Historia tego modelu, to jak kawałek historii japońskiej motoryzacji.
Ikona SUV-ów w blasku fleszy wjeżdża na rynek w najnowszej odsłonie.
Oto Toyota RAV4 w damsko-męskim punkcie widzenia.

Mamy czasem podobne zapatrzenie na sztukę czy recenzowanie codzienności. Ale nigdy nie przyrównywaliśmy swoich motoryzacyjnych zapatrzeń, bo Beatę od zawsze trudno było oderwać od miłości do Toyoty, mimo iż zakochana jest we wszystkim co włoskie. Więc kiedy radziła się w kwestiach motoryzacyjnych, to raczej z pytaniem typu: polecasz tę czy tamtą Toyotę? 

I teraz zastanawiam się, czy zapraszając do wspólnego testu, nie przysporzę Beacie tego wyzwania ze zbieraniem „na Toyotę przepiękną, aż strach” o której w słynnej „Jolce, Jolce” śpiewała Budka Suflera. A niech tam, marzyć trzeba wysoko.

Najnowsza Toyota RAV4 nabrała w moich oczach linii z charyzmą i dobrą proporcją. Marka nie odpuszcza i wprowadza którąś z rzędu premierę wzbudzającą pożądane emocje (szef Toyoty powiedział: nigdy więcej nudnych aut!). Ja wiem, że akurat do tego modelu nie trzeba przekonywać nikogo na świecie, ale dzisiaj te emocje przy tak dużej konkurencji są ważne. Spójrzcie tylko na tę białoperłową wersję z dachem w odcieniu piano black. Charakterna. 

Najbardziej zaskoczyło wnętrze. Na tylnej kanapie – wow! – siedzi się iście królewsko. Ale jednak za kierownicę ciągnie. Nowo urządzony kokpit prezentuje spokój i elegancję. To się ceni nawet po latach. Pokrętła zaś do sterowania instrumentami przypominają w dotyku te z japońskich sprzętów HiFi z najlepszych lat 80. To była klasa.

Kiedy ćwierć wieku temu Toyota debiutowała z RAV4, nazwała go po prostu skrótem od „samochodu rekreacyjnego z napędem na cztery koła” (Recreational Active Vehicle with

4 Wheel-Drive). Popularna dzisiaj nazwa SUV jeszcze nie istniała. A taka Toyota już tak. Hybrydowy napęd też już dojrzewał jej konstruktorom. Dzisiaj nie wyobrażamy sobie Toyoty bez hybrydy. Tutaj mamy układ sprzężony z 2,5-litrowym silnikiem benzynowym i sumaryczną mocą 218 KM. Ich popularność nabija też fakt, że z każdą generacją układu hybrydowego zanika ten dyskomfort pracy bezstopniowej skrzyni CVT przy dynamicznym przyspieszaniu, więc piąta seria RAV4 praktycznie już tego problemu nie ma. Kilka smaczków: jest dostępny układ wykrywania pieszych i rowerzystów, ładowarka indukcyjna na smartfon czy lusterko wsteczne działające też jako monitor tylnej kamery. 

Właśnie Beata przysłała mi swoje spojrzenie na Toyotę. Też jesteście ciekawi?

Ponad dwie dekady, czyli połowę życia, trwa moja przygoda z marką Toyota. Równo 20 lat jeździłam bezawaryjnie poczciwą Corollą, dopóki nie przegrała walki z korozją. Tak mi się przynajmniej wydawało. Nowemu nabywcy nie przeszkadzały rdzawe elementy karoserii: „pani, takich samochodów dzisiaj ze świeczką szukać” – usłyszałam, kiedy wpychał mi w ręce plik banknotów. Przez chwilę pożałowałam transakcji, a potem zaczął się dylemat: jaki samochód na kolejne 20 lat? Może bliska mojej filozofii eko hybryda w opcji ratalnej? Albo ulubiony włoski dizajn? Los, albo intuicja, zesłała mi „okazję”: Toyotę Yaris. Mały silnik, niskie koszty, no i sprawdzona marka. Czego chcieć więcej do miejskiej jazdy? No, może trochę przestrzeni na torby i dla pasażerów, speeda przy ruszaniu na zielonym świetle. Ale i bez tego zakup był strzałem w dziesiątkę na tamten moment.

Test Toyoty RAV4 rozszerzył moje wąskie motoryzacyjne horyzonty. Choć pierwsze wrażenie po wejściu do pachnącego nowością auta – „zbyt duże”. Trzy razy więcej miejsca, niż w mojej „jarisce”. Co ja mogłabym w nim wozić? Zapas żwirku dla kota? I ile musi palić taka „gablota”? Rozważania trwały do momentu, w którym poczułam ciepło podgrzewanej kierownicy. A potem podobne, przyjemne odczucie pod pośladkami. No to bawmy się – muzyczka, łokietek i do centrum. Odruchowo próbuję złapać za „tableta” na desce rozdzielczej i znaleźć ulubioną stację. Wyświetlacz ani drgnie. Dociera do mnie, że wciąż tkwię w poprzedniej erze motoryzacji. Automatyczna skrzynia biegów? Mam zapomnieć o swojej lewej nodze? Może jednak pojadę jako pasażer? – pojawiły się nowe wątpliwości. Skupienie, instrukcja doświadczonego kolegi i już chwytam za kluczyk. Znaczy, wciskam przycisk. Po chwili mam wrażenie, że samochód prowadzi się sam. W dodatku bezszelestnie! Czy on w ogóle odpalił? Może mamy po prostu z górki? Silnik elektryczny i jego tryb jazdy na samym prądzie sprawia, że jadąc szybkością osiedlową, auta nie czuć i nie słychać. Nie kreuje smogu, nie zużywa kropli benzyny. Na kryzys klimatyczny – opcja wzorowa. Krok w kierunku lepszego świata, o który zabiegam codziennymi, małymi, proekologicznymi decyzjami. Znowu ożyły marzenia o hybrydzie, które zaprowadziły mnie kiedyś do salonu Toyoty. Więc jak tylko wygram w Totolotka, kupuję domek w lesie i biorę RAV4, która sprawdzi się na szutrowej drodze. Moja „jariska” na pewno to zrozumie…

Tekst: Rafał Radzymiński & Beata Waś, obraz: Kuba Chmielewski

Na zdjęciu: Toyota RAV4 2,5 Hybrid Selection – cena 159 900 zł
(wersja podstawowa od 109 900 zł)

Toyota Mir-Wit
Olsztyn, al. Obrońców Tobruku 11
www.toyota-olsztyn.pl

fb/ToyotaOlsztyn