami nie zahamowali, mamy gwarancję, że system sam przejmie kontrolę działania. 

To jest skala postępu kompaktowych aut. A Scala pokazuje też postęp jaki przeszła od popularnej poprzedniczki Skody Rapid Spaceback. Scala pełnoprawnie awansowała do ligi aut kompaktowych.  Jeśli chodzi o przestrzeń wewnątrz czy objętość bagażnika (aż 467 l), to nawet bije całą konkurencję. Więcej swobody dla pasażerów z tyłu chyba nie znajdziecie w żadnym innym aucie podobnej wielkości (Scala mierzy 4,36 m). 

Scala to z łacińskiego schody. Wedle interpretacji działu marketingu czeskiego lidera, Skoda Scala ma symbolizować kolejny stopnień w rozwoju marki w dziedzinie dizajnu i technologii. Została zaprojektowana od podstaw jako zbiór pożądanych cech idealnego auta kompaktowego. 

W Scali po raz pierwszy zastosowano pięknie wkomponowany napis ŠKODA na tylnej klapie. Świeży wygląd z seryjnymi lampami LED z przodu i z tyłu wciąż jednak bardzo pielęgnuje tożsamość marki.

Wnętrze też utrzymano w klasycznym tonie, ale nie brak tu najnowszej technologii. Można mieć wirtualne wskaźniki z pięcioma rodzajami personalizacji zamiast klasycznych zegarów. Ergonomicznie umieszczony tablet nad środkową konsolą może mieść dwa rozmiary: 6,5 i 9,2 cala. Są też dwa wejścia USB dla pasażerów z tyłu, skrobaczka z miernikiem głębokości bieżnika wsunięta w klapkę od wlewu paliwa czy podwieszana siatka pod półką bagażnika, np. na drobne przedmioty – już nie będą latać po wielkim bagażniku. Funkcjonalność z zakresu connectivity daje nam też takie smaczki jak np. możliwość otwierania za pomocą smartfona czy zdalne sprawdzanie lokalizacji auta.

Do testu mieliśmy najchętniej wybierany i najtrafniej dobrany silnik do tego auta. To 115-konny trzycylindrowiec, który z wykazuje sporo charakteru. Rozpędza auto w 9,8 s do setki, więc nie można powiedzieć, że nie przystoi do oczekiwań wobec codziennego auta.

Skoda Scala 

Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz

Na zdjęciach: Skoda Scala Style 1,0 TSI 115 KM