Pod zabytkowymi belkami rozbrzmiewa skoczna muzyka, słychać akordeon i gitarę. Żyrandole ze starych kół wozu drabiniastego oświetlają twarze gości, a znad talerzy słychać gwar rozmów i śmiech. Nie ma wątpliwości – znajdujemy się w gospodzie z prawdziwego zdarzenia.

Wystarczy 20 minut, by z olsztyńskiej starówki przenieść się w samo serce warmińskiej wsi Butryny. Pośród lasów pełnych jagód i grzybów powstała wyjątkowa gospoda. Goście bawiący się na jej otwarciu ze zdumieniem przyglądali się odnowionemu wnętrzu. Część z nich pamięta mieszczący się tu wcześniej skup Gminnej Spółdzielni i ruinę w jaką później popadł budynek. Remont tego wszystkiego trwał ponad dwa lata. – To była rudera, ale rudera z historią – podkreśla Ania, współwłaścicielka Gospody Warmińskiej. – W budynku nie było ani jednego kabla, więc zaczynałam od zera. To było wyzwanie, by tak go odnowić, zachowując niepowtarzalny charakter: mur pruski czy oryginalne czerwone cegły.

Pierwszy lokal w tym miejscu pani Ania otworzyła dwa lata temu, spełniając swoje marzenie o gospodzie, gdzie mogłaby gościć przyjezdnych i miejscowych oryginalną kuchnią. Plan się powiódł. Autentyczne regionalne produkty sprawiły, że gości nie brakowało.

Wśród nich znaleźli się także sąsiedzi z Butryn – pani Marta z panem Henrykiem. Pierwszy raz zaszli tu z psami i byli miło zaskoczeni, że jest też i miejsce, i miska dla pupili (tak przyjmuje się tu psiaki do dzisiaj). Zaprzyjaźnili się z właścicielką, a sama gospoda i serwowane warmińskie smaki na tyle ich zauroczyły, że miejsce zaczęli polecać znajomym. Zresztą to była najlepsza recenzja, bo prywatnie pani Marta sama doskonale gotuje i przykłada wielką wagę do jakości produktów.

Tak zawiązała się relacja, która przerodziła się we wspólne działanie. Nadali przedsięwzięciu większego rozmachu, odnowili lokal z zewnątrz i urządzili ogród. 1 maja otworzyli Gospodę Warmińską. – To gospoda w pełnym tego słowa znaczeniu! Mamy wszyscy czuć się domowo, to nie jest restauracja! – tłumaczy ze swadą pani Ania. – Tutaj luzujemy kołnierzyki i jemy do syta.

Dania nie są wyszukane, nie znajdziemy w karcie modnego kaszotto, ale za to pyszną kaszę z borowikami i kurkami – jak najbardziej. Bo duma z tradycji, to jest właśnie dla mnie nowoczesne myślenie. Żeby podać gościom miskę pełną młodych ziemniaczków, tak po prostu, bez krygowania się i malowania kleksów sosami.

Aby zdobyć się na taką filozofię, trzeba doskonale znać lokalną historię i tradycję. Kuchnię Warmii i Mazur, a Butryny leżą na historycznej granicy tych dwóch krain, wyróżnia wielka dbałość o składniki i pomysłowość. Nigdzie indziej nie można było znaleźć takiej różnorodności grzybów, lasy do dziś bogate są w dziczyznę. Warmia słynie z czystego powietrza i wód, one dają tak wyjątkowe plony. Gospodynie tych ziem wiedziały, jak wykorzystać te skarby.

– Mieszkańcy tych ziem ciężko pracowali od rana do nocy, skądś musieli czerpać siłę i zdrowie. Obiad Warmiaka zawsze musiał być treściwy, czego doskonałym przykładem jest bazująca na karkówce zupa karmuszka, z fasolą, kapustą i doprawiona lokalnymi ziołami – opowiada pani Ania. W gospodzie jest także szefową kuchni, zaś pani Marta autorką obłędnych ciast, np. lodowego z musem z czerwonych owoców.

– Nie podążam ślepo za babcinymi przepisami, a tradycję podaję nowocześnie – kontynuuje pani Ania. – Lekko, a nie jak dawniej jadano. No i najważniejsze – nie po to otwiera się gospodę, by podawać byle co. Takie kłamstwa mają krótkie nogi. Tu trzeba gotować jak dla siebie i czuję, że nam się to udaje, bo goście wracają – najczęściej z całymi rodzinami.

Tekst: Ewa Drozda
Obraz: Michał Bartoszewicz

Gospoda Warmińska Butryny

Tel. 511 491 438 – rezerwacja stolików

Tel. 511 491 439 – rezerwacja sali,
imprezy okolicznościowe