Przez lata nie było go nawet na mapie, dzisiaj zachęca do odwiedzin wszelkimi kanałami. Ośrodek rządowy w Łańsku jeszcze nie całkiem pozbył się opinii imperium niedostępnego dla przeciętnego człowieka. Ale kto raz tu przyjedzie, łapie bakcyla. Warunki do wypoczynku wciąż są godne elity.

Pierwsza wizyta w recepcji zazwyczaj zaczyna się od pytania: gdzie sypiał szach Iranu? Albo: w którym budynku biesiadował Gomułka z Chruszczowem po polowaniach? 

Niedawno powstał nawet pomysł wśród obsługi, aby zestawy śniadaniowe w ośrodku nosiły nazwiska ówczesnych bywalców. W zestawie à la Gomułka byłby nabiał i drożdżowe bułki, jak uwielbiał ceniący prostotę I sekretarz. A pod hasłem „Cyrankiewicz” rozpoczęcie dnia na bogato: dziczyzna, sałatki, ryby. O zwyczajach przywódców bloku wschodniego, nie tylko kulinarnych, do dzisiaj krążą tutaj legendy. Ale zarządcy ośrodka nie tyle chcą odciąć się od historii, ile wyeksponować walory przyrodnicze Łańska, które przyciągały tu prominentów. Pięć lat temu podnieśli szlaban na wjeździe do ośrodka. I odtąd każdy, bez protekcji i specjalnych pozwoleń, może przyjechać i na własnej skórze poczuć czym się zachwycali.

– Ośrodek sukcesywnie otwierał się już od końca lat 80. – tłumaczy Margarita Skórska, zastępca kierownika ośrodka, która od 2017 roku zarządza Ośrodkiem Wypoczynkowym Łańsk prowadzonym przez Centrum Obsługi Administracji Rządowej. – Wiem z opowieści, że w Kancelarii Premiera przez lata urzędowała pani Krysia, która chciała zobaczyć na żywo, kto wybiera się do Łańska. Kiedy zaakceptowała „kandydata”, który pojawił się oczywiście z polecenia, przystawiała pieczątkę na pozwoleniu. I choć dzisiaj nie trzeba żadnych dokumentów, aby tu przyjechać, w świadomości wielu osób w regionie ośrodek pozostał niedostępny. Albo nie wiedzą o jego istnieniu. Nawet niektórym taksówkarzom w Olsztynie muszę wskazywać drogę.

Respekt i patrole

Łańskie tajne imperium działające pod kryptonimem W-1 powstało w latach 50. XX wieku na potrzeby wypoczynku dla przedstawicieli rządu. Bolesław Bierut zdecydował o rozbudowie obiektu, który wchłonął 11 wsi przerobionych na gospodarstwa rolne, np. Rybaki. A otaczający go dwumetrowy płot miał długość 220 km. Teren, którego do lat 70. nie było na mapach, pilnowany przez wojsko, a potem firmę ochroniarską, przez dekady budził respekt.

– Pamiętam harcerskie wypady w łańskie lasy w latach 80. – wspomina Krzysztof Kowalczyk, instruktor harcerski i przewodnik turystyczny. – Ciągnęło nas tam ze względu na niesamowite tereny leśne. Ale jak tylko słyszeliśmy nadjeżdżający samochód, chowaliśmy się w krzakach. Krążyły pogłoski, że patrole z Łańska wyłapują zbłąkanych grzybiarzy czy spacerowiczów i każą im rąbać drewno. Biwakowaliśmy tam czasem na dziko, kąpaliśmy się w Łynie, w jeziorze Łańskim, Ustrychu i Jełguniu. Tak pięknej i odludnej puszczy nie ma ani na Warmi, ani na całych Mazurach. Wciąż odwiedzamy Łańsk ale już legalnie wędrując z harcerzami szlakiem pieszym z Rusi lub leśnymi drogami ze Stawigudy. 

– Fascynował mnie Łańsk, ale miałem niemały problem ze zbieraniem materiałów na jego temat – przyznaje 82-letni Wiesław Białkowski, olsztyński dziennikarz, autor książek m.in. „Łańskie imperium”. – Ludzie, którzy bywali w Łańsku mieli zakaz i bali się opowiadać, co się tam działo, ale czasem chwalili się najbliższym, a oni nam, dziennikarzom. Filtrowałem informacje, które zdobywałem, aby nie zrobić nikomu krzywdy. Nie wiadomo było pod koniec lat 80. w którym kierunku politycznym pójdzie Polska, ludzie byli ostrożni. Materiału, który posiadam wystarczyłyby na trzecią książkę. Ale literatura faktu nie cieszy się już w Polsce popularnością.

Polowania w obiektywie

Autentycznych pamiątek po imperialnych czasach Łańska, jak wszechobecne tu niegdyś trofea myśliwskie, praktycznie już nie ma. Wyposażenie apartamentów i pokoi to miks stylów, niektóre meble pamiętają jeszcze poprzednią epokę. Salę restauracyjną zdobi od dekad kopia „Polowania na niedźwiedzia” Juliana Fałata.

– Łańsk znany był zwłaszcza jako raj dla myśliwych – dodaje Margarita Skórska. – Dzisiaj to hobby jest nieco passe, więc raczej ze strzelbą nikt nas już nie odwiedza. I wcale nam na tym nie zależy.

Ośrodek odkupił zestaw archiwalnych fotografii Wacława Kapusto, olsztyńskiego, nieżyjącego już fotografa. Uwieczniał polowania, biesiady i spacery goszczących w kompleksie wypoczynkowym przywódców dawnego bloku wschodniego, prezydentów i koronowanych głów z Zachodu. W „portfolio” Łańska jest wizyta m.in. Fidela Castro z Kuby, Czou-En-La z Chin. Bywał tu Erich Honecker, prezydent Jugosławii Josip Broz Tito czy król Belgów Baldwin I Koburg. 

– Znam z opowiadań Wacława Kapusto jego pierwszy wyjazd do Łańska – opowiada Margarita Skórska. – Kiedy kazano mu się ubrać i wsiąść do Wołgi, myślał, że już nie wróci do domu. Zawiązano mu oczy i długo błądzono po leśnych drogach, aby nie zorientował się w położeniu ośrodka. A my teraz robimy wszystko, aby pokazać, jak prosto tu dojechać.

Nocny catering

Choć teren ośrodka kurczył się od lat 90., dzisiejsi goście wciąż mają do dyspozycji 130 miejsc noclegowych w kilku budynkach. Do tego 89 hektarów zielonej przestrzeni plus basen. Dlatego nawet kiedy ośrodek jest pełen gości, każdy znajduje tu swój intymny zakątek.

– Najbardziej szkoda nam kina z lat 50. znajdującego się w Hotelu Leśnym naszego kompleksu budynków – żałuje Margarita. – Długo o nie walczyliśmy, chcieliśmy dać mu drugie życie. Teraz czekamy na decyzję czy znajdą się ogromne środki na jego modernizację.

W Hotelu Leśnym znajdowały się również mieszkania służbowe obsługi ośrodka, dopóki nie zlikwidowała ich ustawa. Łączyli się tu w pary, zakładali rodziny. Niektórzy z ponad trzydziestu pracujących tu osób, związani są z ośrodkiem od lat 70. Lech Krygier, intendent i gastronom, pracował dla Łańska ponad pół wieku. Był odpowiedzialny za dostarczanie garmażerki na bankiety.

– Obsługa gastronomiczna jechała do Łańska furgonetkami z zasłoniętymi oknami – wspomina 83-letni Lech Krygier. – Przez kilka pierwszych wizyt w latach 50. kazano nam próbować potraw z obawy przed zatruciem, ale szybko nabrali do nas zaufania. Półmiski szwedzkie przygotowywali olsztyńscy kucharze, m.in. z restauracji „Kolorowej” czy „Pod żaglami”. Przerabiali także dziczyznę, ryby, mięso i warzywa pochodzące z tego samowystarczalnego imperium.

Jak twierdzi, goście mieli swoje zachcianki: Gierek uwielbiał kluski śląskie, a Jaroszewicz jagnięcinę. – Musiałem mieć wtyki w PGR-ach, aby produkty były na zawołanie – przyznaje pan Lech. – Czasami telefon dzwonił w nocy, że przyjechał jakiś prominent. Wciąż zmieniano plany pobytu gości, aby zmylić „wroga”. Kombinowało się naprędce parę potraw, zabierało dwie butelki wódki i jechało do Łańska. O nic nie mogliśmy pytać, a już na pewno kto za to zapłaci. Bezpieka czuwała na każdym kroku.

Dolary na tacy

Luksusowy 100-metrowy Apartament Ministerialny w głównym budynku „Puszcza” (cena za dobę 600 zł), był ulubionym miejscem do pracy goszczącego tu sekretarza KC PZPR Leonida Breżniewa. W bliźniaczym „Okoniu” wypoczywał Edward Gierek, a Willa „Leszcz” gościła szachinszacha Iranu Mohammada Rezę Pahlawiego z żoną.

– Kiedy żona szacha zażyczyła sobie wizyty na mszy świętej, naprędce odmalowano niewielki kościół w Orzechowie. Podobno zostawiła na tacy 10 tys. dolarów – zdradza Lech Krygier.

Największym powodzeniem wśród dzisiejszych gości cieszą się fińskie domki w pierwszej linii brzegowej – prezent od premiera Finlandii z 1972 roku. Przedwojenna leśniczówka – dzisiaj główny budynek „Puszcza” kryty strzechą czy Willa Gawra z muru pruskiego były rzadkością na tle innych ośrodków epoki socrealizmu, gdzie budowano wypoczynkowe „klocki”. 

– Zabiegająca o przyjazd do Łańska delegacja z Kaliningradu stwierdziła, że warunki są tu o niebo lepsze, niż w daczach moskiewskich sekretarzy – wspomina Wiesław Białkowski. – Szkoda tylko, że tak niewiele powstało z wyposażenia.

Grill z lisem

Średnia wieku odwiedzających ośrodek z roku na rok obniża się. Trafiają tu poprzez media społecznościowe, portale rezerwacyjne. Dzieci i wnukowie pracowników jednostek centralnych, którzy znali Łańsk z opowiadań, organizują tu wesela i rodzinne spotkania. W recenzjach goście doceniają nie tylko ciszę i spokój, ale też autorską regionalną kuchnię. 

– W sezonie rzadko tu można spotkać wypoczywającego polityka, a konferencje ministerialne odbywają się wtedy, kiedy ośrodek pustoszeje – zapewnia Margarita. – Staramy się tworzyć miejsce apolityczne. Chcemy, aby kojarzyło się z niezwykłą przyrodą i smakami dzieciństwa.

Ośrodek ma w planach termomodernizację budynków, powstaną tu także ścieżki edukacyjne. A Lokalna Grupa Działania „Południowa Warmia” przygotowuje oznakowanie szlaków rowerowych wokół Łańska, dołączając kolejne gminy do sieci szlaków rozwijających się w całym regionie.

– Młodego pokolenia nie interesują zwyczaje komunistycznych notabli – uważa Krzysztof Kowalczyk. – Jeśli zachęcać ludzi do poznawania Łańska to tylko przez aktywny wypoczynek wśród niezwykłej przyrody, która tu pozostała. Ponieważ lasy były chronione przez wojsko, nie ingerowano w ich gospodarkę. Dzięki temu są dzikie, różnorodne i pełne niespodzianek. Np. nad brzegiem jeziora Łańskiego rośnie w środku lasu wielka stara czereśnia, często też można spotkać ogromne lipy – a to rzadkość w naszych, sosnowych przeważnie, lasach.

– A kameralny wypoczynek zachęca zwierzęta, aby czuły się swobodnie na terenie ośrodka – dodaje Margarita. – Dlatego kawa z widokiem na stado saren czy grillowanie w towarzystwie lisa to u nas codzienność. A jeśli ktoś na nie poluje, to już tylko z obiektywem aparatu.

Tekst: Beata Waś, obraz: Wacław Kapusto, arch. Ośrodka Łańsk

Tekstem o Łańsku otwieramy cykl reportażowy prezentujący relikty historii, które dostały drugie życie. Kiedyś zarezerwowane tylko dla wybranych, dzisiaj odkrywane są na nowo.