Mylicie czasem na ulicy Skodę Kodiak z nieco mniejszą, ale łudząco podobną – nawet z nazwy – Karoq? Szybko wam o niej opowiemy, bo za chwilę Skoda na rynek wprowadza jeszcze mniejszą Kamiq. Trudno już się będzie połapać. 

Kodiak, Karoq, Kamiq – producenci oszaleli na punkcie SUV-ów? Nie, to klienci oszaleli na ich pukcie. A że Skoda sięgnęła po ciekawe i łatwe zarazem w pomyłce nazwy, to inna sprawa. Choć ich pochodzenie jest dość ciekawe.  

Nazwa Karoq powstała z połączenia słów samochód – „KAA’RAQ” oraz strzała – „RUQ”, które zaczerpnięte zostały z języka autochtonów zamieszkujących wyspę… Kodiak położoną u wybrzeży Alaski. Z kolei Kodiaq to też gatunek niedźwiedzi mieszkających na Alasce. Proste, prawda? No dobrze, zdradzimy wam, że debiutujący za chwilę Kamiq nazwę też zaczerpnął z tamtych stron, od Eskimosów z północnej Kanady i Grenlandii. A oznacza coś w rodzaju drugiej skóry, która pasuje do każdej sytuacji. 

My zajmiemy się naszym samochodem-strzałą w kolorze szmaragdowo zielonym.

Karoq zastąpił lubiane za swą niepowtarzalną sylwetkę Yeti, choć jest od niego sporo większy, bo aż 16 cm. A mierząc go z wielkim Kodiakiem (wiadomo, imię po niedźwiedziu zobowiązuje), jest od niego krótszy o 31 cm. 

Ale nie myślcie, że kompaktowy SUV Skody jest też kompaktowy w środku. Tu akurat przestrzeni nie brakuje. Z tyłu mieliśmy opcjonalne trzy indywidualne fotele Varioflex i w razie potrzeby ten środkowy możemy wyjąć, zaś dwa pozostałe przysunąć do siebie. Mamy wówczas wyśmienity komfort siedzenia dla dwójki podróżujących. Fotele można też przesuwać i pochylać oparcia, więc podróżowanie z tyłu jest wygodniejsze niż w niejednym aucie wyższej klasy. 

Ze swoim hasłem przewodnim Simply Clever, Skoda nie mogła nie zaskoczyć kolejnymi pomysłami ułatwiającymi codzienne funkcjonowanie z samochodem: sprytny uchwyt na woreczki do śmieci w kieszeniach przednich drzwi, uchwyt na parasolkę pod siedzeniem, indukcyjna ładowarka smartfona, nawet miejsce na wetknięcie zapalniczki, by nie latała w zakrętach po schowkach, kiedy korzystamy z gniazda (a propos, jest i gniazdo 230 V np. do ładowania laptopa). Można mieć dwustronną matę bagażnika z nieprzemakalną lewą stroną na brudne rzeczy, elektrycznie wysuwany hak holowniczy, latarkę, która w swoim gnieździe ładuje się podczas jazdy, no i coś genialnie prostego, a praktycznego – wnęka na butelkę wody, która blokuje jej obracanie, by móc odkręcić nakrętkę jedną ręką. Genialne! Ileż to razy każdy z nas trudził się, by prowadząc auto jednocześnie otworzyć butelkę. 

Ale to dopiero jest ułatwienie życia – na centralnym ekranie dotykowym (może mieć nawet wymiar 9,2 cala) mamy dostęp do aplikacji posiadanych w smartfonie, ponieważ obydwa urządzenia genialnie ze sobą współpracują. Z kolei Skoda Connect zapewnia łączność ze światem on-line w samochodzie. 

Karoq można wyposażyć w niemal wszystkie zdobycze wspomagające bezpieczną jazdę: asystent pasa ruchu, adaptacyjny tempomat, rozpoznawanie znaków drogowych, wspomaganie parkowania, automatyczne światła drogowe, system samoczynnie wyhamowujący auto w razie wykrycia pieszego przed maską czy wreszcie funkcja samoczynnego hamowania przy cofaniu, gdyby pojawiło się realne zagrożenie kolizji. 

Nasza testowa, i tak nieźle wyposażona wersja Style, doposażona została jeszcze w dodatki o wartości 33 tys. zł. Miło podróżuje się tak skrojonym samochodem, choć cena ponad 143 tys. zł za kompaktowy SUV, to już żadna atrakcja.

Choć kiedy otwierasz wieczorem drzwi do Karoqa i na ziemi wyświetla się z precyzyjnymi konturami napis Skoda, robi ci się naprawdę miło. Taki mały akcent, a dużo prestiżu. Jakoś tak mi się wydaje.  

Mieliśmy też ciekawy silnik do dyspozycji. Nowa konstrukcja ma 1,5 litra pojemności (150 KM) i systemem odłączania dwóch cylindrów. Otóż jeśli nie ma potrzeby korzystania z mocy, np. przy jednostajnej jeździe (do 130 km/h) i z obrotami pomiędzy 1400-4000, drugi i trzeci cylinder nie pracują, oszczędzając pół litra paliwa na 100 km (na wyświetlaczu pojawia się komunikat o pracy w trybie dwucylindrowym). Chwała konstruktorom za wysiłek, choć nasz komputer pokładowy w trasie nie chciał pokazać niżej niż siedem litrów.

Za to w dobie nijako brzmiących silników, 1,5 TSI w Skodzie ma subtelnie rasowy dźwięk. Już po uruchomieniu startera sprawia wrażenie, jakbyśmy mieli rozpocząć jazdę pikantną odmianą RS. Chociaż przyspieszenie 8,4 s do setki naszej „zwykłej” odmiany, to wynik, o który kiedyś walczyły najmocniejsze kompakty. 

Tekst: Rafał Radzymiński, obraz: Michał Bartoszewicz

Na zdjęciach: Skoda Karoq Style 1,5 TSI 150 KM DSG